sobota, 21 października 2017 r.

Lublin

Naprawiamy, cerujemy i kleimy

  Edytuj ten wpis
Dodano: 6 lutego 2008, 19:03

Dżinsy bez guzika, buty ze zdartym flekiem i walizka z urwanym dnem - trafiają do lubelskich zakładów usługowych.

Bo nie stać nas na kupno nowych albo mamy sentyment do używanych rzeczy. Bez względu na powód - rzemieślnicy są zawaleni zleceniami.


W czasie pięciu minut do zakładu kaletniczego Dariusza Dudkiewicza puka trzech, czterech klientów. Z torbą bez zapięcia, walizką z urwaną kieszenią i skórzanym płaszczem, w którym nie wiadomo kiedy zrobiła się dziura. - Tylko panie Darku, ekspresem proszę, bo tej zimy chciałabym go jeszcze ponosić - mówi Zofia Iwańska, właścicielka płaszcza i stała klientka zakładu przy ulicy Zielonej. Bo skoro rzecz dobra, ale z małą usterką, to przecież szkoda wyrzucić.

A ludziom szkoda wyrzucać różnych rzeczy. I sfatygowanych toreb, plecaków, walizek, pasków, płaszczy, kurtek i spodni, które wypełniają niewielki zakład po sam sufit. - Zdarza się, że lublinianie pracujący za granicą przywożą mi całe torby rzeczy do naprawy, bo tam albo nie ma takich zakładów, albo naprawa kosztuje krocie - tłumaczy Dariusz Dudkiewicz. - Bywają i nietypowe zamówienia. Niedawno szyłem kapcie do ćwiczeń na basenie dla grupy pań, które chciały stracić na wadze.

Do szewca najczęściej trafiają buty ze zdartym fleczkiem. Przeróbek raczej się nie robi, podobnie jak butów na specjalne zamówienie. - Czasem panie przynoszą po kilka par bucików kupionych za kilka złotych w taniej odzieży. Fleczki są więcej warte niż to obuwie, ale nasz klient, nasz pan - śmieje się Piotr Szewczyk z zakładu przy deptaku.

U państwa Alfredy i Mieczysława Krzyżaków w podwórku przy Krakowskim Przedmieściu, którzy od lat zajmują się usługami krawieckimi, na wieszakach i markowe ciuszki, i sfatygowane torby. - Ten plecak jest u nas już któryś raz - informuje Pan Mieczysław, pokazując rozerwany zamek - Ale klient go lubi, a poza tym mówi, że za 20 złotych nowego plecaka nie kupi. A ten się naprawi i posłuży jeszcze kilka lat.

Klientki pani Alfredy często dopasowują eleganckie stroje kupione za grosik. Bo jak materiał dobry, to na przeróbkę opłaca się wydać parę złotych. Ale i znoszonych rzeczy nie brakuje. - W tych spodniach była ogromna dziura, ale dziewczyna się uparła, że to jej ulubione i czy da się naprawić. Oczywiście, że się da - dodaje Alfreda Krzyżak. - Bo najważniejsze, żeby chodzić czysto i elegancko ubranym. Laik i tak nie zauważy, że to było przerabiane albo cerowane.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Gość
niedoszły klient
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (7 lutego 2008 o 13:47) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A ja korzystam bardzo często z usług tego Pana. I jestem zadowolona, choć terminów rzeczywiście nie dotrzymuje. Z drugiej strony - czy ja w pracy zawsze dotrzymuję terminów?? Oczywiście, że zdarza mi się nawalić...
Zwłaszcza, że gdy jest dużo klientów to naprawdę ciężko się ze wszystkim wyrobić. I przyznaję się, że czasami sama przychodzę po 2-3 razy po jedną rzecz, ale jest też tak, że przychodzę i temin jest dotrzymany. Wiadomo - człowiekowi zależy na czasie i chce mieć wszystko dobrze zrobione, ale jeżeli mam oddać coś do naprawy, to wolę poczekać dłużej i przyjść kilka razy właśnie na Zieloną w Lublinie, ale mieć to zrobione naprawdę PROFESJONALNIE. A doświadczenie Pana Kaletnika z ul. Zielonej jest naprawdę nieporównywalne i niezaprzeczalne.
Rozwiń
niedoszły klient
niedoszły klient (7 lutego 2008 o 08:46) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Odradzam korzystanie z usług "pana Darka". Miałam okazję nie tak dawno kontaktować się z tym panem. Zależało mi na wymianie zamka w torebce. Zostawiłam ją i dostałam krótki termin naprawy. Kiedy przyszłam po torebkę dzień po terminie okazało się, że ów pan wypruł zamek, by nie stracić klienta i nie zrobił absolutnie nic więcej. Przywitał mnie słowami "Zabije mnie pani, ale nie zdążyłem, czasu brak" i rozbrajał uśmiechem naiwniaka. Umówiliśmy się na kolejny termin, a zależało mi wtedy już bardzo na czasie. Byłam przekonana, że torebka będzie już gotowa, tymczasem po przyjściu zastałam ją leżącą na stercie innych rzeczy dokładnie taką samą, jak wcześniej: z wyprutym zamkiem... Tenże "pan Darek" zaczął od swojej starej śpiewki "Zabije mnie pani..." i znów błyszczał tym swoim uśmieszkiem idioty. Nie wytrzymałam, zabrałam torebkę i wypruty zamek, wyszłam, znalazłam inny zakład kaletniczy całkiem niedaleko od tego i torebkę miałam za dwa dni zrobioną. Fachowo, profesjonalnie i taniej. Do tego pana już NIGDY nie przyjdę i odradzam korzystanie z jego usług.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!