niedziela, 4 grudnia 2016 r.

Lublin

Niech się święci 8 marca

Dodano: 7 marca 2003, 19:55

Kwiaciarze są zgodni: Dzień Kobiet to wciąż bardzo dobre święto. Kwiatów sprzedaje się więcej niż w Dzień Zakochanych. A dzisiaj Dziennik na lubelskim deptaku będzie paniom rozdawać róże

Cztery miesiące przed Dniem Kobiet lądują w Polsce samoloty z Niemiec i Holandii. Przywożą sadzonki róż. Z lotniska trafiają do szklarni, gdzie dojrzewają. Nad ich bezpieczeństwem czuwają ogrodnicy, komputery i specjalne owady pożerające szkodniki. Dziś róże trafią do kwiaciarni.
– Parę lat temu to był taki „bojkot” tego święta. Że komunistyczne, że nie wypada i ludzie kwiatów nie kupowali – wspomina Anna Mazur, sprzedawczyni w lubelskiej kwiaciarni. – Teraz to się znowu zmienia i sprzedaż nam trochę ruszyła. Goździki? Nie, o nich już mało kto pamięta. To niemodny kwiat.
Dla jednych jest to kwiat „skażony ideologicznie” w okresie socjalizmu realnego. Inni go po prostu nie lubią. – Nie cierpię goździków. Przypominają mi PRL i właśnie Dzień Kobiet – przyznaje Zyta Gilowska, posłanka Platformy Obywatelskiej. – Teraz ten dzień jest dla mnie obojętny, zabarwiony odrobiną melancholii. Ale poza tym lubię dostawać kwiaty. Każda okazja jest dobra.
Mimo różnic politycznych podobnego zdania jest Izabella Sierakowska z SLD. – Każda życzliwość jest miła i ja się cieszę, że coś zostało z tamtych lat, kiedy Dzień Kobiet był hucznie świętowany. Zresztą, to święto to wcale nie wymysł komunizmu. Ten obyczaj trafił przecież do Polski ze „zgniłego Zachodu”. I tylko mi goździków szkoda, bo historia je źle potraktowała.
Teraz królują róże. – W Polsce dominuje odmiana „Red Berlin”, ale powoli popularność zdobywa droższa i szlachetniejsza „Dolce Vita” – mówi Jarosław Ptaszek, właściciel gospodarstwa ogrodniczego JMP w Stężycy pod Rykami. – Na Dzień Kobiet przygotowaliśmy 100 tys. róż i 30 tys. anturium. To więcej niż na walentynki.
Róże hoduje się 4 miesiące. Nad hodowlą czuwają ludzie i komputery. I żercy, czyli specjalne owady, które zjadają szkodniki. Kwiaty ich w ogóle nie interesują.
W odpowiednim momencie róże się ścina. Trafiają do maszyny, która je sortuje i pakuje. – Nawet i 7 tys. kwiatów na godzinę – dodaje J. Ptaszek. – Potem kwiaty wędrują na 12 godzin do chłodni. Dzięki temu mogą przetrwać nawet dwa tygodnie.
Z chłodni róże rozwozi się już do sprzedawców. M.in. do kwiaciarni w rektoracie UMCS, gdzie jutro kupią je Tomek i Marcin, studenci IV roku prawa. – Po jednej róży dla każdej dziewczyny w grupie. Dlaczego? Bo bardzo je lubimy i zawsze nam podpowiadają na egzaminach.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO