poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Lublin

Nietypowa akcja strażników: Śnieg na dachu, pieszy na bagażniku, kobieta w oplu

Dodano: 1 lutego 2013, 19:37
Autor: (drs)

 (Archiwum)
(Archiwum)

Kierowca po alkoholu wpadł w ręce patrolu Straży Miejskiej w samym centrum Lublina. Zdarzenie było dość nietypowe, bo strażnicy poza jedną, rzadką sytuacją nie mają prawa zatrzymywać pojazdów znajdujących się w ruchu. Również sama interwencja zaczęła się w niecodzienny sposób.

Wszystko rozegrało się około północy (z czwartku na piątek) w pobliżu ul. Bernardyńskiej. Strażnicy interweniowali tu w związku ze zwisającymi z dachu kamienicy wielkimi czapami śnieżnymi.

– Nagle usłyszeli odgłos uderzenia o karoserię samochodu i zobaczyli, jak z pokrywy bagażnika cofającego opla zsuwa się na jezdnię mężczyzna. Wyglądało to na potrącenie – mówi Robert Gogola, rzecznik Straży Miejskiej.

Auto pojechało ul. Kozią w kierunku Bramy Krakowskiej. Za nim w pościg rzucił się potrącony mężczyzna. Za nimi ruszyli strażnicy. Kierowcę dopadli na ul. Lubartowskiej, gdzie samochód zjechał na chodnik.

Mężczyzna jechał z wyłączonymi światłami, mundurowym oświadczył, że nie ma prawa jazdy, a na dodatek wyraźnie czuć było od niego alkohol.

Miał sporego pecha, bo był to jeden z nielicznych przypadków, gdy Straż Miejska ma prawo zatrzymać pojazd znajdujący się w ruchu. Strażnicy mogą zatrzymywać tylko te pojazdy, których kierowcy nie zastosowali się do znaku "zakaz ruchu w obu kierunkach”, a właśnie taki znak minął uciekający mężczyzna.

Kierowca twierdził, że próbował uciec mężczyźnie, który starał się uniemożliwić mu odjazd sprzed dyskoteki. Okazało się, że wcześniej pił alkohol – policyjny alkomat wskazał 0,44 promila w wydychanym powietrzu.

Najprawdopodobniej obaj mężczyźni pokłócili się wcześniej o kobietę, która siedziała w oplu na siedzeniu pasażera.
Czytaj więcej o:
Waldemar
lui
pmwd
(6) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Waldemar
Waldemar (2 lutego 2013 o 19:55) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jedna ze strażniczek zatrzymuje normalnie ręka albo tarczą na ulicy do tego wydziera sie nie potrafi wysłuchac osoby zatrzymanej a do tego robi przeszukanie kieszeni i torebki twierdząc że nie musi dawac potwierdzenia na pismie robiąc takie przeszukanki a do tego robi sie bardzonerwowa ,czerwona opryskliwa, i straszy że zaraz zrobi znieważenie. kogo oni tam zatrudniaja jej kolega wysoki strażnikna początku sie jąkał nie wiedział co powiedzieć tagże mała pękata strażniczka nie postepuje zgodnie z przepisami Straży Miejskiej i Ustawą o Strażach Miejskich z tego wynika i ciekawe jak przeszla psychologa jak tak szybko sie denerwuje.wypisala mi mandat jak sie okazalo bezprawnie teraz bym go nie przyją a do tego wezwała mnie do komedy a tam dla inwalidów dojscie i podjazd nie przystosowane !!!!!!!!!!!!chyba w sredniowieczu żyjemy. Niech komendanci zwrocą uwage swoim ludziom jak sie zachowują i postepuja z ludzmi bo ja komunizm przeżyłem a czasy sa inne i powinni być dla ludzi porozmawiać zrozumieć a nie straszyć i być nerwowym opryskliwym.Gestapo jak sie zachowywalo niech ktoś wnioski wyciągnie.
Rozwiń
lui
lui (2 lutego 2013 o 19:51) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
łade opowiadanie tylko brakuje zakonczenia...
co sie stało z tym sniegiem na dachu ?
Rozwiń
pmwd
pmwd (2 lutego 2013 o 15:11) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Miał sporego pecha, bo był to jeden z nielicznych przypadków, gdy Straż Miejska ma prawo zatrzymać pojazd znajdujący się w ruchu. Strażnicy mogą zatrzymywać tylko te pojazdy, których kierowcy nie zastosowali się do znaku "zakaz ruchu w obu kierunkach”, a właśnie taki znak minął uciekający mężczyzna.


To raczej dzielni strażnicy mieli pecha,bo gdyby nie ten cholerny znak,to by mandat za zwisajace sople wypisali i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku poszli na kebaba.
Rozwiń
Gość
Gość (2 lutego 2013 o 14:57) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Immunitet miał i musieli go grzecznie odwieżć do domu.
Rozwiń
Belg
Belg (2 lutego 2013 o 14:32) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Proponuję opisać nocną akcję zatrzymania klaczy i źrebaka na warszawskiej Wyglądało to komicznie, ale było niebezpieczne bo koniki uciekały po ruchliwej drodze
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (6)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!