sobota, 21 października 2017 r.

Lublin

Palikot pisze, podatnik płaci

  Edytuj ten wpis
Dodano: 24 stycznia 2006, 21:24

400 listów o kryzysie w Platformie Obywatelskiej w Lublinie dostaną wkrótce członkowie partii od Janusza Palikota. Za partyjną korespondencję zapłacimy z naszych podatków. Lider PO sięgnął po publiczne pieniądze, a nie po swoje własne lub partyjne.

Na funkcjonowanie biura każdy poseł dostaje 10 tys. zł miesięcznie. To pieniądze przeznaczone m.in. na telefony, znaczki pocztowe, papier listowy, czyli na kontaktowanie się z wyborcami. Ale Palikot dorzucił do tego także kontakty z kolegami z partii. I za pieniądze z biura, na firmowym papierze sejmowym, wysłał listy do wszystkich członków lubelskiej PO, w sumie około czterystu osób.
Takich listów poszło już kilkadziesiąt. Na razie dostali je członkowie koła Śródmieście. Do rozesłania zostało jeszcze około trzystu. Zwłoka wynika tylko z tego, że w poselskim biurze... skończył się papier z sejmowym nadrukiem. Cała operacja będzie kosztować kilkaset złotych.
List Palikota to reakcja na podziały i konflikty w lubelskiej PO. Kryzys rozpoczął się tuż po odejściu z niej obecnej wicepremier Zyty Gilowskiej. Kiedy liderem PO został, przyprowadzony przez Donalda Tuska, Janusz Palikot, działacze partii podzielili się. Jedni stanęli zdecydowanie za nowym szefem, drudzy ciągle byli wierni Gilowskiej. Ponieważ nie doszło do porozumienia, struktury PO w Lublinie zostały rozwiązane i powołano zarząd komisaryczny. - Chciałbym Was poprosić, żebyście w tym momencie próby okazali się obywatelami i ideowymi ludźmi Platformy - napisał Palikot do partyjnych kolegów. Zaznaczył, że wprowadzenie zarządu komisarycznego było koniecznością.
Dlaczego list dotyczący czysto partyjnych spraw jest rozsyłany za nasze pieniądze? Asystenci Palikota tłumaczą, że pismo zostało wysłane w związku z kryzysem w Sejmie. A członkowie PO to także wyborcy. - Poseł odniósł się w nim do bieżącej sytuacji politycznej i zapewnił o swoim zaangażowaniu w uporządkowanie sytuacji zgodnie z zasadami demokracji - tłumaczy Krzysztof Łątka, asystent Palikota. Zaznacza, że lider PO i tak co miesiąc "drugie tyle” dokłada ze swoich pieniędzy do funkcjonowania biura.
A czy poseł zwróci pieniądze za korespondencję? - Oczywiście - mówi Janusz Palikot, z którym udało nam się skontaktować dopiero na godzinę przed oddaniem Dziennika do druku. - Równowartość przekażę na dom samotnej matki w Lublinie. - I dodaje, że korespondencję na koszt Sejmu wysłali pracownicy jego biura, a on sam nic o tym nie wiedział.

Małgorzata Wojciechowska-Brennek prezes Transparency International w Polsce

- To nieuczciwe, że poseł z pieniędzy przeznaczonych na korespondencję z wyborcami, uprawia politykę partyjną. Nie po to dostaje z Sejmu dotacje na prowadzenie biura. W końcu każda partia ma własne środki. Przecież członkowie każdej organizacji płacą jakieś składki. I to właśnie z tych składek powinien zapłacić za znaczki na listy do partyjnych kolegów. I chodzi tu o zasady, a nie o to, czy tych pieniędzy na znaczki wydano dużo czy mało. s
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!