środa, 23 sierpnia 2017 r.

Lublin

Nie chcieli mojej krwi

Dodano: 6 maja 2007, 17:36

Piotr Wierzbowski przyjechał do stacji krwiodawstwa, żeby oddać krew dla dziecka chorego na białaczkę. Został jednak wyproszony.

"Pilnie potrzebne płytki krwi dla 7-letniej dziewczynki. Jeśli możesz, oddaj krew w centrum krwiodawstwa przy ul. I Armii Wojska Polskiego w Lublinie. Dziś. Jutro może być za późno” - SMS-a o takiej treści Piotr Wierzbowski dostał w piątek. O pomoc prosił jego znajomy.
Była godzina 13.30, a tylko do 14 można było oddać krew. - Wsiadłem na rower i pojechał do centrum, żeby zdążyć - mówi pan Piotr. - Dojazd zajął mi 20 minut. O 13.50 byłem na miejscu - opowiada.
Rower, którym przyjechał jest wart ok. 5 tys. zł. Dlatego krwiodawca chciał go zostawić w bezpiecznym miejscu.
- W recepcji był ochroniarz i dwie pielęgniarki - mówi rowerzysta. - Powiedziałem, że siedmioletnia dziewczynka walczy o życie w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym i chcę jej pomóc. Ale obawiam się, że jak zostawię rower przed budynkiem, to mi go ukradną. Wydawało mi się normalne, że kiedy ktoś pilnie potrzebuje pomocy, to ta pomoc liczy się najbardziej, a nie sztywne przepisy. Ale kazali mi zostawić rower na zewnątrz. Usłyszałem, że jak chcę, to mogę przyjechać z zapięciem do niego.
Skończyło się na tym, że rowerzysta krwi nie oddał.
- Jesteśmy placówką służby zdrowia, w której obowiązuje określony, wymagany stosownymi przepisami reżim sanitarny i higieniczny - twierdzi Jadwiga Kosiarczyk, kierownik działu Ekonomiczno-Administracyjnego Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Lublinie. - Absolutnie niedopuszczalne jest wprowadzenie do obiektu jakichkolwiek pojazdów, niezależnie od tego do kogo należą. Jesteśmy w kontakcie ze szpitalem, w którym leczone jest dziecko i zapewniamy mu potrzebną krew i jej składniki.
Według niej, to rowerzysta zachowywał się niegrzecznie. Kierownik Kosiarczyk w nadesłanym do naszej redakcji stanowisku, sugeruje nawet, że zajście mogło się skończyć interwencją policji, ale ochroniarz nie zdążył jej wezwać. Dodaje, że szatniarka radziła rowerzyście zostawić rower przed budynkiem bądź w przedsionku, w miejscu widocznym dla niej i pracownika ochrony.
- Kiedyś na Krakowskim Przedmieściu dwóch chłopaków chciało mi go ukraść nawet gdy stał niedaleko mnie - mówi Piotr Wierzbowski. - Dlatego teraz bardzo uważam. Tylko grzecznie prosiłem, żebym mógł w stacji krwiodawstwa zostawić rower.
Kto ma rację w tym sporze - pan Piotr czy pracownicy stacji? Czekamy na Wasze opinie pod nr 46 26 818. Piszcie - typiak@dziennikwschodni.pl

Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!