sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Lublin

Pijane lubelskie drogi

Dodano: 13 lipca 2003, 20:23

Oddam krew, jak i pan odda... – wybełkotał do młodszego aspiranta Grzegorza Styka z lubelskiej drogówki pijany rowerzysta, zatrzymany w okolicach Wojciechowa. Miał problemy z zachowaniem równowagi.

W takim stanie chciał wracać rowerem do domu.
Rowerzysta odmówił poddaniu się badaniom na alkomacie. Sierż. sztab. Waldemar Stępniak przewiózł pijanego do szpitala w Bełżycach. Tam pobrano mu krew. Zanim do tego doszło, w trakcie jazdy chciał wyskoczyć z policyjnego volkswagena. Funkcjonariusze skuli go kajdankami.
To tylko jeden z licznych przypadków zatrzymania pijanych kierujących w ten weekend. W sobotę wieczorem policjanci wzięli „pod lupę” m.in. Wojciechów, gdzie odbywały się warsztaty kowalskie, połączone z różnorodnymi imprezami. Towarzyszył im nasz reporter.
Godzina 20. Trudno przejść ulicą w Wojciechowie. Pełno młodzieży. Nie ma gdzie zaparkować samochodu. Ludzi wciąż przybywa.
Jedziemy radiowozem, zatrzymujemy się przy cmentarzu. Krzysztof Topyło z Bełżyc nie obawiał się policyjnej kontroli.
– Nigdy nie jeżdżę po alkoholu – mówi wysiadając z opla. – Mam swoje zasady.
Alkomat wskazuje 0 promili. Policjanci życzą kierowcy szerokiej drogi.
Po chwili kontrola fiata bravo.
– Trzeźwy pan jest, panie kierowco? – pyta wprost sierż. sztab. Krzysztof Stochmal
– Tylko on jest trzeźwy, panie władzo – śmieją się młodzi ludzie na tylnym siedzeniu. – W przeciwieństwie do nas. Dmuchanie w alkomat potwierdza ich słowa – kierowca rzeczywiście nie pił.
Widok policyjnych radiowozów studzi zapędy niektórych kierujących. Zatrzymujemy się przy audi zaparkowanym na poboczu. Kilka młodych osób pije piwo.
– Kto prowadzi samochód? – pyta sierż. Janusz Jezierski. Przest­raszony osiemnastolatek przyznaje się, że przywiózł kolegów. Wypił puszkę piwa.
– I co, ma pan zamiar siąść za kierownicą?
– Nie, będziemy tu przynajmniej do północy.
Policjanci ostrzegają, że będą go mieli na oku.
Przed 23. awantura przed jednym z lokali. Biją się młodzi ludzie. Ochroniarze zatrzymują dwóch najbardziej agresywnych i wzywają policję. Widok mundurów działa na nich jak płachta na byka. Rzucają się z pięściami na funkcjonariuszy. Po kilkunastu sekundach leżą skuci na chodniku. Radiowóz odwozi ich do Lublina. Noc spędzą w policyjnej izbie zatrzymań. Odpowiedzą za czynną napaść na funkcjonariuszy.
Do rana jest już spokojnie. Wielu kierowców wraca do domu pieszo.
– Za dużo glin się tu kręci – mówi jeden z nich do kolegi. – Zawzięli się na pijanych.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!