wtorek, 20 lutego 2018 r.

Lublin

Nietypowa akcja strażników: Śnieg na dachu, pieszy na bagażniku, kobieta w oplu

  Edytuj ten wpis
Dodano: 1 lutego 2013, 19:37
Autor: (drs)

 (Archiwum)
(Archiwum)

Kierowca po alkoholu wpadł w ręce patrolu Straży Miejskiej w samym centrum Lublina. Zdarzenie było dość nietypowe, bo strażnicy poza jedną, rzadką sytuacją nie mają prawa zatrzymywać pojazdów znajdujących się w ruchu. Również sama interwencja zaczęła się w niecodzienny sposób.

Wszystko rozegrało się około północy (z czwartku na piątek) w pobliżu ul. Bernardyńskiej. Strażnicy interweniowali tu w związku ze zwisającymi z dachu kamienicy wielkimi czapami śnieżnymi.

– Nagle usłyszeli odgłos uderzenia o karoserię samochodu i zobaczyli, jak z pokrywy bagażnika cofającego opla zsuwa się na jezdnię mężczyzna. Wyglądało to na potrącenie – mówi Robert Gogola, rzecznik Straży Miejskiej.

Auto pojechało ul. Kozią w kierunku Bramy Krakowskiej. Za nim w pościg rzucił się potrącony mężczyzna. Za nimi ruszyli strażnicy. Kierowcę dopadli na ul. Lubartowskiej, gdzie samochód zjechał na chodnik.

Mężczyzna jechał z wyłączonymi światłami, mundurowym oświadczył, że nie ma prawa jazdy, a na dodatek wyraźnie czuć było od niego alkohol.

Miał sporego pecha, bo był to jeden z nielicznych przypadków, gdy Straż Miejska ma prawo zatrzymać pojazd znajdujący się w ruchu. Strażnicy mogą zatrzymywać tylko te pojazdy, których kierowcy nie zastosowali się do znaku "zakaz ruchu w obu kierunkach”, a właśnie taki znak minął uciekający mężczyzna.

Kierowca twierdził, że próbował uciec mężczyźnie, który starał się uniemożliwić mu odjazd sprzed dyskoteki. Okazało się, że wcześniej pił alkohol – policyjny alkomat wskazał 0,44 promila w wydychanym powietrzu.

Najprawdopodobniej obaj mężczyźni pokłócili się wcześniej o kobietę, która siedziała w oplu na siedzeniu pasażera.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Waldemar
lui
pmwd
(6) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Waldemar
Waldemar (2 lutego 2013 o 19:55) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jedna ze strażniczek zatrzymuje normalnie ręka albo tarczą na ulicy do tego wydziera sie nie potrafi wysłuchac osoby zatrzymanej a do tego robi przeszukanie kieszeni i torebki twierdząc że nie musi dawac potwierdzenia na pismie robiąc takie przeszukanki a do tego robi sie bardzonerwowa ,czerwona opryskliwa, i straszy że zaraz zrobi znieważenie. kogo oni tam zatrudniaja jej kolega wysoki strażnikna początku sie jąkał nie wiedział co powiedzieć tagże mała pękata strażniczka nie postepuje zgodnie z przepisami Straży Miejskiej i Ustawą o Strażach Miejskich z tego wynika i ciekawe jak przeszla psychologa jak tak szybko sie denerwuje.wypisala mi mandat jak sie okazalo bezprawnie teraz bym go nie przyją a do tego wezwała mnie do komedy a tam dla inwalidów dojscie i podjazd nie przystosowane !!!!!!!!!!!!chyba w sredniowieczu żyjemy. Niech komendanci zwrocą uwage swoim ludziom jak sie zachowują i postepuja z ludzmi bo ja komunizm przeżyłem a czasy sa inne i powinni być dla ludzi porozmawiać zrozumieć a nie straszyć i być nerwowym opryskliwym.Gestapo jak sie zachowywalo niech ktoś wnioski wyciągnie.
Rozwiń
lui
lui (2 lutego 2013 o 19:51) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
łade opowiadanie tylko brakuje zakonczenia...
co sie stało z tym sniegiem na dachu ?
Rozwiń
pmwd
pmwd (2 lutego 2013 o 15:11) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Miał sporego pecha, bo był to jeden z nielicznych przypadków, gdy Straż Miejska ma prawo zatrzymać pojazd znajdujący się w ruchu. Strażnicy mogą zatrzymywać tylko te pojazdy, których kierowcy nie zastosowali się do znaku "zakaz ruchu w obu kierunkach”, a właśnie taki znak minął uciekający mężczyzna.


To raczej dzielni strażnicy mieli pecha,bo gdyby nie ten cholerny znak,to by mandat za zwisajace sople wypisali i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku poszli na kebaba.
Rozwiń
Gość
Gość (2 lutego 2013 o 14:57) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Immunitet miał i musieli go grzecznie odwieżć do domu.
Rozwiń
Belg
Belg (2 lutego 2013 o 14:32) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Proponuję opisać nocną akcję zatrzymania klaczy i źrebaka na warszawskiej Wyglądało to komicznie, ale było niebezpieczne bo koniki uciekały po ruchliwej drodze
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (6)

Pozostałe informacje

komentarze (0)0
polubienia (0)0
19-02-2018

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!