wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Lublin

Policjanci wyprowadzili ludzi z pożaru

  Edytuj ten wpis
Dodano: 15 stycznia 2008, 19:28

Posterunkowi Łukasz Kwiatkowski i Piotr Ziętek uratowali ponad 50 mieszkańców lubelskiej kamienicy.

Dzięki ich odwadze nikt poważnie nie ucierpiał. Jedynie kilka osób miało objawy lekkiego zaczadzenia.

Wczoraj o trzeciej nad ranem policyjny radiowóz przejeżdżał ulicą Zamojską w Lublinie. - Poczuliśmy dym - mówi starszy posterunkowy Łukasz Kwiatkowski. - Zatrzymaliśmy samochód. Spojrzałem na dachy, bo myślałem, że to z komina.
Wtedy do radiowozu podbiegł przechodzień. Wskazał na dach kamienicy nr 12, z którego wydobywał się dym. Policjanci zawiadomili straż pożarną. Potem wbiegli na klatkę schodową.
- Była już zadymiona, robiło się coraz bardziej gorąco - opowiada starszy posterunkowy Piotr Ziętek. - Im wyżej, tym dymu było więcej.
Policjanci zaczęli budzić mieszkańców. Stukali do drzwi. Ludzie wyrwani ze snu nie wiedzieli, co się dzieje. Bali się nocą otwierać.
- Obudziły mnie jakieś hałasy, bieganina i krzyki na klatce schodowej. Myślałam, że to chuligani, którzy często piją na poddaszu - wzdycha Józefa Filanowska z pierwszego piętra. - Nawet nie zwracałam uwagi na te krzyki, aż usłyszałam: "Policja, pali się!”.
Mieszkańcy zrywali się łóżek i uciekali z zagrożonych mieszkań. - Kiedy wyszliśmy na klatkę schodową, góra kamienicy paliła się żywym ogniem - opowiada Iwona Siennicka. - Zanim przyjechali strażacy, dwaj policjanci sprowadzili już część ludzi na dół.
Potem, już z pomocą strażaków, budzili kolejnych, dobijając się do ich drzwi. Pomagał im mężczyzna, który na samym początku pokazał dym. Potem powiedział, że jest strażakiem ochotnikiem.
Na najwyższej kondygnacji dym wdzierał się już do mieszkań. Ostatnich mieszkańców ewakuowano, gdy strażacy lali wodę na dach.
Mimo wielkiego niebezpieczeństwa nikt poważnie nie ucierpiał. Lekkie objawy podtrucia czadem miało siedem osób. Trzy z nich pojechały na obserwację do szpitala. Wśród nich pięciomiesięczna dziewczynka. - Na szczęście, nie było to nic poważnego - mówi Agnieszka Osińska, rzecznik Dziecięcego Szpitala Klinicznego. Wszyscy zostali zwolnieni przez lekarzy do domów.
Mieszkańcy kamienicy podkreślają, że zdrowie i życie zawdzięczają bohaterskim policjantom. - Gdyby nie wszczęli alarmu, to byśmy się nie obudzili. Bo u nas w ogóle nie było czuć dymu - mówi Paweł Bielak vel Bielecki.
Ogień strawił 100 metrów kwadratowych dachu, ale nadzór budowlany orzekł, że kamienica nadaje się do użytku. Lokatorom pozwolono wrócić do swoich mieszkań. Wiele z nich zalała woda użyta w akcji gaśniczej.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Lila
bech
Strażak
(15) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Lila
Lila (1 kwietnia 2008 o 12:56) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Brawa dla wszystkich!!!Bardzo się cieszę,że nic się nie stało i że policja nie spała tylko działała!!!Wizerunek policji powoli się zmienia i bardzo dobrze:)
Rozwiń
bech
bech (16 stycznia 2008 o 16:27) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Gość napisał:
Strażacy również zadziałali bardzo sprawnie ewakuowali 10 osób rozkładając drabinę od frontu ul. Zamojskiej po której sprowadzili 4 osoby w tym kilkumiesięczne dziecko, zorganizowali autobus dla ewakuowanych mieszkańców, działali od przodu wprowadzając linie gaśnicze po jednej klatce od Zamojskiej oraz działali od tyłu budynku z placy firmy Ruch podając wodę na płonący dach z podnośnika czym ograniczyli pożar, weszli również druga klatką z węzami aby gasić z drugiej strony. Podziwaiam w szczególności dwóch chyba dowódców jeden w żółtym chyba cztery gwiazdki hełmie który przyjechał w połowie gaszenia a drugi w czerwonym jakis chorąży który pokierował strazakami i ludzmi na dole i organizował gaszenie z placu firmy Ruch, wypytywał się równiez mieszkańców czy nic im nie jest oraz sprawdzał czy wszyscy wyszli, brawa dla tych dwóch panów oraz dla tych ognistych na górze budynku , również policjanci pomagali ludziom no i oczywiście pogotowie ratunkowe. Wielkie podziekowania.


