piątek, 15 grudnia 2017 r.

Lublin

Grupa kombatantów w Lublinie, po zawróceniu z granicy. Ryszard Zieliński, uczestnik Powstania Warsza
Grupa kombatantów w Lublinie, po zawróceniu z granicy. Ryszard Zieliński, uczestnik Powstania Warsza

Autokar wiozący kombatantów na uroczystości w Pawliwce na Wołyniu nie został wczoraj przepuszczony przez granicę. Ukraińska straż graniczna przez kilka godzin drobiazgowo przeszukiwała pojazd, szukając broni i materiałów wybuchowych.

- To była prowokacja przeciwników pojednania! - uważa Czesław Ponieważ z Lublina, były żołnierz Batalionów Chłopskich, który wraz z ponad 40 kombatantami został zawrócony z granicy.
Pochodzący z całego kraju kombatanci jechali na uroczystości upamiętniające tragedię wymordowania podczas okupacji przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu kilkudziesięciu tysięcy Polaków. Niektórzy mieli na sobie mundury. Wieźli sztandary i poczty sztandarowe m.in. Sybiraków, Synów Pułku AK, Dzieci Zamojszczyzny. W Zamościu dosiedli się do nich kombatanci z Lubelszczyzny. Około godziny 8 przejechali przez przejście graniczne w Zosinie. Po ukraińskiej stronie spotkały ich kłopoty.
- Skierowali nas na bocznicę, zaczęli rozkręcać samochód, filmowali sztandary - mówi Stanisław Leszczyński, uczestnik wyjazdu.
Ukraińska strona twierdzi, że powodem kontroli było to, że pies użyty przez służby graniczne wyczuł w autokarze woń broni i materiałów wybuchowych. Leonid Biłousow, attaché prasowy Ambasady Ukraińskiej w Polskie, zapewnia, że straż graniczna nie miała żadnych zastrzeżeń do kombatantów, a tylko do autokaru.
- Ze względu na obecność prezydentów na uroczystościach nasze służby obowiązywało zachowanie szczególnych zasad bezpieczeństwa - mówi. - Kierowca autokaru dopiero po pewnym czasie powiedział nam, że samochód w przeszłości woził żołnierzy.
Pracownik ambasady mówi, że gdy kontrola się skończyła, było już za późno na wyjazd na uroczystości, bo strefa, w której mieli przebywać prezydenci, została już zamknięta.
Skończyło się na tym, że Ukraińcy anulowali pieczątki wjazdowe w paszportach i po godzinie 14 autokar ruszył w powrotną drogę. O godzinie 16 kombatanci dojechali do Lublina. Nie kryli oburzenia.
- To było specjalnie ukartowane - uważa Maria Muszyńska-Orzelska z Lublina. - Podjechaliśmy na granicę kilkoma autokarami. Tylko w tym autokarze kombatanci jechali w mundurach, z odznaczeniami. To jeden wielki dramat 46 osób, w większości w wieku ok. 80 lat. Sztandary musieliśmy wynosić na zewnątrz, były filmowane.
W biurze prasowym MON dowiedzieliśmy się, że autokar był wynajęty z X Warszawskiego Pułku Samochodowego. Jak udało nam się nieoficjalnie ustalić, służył najczęściej do obsługi imprez artystycznych. Wojsko jeździło nim bardzo rzadko, częściej zespoły artystyczne.
- Ubolewamy nad tym, co się stało. To przykra rzecz, ale nie było tu z naszej strony złej woli - mówi Biłousow. - Nie mieliśmy zastrzeżeń do kombatantów, a skoro nie mieli drugiego autokaru, to stało się, jak stało.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!