środa, 18 października 2017 r.

Lublin

Nie ma mocnych na Ninę

  Edytuj ten wpis
Dodano: 14 stycznia 2007, 20:12

Sąd aresztował w sobotę dwóch nożowników za próbę zabójstwa studenta. Na wolności są trzy dziewczyny, które asystowały w napaści.

Wśród nich także Nina P., zamieszana w głośną sprawę wrzucenia do studni swej koleżanki.

- Przecież dziewczyny sprowokowały atak, były przy nim, uciekły. Wszyscy powinni tak samo odpowiadać. To skandal - mówi ojciec rannego studenta.
21-letni Andrzej, student historii został zaatakowany w czwartek wieczorem, gdy wysiadł z autobusu przy ul. Jana Pawła II w Lublinie. Otrzymał siedem ciosów nożem. Pół godziny później policja zatrzymała pięcioosobową grupę nastolatków podejrzanych o ten napad. Ustalono, że do tragedii doszło po sprzeczce wywołanej w autobusie. Ciosy zadawał Paweł N. i Konrad N. Według zeznań świadków sprzeczkę spowodowała jedna z dziewczyn, Nina P.
W sobotę w nocy sąd aresztował tylko mężczyzn. Dziewczyny po przesłuchaniach wróciły do domu. Prokuratura doszła do wniosku, że nie można im zarzucić udziału w usiłowaniu zabójstwa. Tylko najstarszej: 17-letniej Aleksandrze P. postawiła zarzut udziału w pobiciu i ukrycie noża. Jej siostra 15-letnia Nina P. i o rok starsza Katarzyna O., zgodnie z prawem, mogłyby odpowiadać jak dorosłe, ale tylko wówczas gdyby zarzucono im tę samą zbrodnię co kompanom.
- Nieletnimi zajmie się sąd rodzinny, który będzie ustalał, czy można im zarzucić udział w pobiciu - mówi Andrzej Lepieszko, zastępca Prokuratora Okręgowego w Lublinie.
Włos z głowy nie spadł Ninie również w przypadku wcześniejszej bulwersującej sprawy, w którą była zamieszana. Jesienią 2005 roku jej dwaj kompani: Łukasz Korona i Piotr Grzegorczyk, wrzucili do studni i omal nie zabili rzucanymi za nią kamieniami 14-letniej wówczas Klaudii. To Nina wywabiła ją z domu, a potem utrudniała poszukiwania.
Ale sąd rodzinny nakazał jej jedynie przeprosić koleżankę.
- Zawsze okazuje się, że ją wypuszczają, bo brakuje dowodów. To co, mamy czekać aż w końcu ktoś zginie? - rozkłada ręce matka Klaudii. I dodaje, że w sądzie, w szkole i od kuratora słyszy tylko, że trzeba Ninę wychowywać a nie karać, że nie zasługuje na poprawczak.
Klaudia dochodzi do zdrowia poza Lublinem. W sobotę przyjechała do rodziców na lubelski Felin. Gdy dowiedziała się o nowych wyczynach Niny, natychmiast wyjechała z miasta.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
xxx
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

xxx
xxx (1 maja 2011 o 00:25) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
rozjebie tą Ninę na kawałki.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!