wtorek, 17 października 2017 r.

Lublin

Pomóż uratować chorą na białaczkę Natalię

  Edytuj ten wpis
Dodano: 21 stycznia 2009, 18:56

Dziewczynka nie ma jeszcze dwóch lat. Od ponad trzech miesięcy walczy o życie w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Lublinie. Choruje na ostrą białaczkę limfoblastyczną wysokiego ryzyka.

Pierwsze objawy tej strasznej choroby pojawiły się na początku października ub. roku.

- Zauważyłam, że Natalka ma duży, wypięty brzuszek i dziwne fioletowe wybroczyny na nóżkach. Poszliśmy do lekarza. A ten kazał nam jak najszybciej jechać do szpitala na oddział hematologii - mówi zrozpaczona Monika Nadolska, mama Natalki. Rodzina mieszka w Dubience koło Chełma.

Później wszystko potoczyło się błyskawicznie. - Do dziś słyszę słowa lekarza z DSK: "U córki istnieje podejrzenie białaczki”. To był dla nas wyrok - dodaje kobieta.

Za kilka dni diagnoza się potwierdziła. To była ostra białaczka limfoblastyczna wysokiego ryzyka. Natalka od razu dostała krew, zaczęła przyjmować chemię.

Niestety, pojawiły się po niej powikłania: popalony przewód pokarmowy, wymioty ze skrzepami krwi, toksyczne uszkodzenie wątroby. Organizm zaatakowała też sepsa.

- Ale nie poddajemy się. Walczymy z całych sił, by nasza Natusia wyzdrowiała, aby mogła biegać, śmiać się. Od urodzenia była bardzo pogodna, zawsze uśmiechnięta - mówi pani Monika.

Święta i Nowy Rok Natalka spędziła w domu. Teraz - wraz z mamą - wróciła na oddział hematologii DSK. Od wtorku znowu bierze chemię. I to najsilniejszą. Czeka ją sześć bloków.

- Lekarze uprzedzili mnie, że muszę być gotowa na wszystko. Każdy kolejna seria chemii będzie coraz bardziej wycieńczała naszą Natusię. Nawet do tego stopnia, że szpik może przestać całkiem pracować. Strasznie się boję - nie ukrywa mama dziewczynki.

Wczoraj rodzice i brat Natalki mieli badania pod względem zgodności szpiku. Lekarze chcą sprawdzić, czy ktoś z nich może być dawcą.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Monika
Marcin Sołtysiuk
Gość
(39) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Monika
Monika (25 sierpnia 2012 o 17:47) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Witam.! Bardzo mi przykro z powodu Natalki.
Mam pomysł.Jeśli nie będzie zgodności u rodziny to ja chcę zrobić badania i oddać Natalce szpik kostny. Przemyślałam to i jestem zdecydowana. proszę pisać na mój E-mail myrealworld@o2.pl
Rozwiń
Marcin Sołtysiuk
Marcin Sołtysiuk (5 czerwca 2011 o 10:15) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jeśli są leki które pozwolą dziecku zaoszczędzić choć trochę bólu są warte każdej ceny. I napewno znajdą się ludzie którzy to sfinansują. Problemem są lekarze i reszta śmietanki NFZ, która zamiast kierować rodziców i sugerować wszelakie sposoby na pomoc dziecku i uśmierzenie bólu, starają się zaoszczędzić. Ten kraj to paranoja, wstydzę się że jestem 'polakiem'.
Rozwiń
Gość
Gość (19 marca 2010 o 23:07) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
oddam leki za darmo dla osoby chorej na białaczke sa od nowosci zamkniete. Jesli moge komus pomoc to prosze o kontakt pod nr gg 8995870.
Rozwiń
mama Oli
mama Oli (1 lutego 2009 o 11:16) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
guzik napisał:
Tam,gdzie nie wiadomo o co chodzi napewno chodzi o pieniądze.
[url="http://www.narzeczdzieci.pl/"]http://www.narzeczdzieci.pl/[/url]
to jest strona stowarzyszenia działającego na rzecz dzieci z chorobami krwi.Mama Natalki nie podała ich danych tylko swoje i w tym cały ból .Są przecież stratni bo ewentualne wpłaty pójdą nie dla nich i to pewnie ich wkurzyło.
Mamo Oli,może podasz nazwę tego leku,może rodzice Natalki chcieli kupić ten sam lek.Ciekawe co na to pan K.?

Tak ,już się z nią skontaktowałam i chodzi o ten sam lek.Jednak tu w Lublinie panują inne zasady niż np we Wrocławiu :-( i rodzice niestety nie mogą skorzystać z takiego rozwiązania mimo tego,że napewno by Natalce pomogło.Przecież tu chodzi o to,aby zminimalizować wszelkie skutki uboczne leczenia działające na śluzówki i w ten sposób pomóc dziecku w cierpieniu.To okrutne,że rodzice nie mogą skorzystać z takiego rozwiązania a wręcz są przez to posądzani o jakieś wyłudzanie.
Mam kontakt z osobą,która mi ten lek sprowadzała i gdyby się coś zmieniło mama Natalki zawsze może liczyć na moją pomoc.Trzymajcie się dziewczyny.
Rozwiń
Ala
Ala (31 stycznia 2009 o 21:31) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ja wpłaciłam symboliczną kwotę i wcale nie żałuję.Nawet jeśli rodzice nie będą już sprowadzać tego leku to wiem,że są dziesiątki innych wydatków.Mama nie pracuje,bo zajmuje się córeczką i perspektywa podjęcia przez nią pracy jest niemalże niemożliwa bo musiałaby wtedy odejść od łóżeczka swojego dziecka,a to nie wchodzi w grę.Bo kto by zostwił malutkie dziecko samo w szpitalu?!A,że żyjemy w kraju,w którym nie oszukujmy się,ale każdy sobie rzepkę skrobie,powstają właśnie takie historie.Dobrze,że są jeszcze wśrod nas ludzie,którzy rozumieją takie sytuacje i maja swój rozum i serce i nimi się kierują.Ja nie mam dzieci bo niestety nie mogę.Wcześniej jakoś nie interesowałam się takimi sprawami,ale gdy zobaczyłam zdjęcia Natalki to aż serce mnie zabolało.Cały czas o niej myślę.Postanowiłam co miesiąc w miarę moich możliwości przekazywac coś Natalce.Może parę złotych,aby mama jej mogła coś kupić,albo sama kupię jej jakąś zabawkę,zobaczę.A jak jej mama się zgodzi to odwiedzę ją w szpitalu,oczywiście przez okno bo na oddział wchodzić nie można.I tak myślę,że każdy mógłby zrobić jakiś miły prezent ,niekoniecznie dla Natalki,dla któregoś z tych chorych dzieci,bo jest ich dużo.Napewno ucieszyłby ich fakt,że mają nową ciocię albo wujka ,od których dostał misia czy samochodzik.Pomyślcie o tym.Natalka już zyskała nową ciocię Alę.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (39)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!