Odp. Jeśli chodzi o pożar to najwięcej szczegółów moga powiedziec mieszkańcy budynku w tym ja. Po pierwsze bardzo dużo zawdzięczamy dwóm przechodzacym mężczyznom to oni jako pierwsi zobaczyli unoszacy się dym nad zagrożona kamienica i zatrzymali przejeżdzajacy radiowóz, który mógł by niezauważyc dymu. To oni zaczeli wszczynac hałas, który obudził większośc mieszkańców Zamojskiej 12. Sprostowac chciałbym również fakt że to nie strażacy zorganizowali autobus, w którym mogli ogrzac się ewakuowani mieszkańcy tylko sasiad, który jest pracownikiem mpk. Warto było by dodac, że w tym momencie nic nie jest zrobione;dach nadal nie jest zabiezpieczony i nie osłoniony (gdy by zaczał padac deszcz to po klatce schodowej lała by się woda). Jesteśmy bardzo wdzięczni pomocy dwóm mężczyznom jak i straży pożarnej, policij, pogotowiu i mpk. A zarazem ubolewamy, że administracja budynku nie interesuje się nami.
Rozwiń
Strażak
Strażak (16 stycznia 2008 o 15:51) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A również do ciebie adam taki sprzęt jak agregaty wysokociśnieniowe może i mają strażacy w USA lub japonii natomiast w Polsce nadal sie stosuje zwykłe pompy i liniie gaśnicze wodne, ponieważ wysokociśnieniowe nie zdaja egzaminu woda za szybko odparowuje i ratownicy zostają poparzeni a agregaty oddymiające służą do przewietrzania pomieszczeń po pożarze a nie w trakcje bo wdmuchując powietrze rozniecają barzdiej pożar a jeśli chodzi o gaszenie pianą mieszkań to tworzysz nowe pożarnictwo. A że straty popożarowe przewyrzszają straty pożarowe to efekt uboczny ( na wojnie zawsze przy najlepszej taktyce zawsze ktoś zginie).
Rozwiń
Gość
Gość (16 stycznia 2008 o 15:44) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
GUT nie masz do końca racji jasne że strażacy mają sprzęt do takich działań typu pożar ale policja ma również uprawnienia do łapania kierowców skręcających w prawo na strzałce z lewego pasa, łapania piratów drogowych, przyjeżdzania od razu, po zgłoszeniu włamania do mieszkania , a nie po 5 godzinach, przyjeżdzaniu szybko do wypadku a nie tak jak np. ostatnio w Tomaszowicach dopiero po 2 godzinach gdzie karetka zabrała trzy osoby z czego jedną wycięli strazacy z auta. Wracając do tematu straży oni dostają wezwanie i wyjeżdzają w ciągu minuty nie czekają bo każda sekunda jest cenna, więc bierz wszystko pod uwagę a że policja była w pobliżu pożaru to był tylko przypadek równie dobrze mogli być na krakowskim lub lubartowskiej i nic na pewno by nie zauważyli a wtedy mogło być gorzej.
Rozwiń
adam
adam (16 stycznia 2008 o 12:44) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Troche niepokoja mnie zalania woda mieszkan jeżeli tak dobrze prowadzono akcje ratowniczą. Gdzie wasz sprzęt, samochody z pompami wysokociśnieniowymi , sprzęt oddymiający , czy użycie piany by ograniczyć straty a nie zalać mieszkań. Pochwała dla policji. Wiem że prowadzic akcje w tych warunkach jest trudno ale to wasz obowiązek jak lekarza robienie operacji, pielęgniarki podmycie zarobionego pacjenta. tak więc nie uzalajcie sie nad sobą . popieram całkowicie opinie Guta.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (15)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!