poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Lublin

Policja nie doszła, wandale uciekli

  Edytuj ten wpis
Dodano: 1 września 2005, 10:48
Autor: Dominik Smaga

Pijani chuligani zdemolowali autobus MPK w Lublinie. I bezkarnie uciekli. Policja przyjechała na miejsce dopiero po 44 minutach. Choć
do najbliższego komisariatu jest zaledwie 5 minut na piechotę.

Wtorkowy wieczór. Ostatni kurs bezpłatnej linii TE 3 dla klientów hipermarketu Tesco. Przy ul. Wodopojnej do autobusu wsiada trzech podpitych mężczyzn. Mają nie więcej niż 25 lat. Krzyczą, śpiewają, klną. Pasażerowie ze strachu nawet nie patrzą na tył autobusu. Kierowca nie reaguje. - To już nie pierwszy raz ktoś zachowywał się głośno. Pasażerowie się nie skarżyli, więc jechałem dalej - opowiada Krzysztof Nakonieczny.
Na pierwszym przystanku na ul. Orkana dwóch wyrostków zbiera się do wyjścia. Stają w drzwiach autobusu, tak by kierowca nie mógł ich zamknąć. Obrzucają go wyzwiskami. - Wtedy zacząłem się bać. Byłem w kropce. Nie mogłem nic zrobić. Te drzwi mają blokadę. Jeśli przy zamykaniu natrafią na jakikolwiek opór, od razu się otwierają. A przy otwartych drzwiach ten autobus nie ruszy - tłumaczy kierowca.
Mijają dwie minuty. Mężczyźni wyskakują z jelcza. Jeden z nich chwyta za stojący na przystanku metalowy kosz na śmieci. Z impetem rzuca w autobus. Boczna szyba rozpryskuje się w drobny mak. Pasażerów ratuje naklejona na dole okna folia z reklamą. Gdyby nie ona, kosz wpadłby do autobusu wprost na głowy ludzi. Kosz wybija dziurę w tylnej szybie. I leci na następne okno z boku autobusu. Wandale uciekają w stronę os. Błonie. Ich kolega siłą otwiera drzwi jelcza i też rzuca się do ucieczki.
Kierowca chwyta za komórkę. Dzwoni do dyspozytora MPK. Dyspozytor dzwoni pod 997 i wzywa na miejsce policję. Jest godzina 22. Kilka minut później na miejsce przyjeżdża nadzór ruchu MPK. Zszokowani pasażerowie opuszczają autobus. Zielony polonez policji (LU 19508) przyjeżdża na miejsce dopiero o godzinie 22.44. Na schwytanie sprawców nie ma szans.
Do pobliskiego VII Komisariatu Policji można dojść pieszo w 5 minut. I to wolnym krokiem. Dlaczego dojazd trwał tak długo?
- A skąd pan wie, że radiowóz nie był wcześniej? - odparowała Agnieszka Pawlak, rzeczniczka lubelskiej policji. I zażądała pytań na piśmie. Odpowiedź przyszła po kilku godzinach.
"O godz. 22.00 zadzwonił mężczyzna informując, że na ul. Organa/Zwycięska (pisownia oryginalna - red.) nn sprawcy wybili koszem szybę - wyjaśnia Witold Laskowski z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji. Dyżurny odbierający zgłoszenie przełączył rozmowę do "siódemki” (siódmy komisariat - red.). Na miejsce wysłano pracownika dochodzeniowego w celu zabezpieczenia śladów wykroczenia lub przestępstwa zniszczenia mienia.
I tyle. Ani słowa wyjaśnienia, choć o to pytaliśmy, dlaczego radiowóz jechał aż 44 minuty.
- Gdybyśmy znali sprawców, dochodzilibyśmy pokrycia strat. A tak będziemy musieli sami pokryć koszty - przyznaje z żalem Stanisław Wojnarowicz, rzecznik MPK.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!