niedziela, 17 grudnia 2017 r.

Lublin

Nie zabierajcie mi mamy

  Edytuj ten wpis
Dodano: 16 maja 2005, 21:05

Zapłakane matki spieszące się na kolejne karmienie - taki widok na oddziale położniczym w PSK 1 nie należy do rzadkości. Płaczą te, które wypisano ze szpitala, ale bez dzieci. Potem, co trzy godziny, muszą dojeżdżać na karmienie, nawet spoza Lublina. -To nieludzkie - mówią w Fundacji "Rodzić po ludzku”.

Pani Monika spod Lublina tydzień temu w Państwowym Szpitalu Klinicznym nr 1 urodziła swoje pierwsze dziecko. Po trzech dniach lekarz ją poinformował, że będzie wypisana, bo w szpitalu nie ma wolnych łóżek. Wypisali ją, ale samą, bo dziecko musiało jeszcze pozostać kilka dni na oddziale.
- Jak tak można? - płacze pani Monika. - Mieszkamy 20 kilometrów od Lublina i nie mamy samochodu. A kazali mi co trzy godziny przyjeżdżać na karmienie.

W takiej sytuacji jest wiele kobiet w szpitalu. - Tylko dziś wypisałyśmy osiem pacjentek, których dzieci musiały zostać - powiedziały nam pielęgniarki. Żadna nie chciała podać swojego nazwiska do gazety. - Wiemy, że tak nie powinno być. Kobiety płaczą, ale szpital nie ma pieniędzy, by tak długo trzymać pacjentki na oddziale.
Dyrektor PSK 1 najpierw unikał rozmowy z Dziennikiem. W końcu oświadczył: - Problem został rozwiązany, bo na moją prośbę lekarz zostawił tę kobietę w szpitalu (przyjął ją ponownie - red.) - usłyszeliśmy od dr Adama Borowicza, dyrektora PSK nr 1.
• A co z innymi pacjentkami?
- Muszę to skonsultować z ordynatorem oddziału. Odpowiem jutro - dodał wymijająco dyrektor.
Szpital podlega Akademii Medycznej w Lublinie. - Dyrektor wytłumaczył mi, że dziecko musiało zostać w szpitalu, a matka nie - mówi dr Włodzimierz Matysiak, rzecznik AM. Kiedy wyjaśniliśmy mu, że nie jest to odosobniony przypadek, postanowił zająć się sprawą. - Przyjrzymy się temu zjawisku - obiecał.
Jak ustaliliśmy, praktyka oddzielania matek od dzieci w szpitalu przy ul. Staszica trwa od dawna. O swoim dramacie opowiedziała nam również pani Katarzyna z Lublina. Pobyt na oddziale położniczym w PSK 1 wspomina jak najgorszy koszmar. Rodziła w maju zeszłego roku. - Byłam załamana. Kazali mi zostawić moje dziecko - opowiada lublinianka. - Nawet nie mogłam wykupić łóżka, bo wszystkie były zajęte. Wiele kobiet było w takiej sytuacji.
W innych lubelskich szpitalach zapewniono nas, że takich praktyk nie stosują. - Lepiej jest dla matki i dziecka, żeby ich nie rozdzielać - mówi prof. Henryk Wiktor, ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym przy al. Kraśnickiej. - Dlatego umożliwiamy im stały kontakt. Wypisujemy matkę samą, ale jedynie w przypadku, kiedy rodzi się wcześniak, który musi długo przebywać w szpitalu. Ale tylko pod warunkiem że matka jest z Lublina.
Podobnie jest w Szpitalu Ginekologiczno-Położniczym przy ul. Lubartowskiej. - Ze względu na dobro dziecka zależy nam, żeby nie dopuszczać do takich sytuacji. Jeśli matka chce zostać, to zostaje. U nas nikt jej na siłę nie wyrzuca - zapewnia dr Maria Migielska, zastępca ordynatora oddziału noworodków i wcześniaków. •
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!