sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Lublin

Policja liczy na swe "wtyki”

Dodano: 4 lutego 2007, 18:29

Bandyci, którzy w piątkowy wieczór napadli na pracownika Aldika byli tak dobrze zamaskowani, że nie udało się nawet sporządzić ich portretów pamięciowych.

Policji pozostaje szukanie dodatkowych świadków i informacji o napastnikach wśród swych "wtyczek” w przestępczych środowiskach.
- To była bardzo szybka akcja - opowiada świadek napadu, który wówczas robił w Aldiku zakupy z rodziną. - Żona zdążyła tylko zauważyć jak dwaj mężczyźni kogoś ciągnęli po ziemi. Zaraz potem w całym pomieszczeniu było czuć gaz paraliżujący.
Rabusie wybrali moment, gdy sklep kończył pracę. Musieli wcześniej obserwować zwyczaje jego pracowników. Świadczy o tym przebieg napadu. Dwóch mężczyzn weszło do Aldika przy ul. ul. Braci Wieniawskich w piątek tuż przed godz. 20. W sklepie było kilkudziesięciu klientów. Ochroniarz zbierał właśnie do torby utarg z kas. Pieniądze miał potem zanieść do sklepowej skrytki.
- Zaatakowali go, gdy wybierał pieniądze z ostatniej kasy - mówi Witold Laskowski z biura prasowego Komendy Miejskiej w Lublinie. -Pierwszy z mężczyzn uderzył go w twarz, drugi próbował wyrwać mu worek z pieniędzmi.

Pracownik sklepu przytrzymał torbę. Wtedy rabusie wyciągnęli go na zewnątrz sklepu. Tam pomógł im trzeci z kompanów, który tuż przy wejściu stał na czatach. Jeden z bandytów oblał ochroniarzowi twarz jakąś substancją chemiczną. Wówczas napastnikom udało się wyrwać torbę. Zniknęli w osiedlowych uliczkach. Zrabowali około 30 tys. zł.
Policjanci przez całą piątkową noc przeczesywali osiedla sąsiadujące z Aldikiem. Nie zauważyli jednak mężczyzn, którzy przypominaliby wyglądem napastników. Bandyci dobrze zadbali o to, żeby było trudno ich zidentyfikować. Świadkowie napadu zapamiętali jedynie, że byli to mężczyźni w wieku około 25 lat, mieli ok. 175 centymetrów wzrostu. Ubrani byli w czerwone i czarne kurtki. Na głowach mieli czarne wełniane czapki mocno naciągnięte na oczy.
Policja liczy, że jeszcze ktoś widział uciekających mężczyzn. - Osoby, które mogłyby być świadkami tego napadu prosimy o kontakt z Sekcją Dochodzeniowo-Śledczą Komendy Miejskiej Policji w Lublinie - mówi Laskowski.
Na szczęście poważniejszych obrażeń nie odniósł ochroniarz, który po opatrzeniu w szpitalu wrócił do domu.


Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!