niedziela, 17 grudnia 2017 r.

Lublin

Policjanci kłamali jak z nut

  Edytuj ten wpis
Dodano: 25 marca 2004, 09:29

Dwóch kolejnych policjantów zamieszanych w tzw. aferę stłuczkową zostało wczoraj zatrzymanych przez prokuraturę. Są podejrzani o fabrykowanie dokumentów, w których potwierdzali, że dochodziło
do kolizji.

33-letni sierżant Dariusz L. z drogówki Komendy Miejskiej Policji w Lublinie napisał w dokumentach, że w lutym 2002 roku ford zderzył się z toyotą. Prokuratura zarzuca mu, że dostał za to 300 zł łapówki. Dzięki pomocy policjanta właściciel forda wyłudził od towarzystwa ubezpieczeniowego 4 tys. zł. Dzisiaj sąd rozpatrzy wniosek prokuratury o aresztowanie funkcjonariusza.
Podkomisarz Grzegorz W. z komendy w Puławach pozostanie na wolności. Musi jednak wpłacić poręczenie majątkowe w wysokości 5 tys. zł. W styczniu 2000 roku wraz ze swoim kolegą z komendy, umieścił w raporcie ze służby kolizję mercedesa z iveco. W rzeczywistości takie samochody nie zderzyły się. (er)

Pogrom w Sekcji Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Lublinie to efekt tzw. afery stłuczkowej. W ciągu czterech lat zmieniło się trzech naczelników tej sekcji.
- Nie miałem do nich szczęścia - przyznaje inspektor Ryszard Pachuta, komendant miejski policji w Lublinie. - Były przypadki, że jeden z nich tolerował pijaństwo swoich podwładnych. Ale ja nie mogłem tego tolerować. Dlatego się pożegnaliśmy. Bez żalu.

Bo zabrakło dowodów

Afera w lubelskiej drogówce wybuchła przed rokiem. Okazało się, że policjanci weszli w konszachty z przestępcami. Organizowali fikcyjne stłuczki. - Sygnały o tym zaczęły do mnie docierać już w 1999 roku - mówi Pachuta. - Ale nie mieliśmy wówczas dostatecznych dowodów.
Jako jeden z pierwszych wpadł pomocnik oficera dyżurnego w komendzie. Wysłał radiowóz do stłuczki na lubelskim Czechowie. Sprawcy podstawili dwa wcześniej rozbite samochody. Stały na poboczu. Przełożeni przesłuchali taśmę z nagraniem rozmowy dyżurnego. Nie ulegało wątpliwości, że był wspólnikiem przestępców.
W ciągu następnych lat gang się rozrastał. I był coraz bardziej zachłanny. Stłuczki były ustawiane pod konkretnego policjanta. Wcześniej członkowie gangu umawiali się, o której godzinie mają zaaranżować kolizję. Każde zdarzenie musiało być zgłoszone dyżurnemu. Ten - nie wiedząc o procederze - wysyłał na miejsce radiowóz. Na miejsce przyjeżdżał ustawiony wcześniej policjant.
Niektórzy z członków gangu mieli "kolizje” nawet kilkanaście razy w ciągu roku. Tymi samymi luksusowymi samochodami. Wystarczyło lekko podreperować samochód i znów podstawić go do wypadku. Oszuści za każdym razem brali odszkodowanie. Od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Najwięcej fikcyjnych stłuczek było w latach 1999-2000. Wtedy członkowie gangu zarobili najwięcej.

Dobrowolnie poddał się karze

Afera stłuczkowa, w którą uwikłali się policjanci drogówki, przyniosła pomysłodawcom afery ogromne pieniądze. Ocenia się, że mogło to być nawet kilkaset tysięcy złotych. Sporo zarobili sami policjanci. Na jednej sfingowanej stłuczce nawet kilka tysięcy złotych. Podczas przeglądania stanów majątkowych policjantów nie natrafiono jednak na zarobione na lewo pieniądze.
W grudniu zeszłego roku zapadł pierwszy wyrok wobec nieuczciwego policjanta. Sąd Rejonowy w Lublinie skazał Jacka S. na półtora roku więzienia za to, że sfałszował dokumentację z kolizji, żeby umożliwić wyłudzenie odszkodowania za rzekome uszkodzenie samochodu. Oskarżony nie przyznawał się do winy, ale dobrowolnie poddał się karze. Po ogłoszeniu wyroku został wypuszczony na wolność, bo odsiedział już ponad połowę kary. Pozostali policjanci czekają na swoją kolejkę.

Nocne wezwania

Atmosfera pracy wśród policjantów drogówki jest fatalna. Co pewien czas dowiadują się, że kolejny funkcjonariusz żegna się z pracą w drogówce. Niektórzy z zatrzymanych musieli się zgłaszać w nocy do komendy przy ul. Północnej. Jechali jak na skazanie.
- Jak usłyszałem, kogo zatrzymali, to zupełnie zgłupiałem - mówi anonimowo policjant lubelskiej drogówki, wspominając jedno z takich wezwań. - W życiu nie pomyślałbym, że to akurat oni połakomią się na pozornie łatwą kasę.
Ale niektórzy policjanci uważają, że przy stłuczkach łatwo jest popełnić błąd, źle ocenić zdarzenie. - Nie jestem biegłym, żeby w normalnej kolizji bezbłędnie opisać szkody - mówi jeden z nich. - Nie mieliśmy wystarczającej liczby szkoleń.
W ubiegłym roku wszyscy policjanci drogówki byli pod lupą. Przełożeni sprawdzali ich przydatność do służby. Wszyscy pozytywnie przeszli weryfikację. A już na początku marca z pracy wyleciało siedmiu. Wyszły na jaw sprawy sprzed kilku lat.
Teraz trzeba na gwałt załatać kadrowe braki. Od 1 kwietnia dojdzie dwóch funkcjonariuszy z innych sekcji. Przeszli już przeszkolenie. Trzech kolejnych wróci na Lubelszczyznę. To policjanci z Warszawy. Na stałe mieszkają w okolicach Puław i Ryk. Czekają na zgodę komendanta głównego policji. On zadecyduje o ich przenosinach.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!