wtorek, 24 października 2017 r.

Lublin

"Nie kradłem, tylko pożyczałem". Strażnik więzienny wydalony ze służby

Dodano: 22 sierpnia 2016, 21:02

Strażnicy nie mogą uczestniczyć w takiej działalności, która podważa autorytet służby
Strażnicy nie mogą uczestniczyć w takiej działalności, która podważa autorytet służby

Strażnik więzienny oskarżany o kradzieże pożegnał się z mundurem. Na tym jednak nie koniec jego kłopotów. 33-latek będzie się musiał również tłumaczyć przed prokuratorem

Funkcjonariusz został definitywnie wydalony ze służby – mówi płk Tomasz Banach, dyrektor Aresztu Śledczego w Lublinie. – Odwoływał się, ale nasza decyzja w sprawie zwolnienia została utrzymana w mocy.

Jak dodają przełożeni 33-latka, strażnik został wyrzucony za „całokształt”, a więc sposób pełnienia służby oraz udowodnione mu przywłaszczenia.

O kłopotach mundurowego napisaliśmy w marcu tego roku. Mężczyzna został wówczas przyłapany na poważnym przewinieniu. Wszczęto postępowanie wyjaśniające. Okazało się bowiem, że 33-latek miał zestaw własnych kluczy, którymi mógł otworzyć szereg pomieszczeń w areszcie. Co więcej, w jednostce od dłuższego czasu ginęły przedmioty należące zarówno do osadzonych, jak i samego aresztu. Był to m.in. drobny sprzęt RTV-AGD czy odzież. Zdarzały się również braki w gotówce. Po wpadce strażnik oddał część „fantów”.

– Zarzuty się potwierdziły. Zarówno te dotyczące kluczy, jak i wynoszenia drobnych przedmiotów – informował po zakończeniu postępowania wyjaśniającego płk Banach. – Strażnik przyznał się do części zarzutów. Tłumaczył, że niczego nie kradł, a jedynie „pożyczał”.

Strażnik miał za sobą kilka lat służby. Teraz będzie musiał szukać nowego zajęcia. Powinien się również liczyć z konsekwencjami karnymi. Jego przełożeni zawiadomili bowiem o sprawie prokuraturę. – Postępowanie dotyczy przywłaszczenia mienia oraz braku nadzoru nad pracą osadzonych w magazynie – wyjaśnia Marcin Kozak, zastępca Prokuratora Rejonowego w Lublinie.

Jak ustaliliśmy, pierwszy z tych zarzutów dotyczy przedmiotów wartych zaledwie kilkaset złotych. Drugi zarzut jest jednak znacznie poważniejszy. Za niedopełnienie obowiązków byłemu strażnikowi grozić może do 3 lat więzienia. 

33-latek pracował m.in. w magazynie, z którego przed dwoma laty zniknęły telefony komórkowe. Sprawa wyszła na jaw, kiedy jeden z osadzonych wychodząc z aresztu zgłosił się pod odbiór swoich rzeczy. W depozycie było ok. 500 aparatów. Remanent wykazał, że brakuje czterech urządzeń.

Wszystkie należały do tymczasowo aresztowanych. Mundurowi obawiali się, że osadzeni mogą dzięki telefonom kontaktować się z kolegami z wolności. Okazało się jednak, że z zaginionych aparatów nie dzwoniono z terenu jednostki.

Czytaj więcej o: więzienie strażnik więzienny
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
(5) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (23 sierpnia 2016 o 11:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
To dowód na to , że czarna owca wszędzie może się trafić.
Rozwiń
Gość
Gość (23 sierpnia 2016 o 10:49) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jeśli wejdziesz między wrony...
Rozwiń
Gość
Gość (23 sierpnia 2016 o 06:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jedno i drugie to prawda.Wszyscy siebie warci
Rozwiń
ja
ja (22 sierpnia 2016 o 23:39) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Użytkownik niezarejestrowany napisał:
Bylem w zomo, bylem w ormo, dzisisj z kodem i platforma
Byłem w ZOMO, byłem w ORMO; dzisiaj w PIS-e to jest normą!
Rozwiń
Gość
Gość (22 sierpnia 2016 o 22:16) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Bylem w zomo, bylem w ormo, dzisisj z kodem i platforma
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (5)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!