niedziela, 11 grudnia 2016 r.

Lublin

Pies poszarpał twarz czteroletniemu dziecku

Dodano: 26 czerwca 2002, 22:37

Pani Mariola  nie odstępuje córki na krok. Od tygodnia czuwa nad nią w puławskim szpitalu (M. Stępni
Pani Mariola nie odstępuje córki na krok. Od tygodnia czuwa nad nią w puławskim szpitalu (M. Stępni

Matka nie odstępuje córki na krok. Od tygodnia siedzi przy niej w szpitalu. Mała Roberta nie tak sobie wyobrażała wakacje. Była o krok od śmierci. Potężny pies rzucił się na nią w ogrodzie

Czteroletnia Roberta i o półtora roku starszy brat byli pod opieką przyjaciela rodziny. Na stałe mieszkają we Włoszech. Przyjechali na wakacje do babci. Ubiegła środa pozostanie na stałe w pamięci rodziców maluchów. Wczoraj do redakcji Dziennika zgłosiła się ciocia rannej dziewczynki.
- Siedziałam z siostrą w domu, kiedy zadzwonił telefon - mówi wciąż jeszcze roztrzęsionym głosem Anna T., ciocia Roberty i Emanuela. - Dzieciaki były w Poniatowej.
Według relacji Anny T. dzieci bawiły się ze swoim opiekunem na działce. Nikt nie przeczuwał tragedii. Roberta była na rękach swojego opiekuna. Nagle została zaatakowana przez ogromnego amstafa, który zębami chwycił dziewczynkę za głowę. Pies najprawdopodobniej uciekł właścicielowi, kiedy ten otwierał furtkę. Mieszka naprzeciwko.
- Przyjaciel nie stracił zimnej krwi - mówi pani Anna. - Rzucił się na psa ściskając go za gardło, trzymał dotąd, aż pies puścił głowę Kiki.
Obrażenia okazały się poważne. Dziecko było całe we krwi. Miało pogryziony policzek. Na skroni powstały rany aż do kości. Na głowie prawdopodobnie pozostanie jej "pamiątka” do końca życia w postaci zagłębienia spowodowanego kłami psa.
Samochodem właściciela psa dziewczynka została odwieziona do szpitala w Poniatowej. Stamtąd, na sygnale, do Puław. Przebywa na oddziale chirurgii dziecięcej. Cały czas jest przy niej matka. Z Włoch natychmiast po telefonie przyjechał ojciec dziewczynki.

- Roberta czuje się dużo lepiej - mówi Mariola Nassi. - Tego, co przeżyłam, nie da się opisać. Córka wychodzi ze szpitala w piątek.
Sprawą zajęła się prokuratura.
- Wszczęliśmy postępowanie w kierunku nieumyślnego spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu - mówi Marzena Maciąg, prokurator rejonowy w Opolu Lubelskim. - Dziewczynka doznała poważnych obrażeń głowy i twarzy. Sprawdzamy, w jakich okolicznościach doszło do wypadku.
Właściciel psa tłumaczył w prokuraturze, że feralnego dnia strzygł na zewnątrz żywopłot. Kiedy wchodził na posesję, pies, widząc otwartą furtkę, wybiegł na zewnątrz.
Fuks - takie imię ma amstaf, który zaatakował dziewczynkę, jest pod obserwacją lekarza weterynarii.
- Nie ma niebezpieczeństwa wścieklizny - twierdzi Janusz Bartler, powiatowy inspektor ds. zwalczania chorób zakaźnych zwierząt w Opolu Lubelskim. - Pies był szczepiony w kwietniu tego roku.
Według J. Bartlera amstafy należą do groźnych psów, które są genetycznie nastawione do agresji.
Wczoraj nie udało nam się skontaktować z właścicielem psa.

Z reguły przyjazny

American stafffordshire terrier (amstaf) - podobny do pitbula. Rasa
o dużym temperamencie, istnieje 150 lat. W przeszłości wykorzystywane
do walk z innymi psami. Z reguły towarzyskie i przyjaźnie nastawione do dzieci.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO