wtorek, 6 grudnia 2016 r.

Lublin

Wiceprezydenci i członkowie Zarządu Miasta Lublina już pakują walizki. Kto przyjdzie na ich miejsce – na razie nie wiadomo. Kandydaci do fotela prezydenta twierdzą, że za wcześnie na jakiekolwiek nazwiska

Atmosfera staje się coraz bardziej nieznośna. Zaniepokojeni są szczególnie ci, którzy w hierarchii stoją najwyżej bądź znajdują się w najbliższym otoczeniu prezydenta – mówią lubelscy urzędnicy, którzy nie chcą jednak ujawnić swoich nazwisk. Co jest przyczyną tego niepokoju? – Zbliżają się wybory. A to oznacza, że czekają nas zmiany. I to bez względu na to czy zostanie stara ekipa, czy przyjdzie nowa – tłumaczy Mirosław Kalinowski, rzecznik UM.

Nowy gabinet, nowe twarze

Po wyborach na pierwszy ogień zmian idzie najbliższe otoczenie prezydenta. Obecnie Zarząd Miasta jest siedmioosobowy (prezydent, trzech wiceprezydentów oraz trzech członków). Po wyborach nowy gabinet prezydencki będzie mógł liczyć maksymalnie pięć osób (prezydent plus czterech zastępców).
Prawdopodobne roszady personalne zamierzają ubiec obecni trzej członkowie zarządu. – Mam inne plany. Propozycja pozostania w Ratuszu raczej wprawiłaby mnie w zakłopotanie – nie kryje Zbigniew Bagiński. Jednocześnie przyznaje, że chciałby dalej pracować w samorządzie.
O pozostaniu w nowym gabinecie nie myśli także Tomasz Biołopiotrowicz. Co będzie robił? – Szukam pomysłu na życie – mówi.
Trzeci z członków zarządu, Zbigniew Targoński, również nie wiąże planów z nowym gabinetem. – Gdyby taka propozycja się pojawiła nie wykluczam jej przyjęcia. Ale zaraz dodaje: Politycy muszą być odporni na zmiany. Na razie nie mam planu awaryjnego.
Na miejsce u boku prezydenta nie liczą też dwaj z trzech najbliższych współpracowników obecnego prezydenta. – Wiceprezydenturę traktuje jak przejściową pracę. Z tego powodu nie rozważam pozostania w nowym gabinecie – mówi Janusz Mazurek, wiceprezydent miasta. – Wrócę na uczelnię. Już zacząłem wykłady.
Mazurek jest pracownikiem Wydziału Prawa UMCS. Na tę uczelnię i również na prawo wraca także drugi z obecnych wiceprezydentów, czyli Wiesław Perdeus.

Jedni odejdą, drudzy przyjdą

Kto zastąpi obecnych wiceprezydentów? Pytani przez nas kandydaci ubiegający się o fotel prezydenta Lublina, przekonywali wczoraj, że za wcześnie na nazwiska. – Ale z pewnością będą to fachowcy i niekoniecznie z mojego ugrupowania – zapewnia Wiesław Brodowski kandydat SLD–UP. – A ilu wiceprezydentów planuję? Trzech to chyba najbardziej optymalne rozwiązanie – uważa.
Menedżerowie wysokiej klasy mieliby się znaleźć w zarządzie prezydenta Jarosława Urbana. – Ale o kogo chodzi nie powiem – zastrzega kandydat „Samoobrony” na urząd prezydenta.
Fachowość, doświadczenia i lojalność będzie jedynym kryterium doboru najbliższych współpracowników ubiegającego się po raz drugi o ten urząd, czyli Pawła Bryłowskiego z Lubelskiego Forum Samorządowego. – Oczywiście, że zastanawiałem się nad konkretnymi nazwiskami – mówi P. Bryłowski. Jego zdaniem należałoby poważnie zastanowić się nad wprowadzeniem czteroosobowego gabinetu.
Trochę bardziej precyzyjny jest Jacek Sobczak kandydat „Porozumienia Lubelskiego”, który ujawnia, że jego przyszli najbliżsi współpracownicy obecnie pracują m.in. w Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim i Urzędzie Miejskim. – Konkretne nazwiska ogłosimy zaraz po wejściu do drugiej tury – zapowiada Jacek Piasecki, rzecznik Sobczaka.
Wanda Włoch, czyli jedyna kobieta, który ubiega się o fotel prezydenta Lublina (kandydatka PSL) uważa, że dwóch wiceprezydentów wystarczy. – Zostaną nimi radni, którzy otrzymają najwięcej głosów – oświadczyła wczoraj Włoch.

Za wcześnie na pakowanie

Spokojnie jest w wydziałach Urzędu Miasta. – Oczywiście mówi się o wyborach – przyznaje Arkadiusz Mroczek, dyr. Wydz. Architektury, Budownictwa i Administracji Budowlanej. – Nie prowadzi to jednak do sytuacji, która mogłaby przeszkadzać w pracy.
Mroczek zapewnia, że nie szuka nowej pracy. Zagrożeni nie czują się też inni dyrektorzy. – Za wcześnie na pakowanie walizek – usłyszeliśmy. – Dopiero po wyborze nowego prezydenta będzie można coś powiedzieć o ruchach kadrowych.
Wymiana dyrektorów, jeśli do niej dojdzie, nie będzie prosta. Wszyscy są urzędnikami mianowanymi, aby ich odwołać potrzeba poważnych zarzutów do ich pracy. – Nie ma ludzi nie do ruszenia. Czystkę można zrobić pod płaszczykiem reorganizacji – wyjaśnia nasz rozmówca.
Kandydaci na prezydentów też jeszcze nie chcą rozmawiać o ewentualnych czystkach w poszczególnych wydziałach. – Za wcześnie – mówią zgodnym chórem.

Nerwy w kancelarii?

Większe napięcie jak mówi się na korytarzach Ratusza panuje wśród pracowników kancelarii prezydenta. – I powinno. Zbyt wielu spośród nich zaangażowanych jest w kampanię wyborczą obecnego prezydenta – mówi jeden z urzędników magistratu.
W rankingu urzędniczym za najbardziej zagrożonych uważa się pracowników Zespołu Organizacji i Kontaktów Zewnętrznych oraz Zespołu Informacji. – Nie ma żadnej nerwowości – zapewnia Piotr Semeniuk, sekretarz prezydenta. – Pracujemy normalnie. Nie bierzemy udziału w kampanii.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO