poniedziałek, 5 grudnia 2016 r.

Lublin

Objeżdżają inspektorów


Jest jak w filmie o złodziejach i policjantach: kierowcy ciężarówek, bojąc się mandatów w wysokości nawet 15 tys. zł, uciekają na boczne drogi. Ich prześladowcy – inspektorzy drogowi – pójdą ich tropem

Środa, godz. 11.30. Konopnica pod Lublinem. Na „dziewiętnastce” w kierunku Rzeszowa mniejszy niż zazwyczaj ruch. Przeważają samochody osobowe. Mniej jest ciężarówek. Powód? Kontrola inspektorów ruchu drogowego, którzy ustawili się na parkingu przy lesie.
– Już pod Annopolem słyszałem przez CB-radio, że w Konopnicy stoją – mówi Stanisław Frąk, prywatny przewoźnik z Lublina. – Normalnie z Bogdanki w stronę Połańca jeździ codziennie ponad sto ciężarówek z węglem. Dzisiaj widziałem dwie. Reszta pojechała bocznymi drogami. Wielu kierowców wybrało objazdy przez Nałęczów, żeby uniknąć kontroli.
– A pan się nie obawiał?
– Nie mam nic na sumieniu. U mnie wszystko gra.
Mandaty wystawiane od wtorku przez inspektorów mogą szokować. Najwyższy – za brak zezwolenia na świadczenie usług transportowych – wynosi aż 15 tys. zł. – Gdybym miał zapłacić mandat w podobnej wysokości, dałbym drapaka – nie ukrywa kierowca jelcza spod Lublina. – Niech mi potem udowodnią, że to ja prowadziłem.
Zdaniem Frąka inspektorzy powinni wziąć się za kierowców, którzy pracują na „czarno”. – Nie są nigdzie zarejestrowani, nie płacą podatków, a do baku wlewają olej opałowy – dodaje. – Jeżeli inspektorzy mają się czepiać uczciwych przewoźników, to nie tędy droga.
Podczas kontroli niektórzy kierowcy ciężarówek sami zatrzymywali się przy samochodzie ITD. – Wolę się spytać, aniżeli potem bulić mandaty – mówi Wojciech Gurbiel z Krakowa. Czy potrzebne są takie kontrole? – Jeżeli ma być bezpieczniej – to tak. Nikt jednak nie pofatygował się, żeby wydrukować jakieś broszury o kompetencjach inspektorów. Jak w czeskim filmie – nikt nic nie wie.
Podobne wątpliwości ma Jacek W., kierowca ze Stalowej Woli. – Nikt mi nie potrafi wytłumaczyć, gdzie mogę kupić winietę po godz. 16, kiedy urząd celny – w którym są dostępne – jest zamknięty, a kończy się akurat jej ważność. Za to można zapłacić kilka tysięcy złotych kary. Nie można ich rozprowadzać w stacjach benzynowych?
– To jest problem kierowców – tłumaczy z kolei mł. insp. Zbigniew Mańka z ITD. – Jeżeli ktoś wie, że kończy się ważność winiety, to powinien wcześniej zakupić nową.
Według Mańki informacje o kompetencjach inspektorów były i są wystarczające. – Ustawa o transporcie drogowym jest dostępna dla każdego – mówi. – Trzeba tylko dobrej woli.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO