piątek, 20 października 2017 r.

Lublin

Oznakowali chorych jak noworodki

  Edytuj ten wpis
Dodano: 13 listopada 2007, 17:48
Autor: EWA STĘPIEŃ

Zamiast karty chorego przy łóżku, opaska na ręku pacjenta. Takie zmiany wprowadził na swoich oddziałach szpital kliniczny nr 1 w Lublinie.

Bolesław Kowalski leżał w różnych szpitalach, ale po raz pierwszy zetknął się z czymś takim. - Specjalnie się nie dopytywałem, po co ta opaska, ale się domyślam - pacjent pokazuje plastikowy pasek z imieniem i nazwiskiem oraz specjalnym, jemu przypisanym numerem. - Lekarz tylko spojrzy i wie o mnie wszystko. W niczym mi to nie przeszkadza, nawet w myciu się.
- Trzy razy leżałem przy Jaczewskiego, trzy razy przy Kraśnickiej i opasek nie było - dodaje Wiesław Klocek, także pacjent. - Tutaj są, ale nie ma kart przy łóżkach. No i dobrze. Po co ktoś ma czytać, na co jestem chory.
Zakładanie opasek na przeguby dłoni wprowadzono z dwu powodów - objaśnia dr Stanisław Ostrowski, lekarz z Kliniki Chorób Wewnętrznych, przewodniczący Komisji ds. Zapewnienia Jakości Usług Medycznych. - Po pierwsze ze względu na ustawę o ochronie danych osobowych. Na większości oddziałów zdjęto z łóżek karty gorączkowe pacjentów, na których oprócz imienia i nazwiska, widniały informacje o podawanych lekach, gorączce, ciśnieniu. A jeszcze do niedawna także o chorobie pacjenta.
Po drugie - jak podkreśla lekarz - chodzi o bezpieczeństwo. - Choremu nie grozi mu pomyłkowe podanie leków, zoperowanie nie tego, co potrzeba. Opaska pozwala na identyfikację i gwarantuje wyeliminowanie zdarzeń niepożądanych.
Lekarze identyfikują pacjenta dzięki indywidualnemu numerowi, umieszczonemu na opasce. Pacjent otrzymuje go w momencie przyjęcia do szpitala. Numer jest zapisany w komputerowej bazie danych. - To jest trend światowy, sami tego nie wymyśliliśmy. Przecież noworodki obrączkuje się w podobny sposób od wielu lat - dodaje dr Ostrowski. - Identyfikacja chorych jest wymagana przy ubieganiu się o certyfikaty jakości ISO.
Ale nie wszystkim się to podoba. Opaski były używane w Klinice Hematoonkologii szpitala. Ale krótko. - Nam lekarzom w niczym to nie pomagało, bo pacjentów znamy bardzo dobrze - argumentuje dr Małgorzata Wach, zastępca kierownika kliniki. - A pacjenci narzekali, mówili, że im niewygodnie. Mieli też opory psychiczne, nie chcieli być dodatkowo oznakowani.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Jacek
Radek
Borys
(9) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Jacek
Jacek (14 listopada 2007 o 12:51) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Leptozorium
Rozwiń
Radek
Radek (14 listopada 2007 o 12:49) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Nie ma sie z czego cieszyc i tak SPSK1 jest 15 lat za murzynami z czadu bo ci z Papui i Nowej Gwinei juz to dawno wprowadzili.
Rozwiń
Borys
Borys (14 listopada 2007 o 10:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jeszcze trochę to zaczną tatuować numery na przedramieniu.Czy ktoś pomyślał, jak odbiorą to ludzie starsi ?
Rozwiń
Andrzej
Andrzej (14 listopada 2007 o 09:41) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Chyba człowieczku przesadziłeś lub całkiem nie kumasz o co w tym chodzi.
Rozwiń
Obserwator
Obserwator (14 listopada 2007 o 09:39) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
W SPSK 4 jak najbardziej opaski identyfikacyjne są!!Zakłada się je chorym przed zabiegiem operacyjnym lub innym badaniem, a zdejmuje po nim, gdy chory wraca do "normalnej" świadomości. Zakłada się je również chorym nieprzytomnym lub "błądzącym". Na opasce jest imię i nazwisko chorego, a także nr pesel. Jest to przecież potrzebne w tych przypadkach, gdy chory nie jest świadomy i sam nie może potwierdzić swej tożsamości. Z chwilą gdy chory już sam wie, kim jest, opaska jest zdejmowana.To chyba dobrze???????
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (9)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!