sobota, 18 listopada 2017 r.

Lublin

Pieniądze wyciekają ze szpitala

  Edytuj ten wpis
Dodano: 9 stycznia 2003, 20:10

Marek Wójtowicz, dyrektor SP ZOZ, wyprowadził z budżetu szpitala kilkaset tysięcy złotych do prywatnego laboratorium – protestują pracownicy likwidowanego publicznego Laboratorium Centralnego w Lubartowie. – Jego właścicielka, która dziś przejmuje całą diagnostykę w powiecie, nie ma kwalifikacji. Według dyrektora wszystko odbyło się zgodnie z prawem.

– Badanie, np. bilirubiny, cholesterolu lub białka kosztuje w naszym laboratorium 2,7 zł – mówią. – Dyrektor kupował te badania średnio po 5 zł w prywatnym laboratorium Beaty Olesiejuk. Wyprowadził z budżetu SP ZOZ kilkaset tysięcy złotych rocznie.
Dziś prywatne laboratorium przejmie wszystkie zadania Laboratorium Centralnego. I tylko czterech jego pracowników. Reszta pójdzie na bruk. Umowy o pracę wypowiedziano im w listopadzie ubiegłego roku. Także pod koniec 2002 r. dyrekcja szpitala przeprowadziła konkurs ofert, który wspomniane laboratorium wygrało. Zwolnieni z pracy ludzie nazywają ten konkurs fikcją.
– Zgłosiło się 3 oferentów. Ale było wiadomo, kto wygra – mówią. – Ceny p. Olesiejuk były drastycznie niskie. Poniżej kosztów własnych. Uniemożliwiają realizację badań w oparciu o obowiązujące standardy.
Dyr. Wójtowicz mówi, że wybrano najatrakcyjniejszą ofertę, dzięki której szpital zaoszczędzi ponad 200 tys. zł rocznie. Zwalniani ludzie uważają, że koszty odpraw dla nich przebiją ewentualny zysk, w który i tak nie wierzą.
Głośno mówią, że dyrektor złamał prawo. Że wprowadził do szpitala prywatny zakład z pominięciem procedury likwidacyjnej macierzystego laboratorium. A taka wymaga opinii Rady Społecznej SP ZOZ, uchwały Rady Powiatu, zgłoszenia wojewodzie uchwały powiatowej oraz zmian do rejestru ZOZ-ów.
Dyrektor uważa, że dopełnił wszystkich procedur. Marian Starownik, starosta powiatu lubartowskiego wtóruje mu dodając, że uchwała Rady Powiatu nie jest potrzebna. Barbara Bańczak-Mysiak, kierownik Oddziału ds. Ochrony Zdrowia Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie z całą pewnością twierdzi, że jest potrzebna. – I że w tej sprawie do wojewody nic nie wpłynęło. Chociaż powinno – zapewnia.
Jest jeszcze jeden powód protestu pracowników. – Kierownikiem laboratorium powinna być osoba z I stopniem specjalizacji z analityki klinicznej – zauważa jeden z oferentów. – Ta pani jest tylko po studiach chemicznych. Może to skutkować błędami w diagnostyce, które uniemożliwią prawidłowe rozpoznanie choroby.
Beata Olesiejuk odpiera zarzuty. Mówi, że zatrudnia osobę z wymaganymi kwalifikacjami, która sprawuje nadzór merytoryczny nad laboratorium. I to wystarczy. – Ta osoba pracuje u niej tylko na papierze – mówią oferenci. – Na pełny etat jest zatrudniona w laboratorium jednego z lubelskich szpitali.
Pracownicy zawiadomili starostę, organ założycielski dla szpitala. – Jesteśmy w stanie świadczyć usługi diagnostyczne i to po cenach konkurencyjnych do prywatnego zakładu – przekonują. – Kadra i posiadany sprzęt zabezpieczą potrzeby całego SP ZOZ. Likwidacja publicznego laboratorium jest ekonomicznie nieuzasadniona.
Starosta jest jednak po stronie Wójtowicza. – Wszystko jest w porządku. Oferta tej pani gwarantuje prawidłowe wykonanie badań, dochód dla niej samej i oszczędności dla szpitala – powiedział M. Starownik.
Zwolnieni ludzie zawiadomili więc wojewodę, Najwyższą Izbę Kontroli, Regionalną Izbę Obrachunkową, lubelskich posłów. Jan Łopata, wicewojewoda lubelski przekazał nam wczoraj, że bada sprawę. Na początek poprosił starostę o pisemne wyjaśnienia.

Rozmowa z Markiem Wójtowiczem, dyr. SP ZOZ w Lubartowie

Wszystko zgodnie z prawem

• To prawda, że przez 2 lata zasilał pan szpitalnymi pieniędzmi prywatne laboratorium, kupując w nim badania, które w  laboratorium ZOZ były tańsze?
– Niektóre badania były tańsze u nas, niektóre w prywatnym laboratorium pani Olesiejuk, z którym mieliśmy umowę. Ale w ostatnim konkursie ofert laboratorium tej pani przedstawiło najlepszą, bo najtańszą roczną ofertę. Wykupując u niej badania, zaoszczędzę ponad 200 tys. zł.
• Cena zaproponowana przez tę oferentkę jest podobno nierealna, zdecydowanie poniżej kosztów własnych?
– Ja się na tym nie znam. Ofertę wybierało dwóch ekspertów z zewnątrz, kierowników laboratoriów szpitali z Lublina.
• Ale pan był w komisji konkursowej?
– Byłem przewodniczącym. Ale to oni wybierali.
• Oferentka, która wygrała, nie ma kwalifikacji do prowadzenia laboratorium.
– Nic na ten temat nie wiem. Eksperci ją wybrali.
• Ale pamięta pan, że przez kilka miesięcy nie odprowadzał pan składek pracowniczych do ZUS?
– Do czerwca ubiegłego roku odprowadzałem regularnie. Każdy szpital popada w kłopoty finansowe. Moje zaległości z tego tytułu sięgają 1 mln zł.
• Czemu likwiduje pan szpitalne laboratorium?
– W planie strategii SP ZOZ, zaakceptowanym przez Radę Szpitala, jest mowa o prywatyzacji laboratorium.
• Nie można więc sprywatyzować waszego laboratorium zamiast wprowadzać inne? Przecież macie kadrę i sprzęt.
– Pracownicy nie byli zainteresowani prywatyzacją i przejściem na kontrakty.
• Mówią, że byli. Ponadto twierdzą, że likwiduje pan laboratorium, łamiąc prawo. Bez stosownych uchwał i powiadomienia wojewody.
– Wszystko jest zgodnie z prawem.
• Zgodne z prawem były też zakupy do laboratorium? Pracownicy mówią o łamaniu ustawy o zamówieniach publicznych i kupowaniu z tzw. wolnej ręki?
– Kontrahenci nie zgłaszają się do przetargów. A jeśli już, to wstrzymują potem dostawy, bo nie płacimy. Muszę więc leki lub odczynniki kupować codziennie, płacąc gotówką. Procedura przetargowa, która trwa 3 miesiące, bierze więc w łeb.
• Czy to prawda, że pani Olesiejuk jest żoną pańskiego kolegi? I siostrą redaktora naczelnego „Gazety Lekarskiej”, do której pan pisze?
– Pracowałem z nim kiedyś na chirurgii. Tylko tyle. W „Gazecie Lekarskiej” ukazują się jedynie przedruki ze „Służby Zdrowia”, do której piszę.
Rozmawiała Ewa Stępień
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!