czwartek, 23 listopada 2017 r.

Lublin

Porodówka jak fabryczna taśma

  Edytuj ten wpis
Autor: Ewa Stępień

Po porodzie matka musi zostawić noworodka w szpitalu i iść do domu. Żeby nakarmić dziecko przychodzi do szpitala kilka razy w ciągu dnia.

A wszystko przez to, że w kolejce jest dużo rodzących i trzeba szybko zwalniać łóżka.
- Kobiety, które rodzą w szpitalu przy ul. Staszica, dostają propozycję nie do odrzucenia - zadzwonił do redakcji pan Grzegorz, nowo upieczony ojciec. - Po porodzie są wypisywane do domu, a noworodki zatrzymywane. Matki muszą chodzić do szpitala 3-4 razy dziennie na karmienie. Dzieci leżą w jednym pomieszczeniu. Panuje tam straszny ścisk. Moja żona została w szpitalu tylko dlatego, że zrobiłem awanturę - dodaje wzburzony mężczyzna.
Dr Mariusz Skoczyński z Kliniki Położnictwa i Patologii Ciąży przyznaje, że na salach brakuje miejsc. - W sytuacji dużej liczby rodzących nie mamy wyjścia - mówi. - Aby nie odmawiać przyjęcia na poród, musimy szybko zwalniać łóżka. Mamy ich tylko 24. Trudno zadowolić wszystkich. Kiedy odmawiamy przyjęcia ciężarnej, też spotkamy się ze złością i niezadowoleniem.
- Dla nas sytuacja jest patowa - dodaje inna lekarka. - Ciąż jest coraz więcej. Nasz szpital zajmuje się także ciążami patologicznymi, podobnie jak szpital przy ul. Jaczewskiego, i nie za bardzo mamy gdzie takie kobiety odesłać.
Lekarz dyżurny ze szpitala przy al. Kraśnickiej zapewnia, że starają się nie odmawiać pacjentkom pozostania z dzieckiem do czasu jego wypisu. - Choć miejsc mamy dosłownie na styk - dodaje. - Teraz wyż rodzi.
Trochę lepsza sytuacja jest w Klinice Położnictwa i Perinatologii szpitala klinicznego nr 4 w Lublinie. - Mamy sto, czyli więcej łóżek - tłumaczy prof. Jerzy Oleszczuk, kierownik kliniki. - A jak trzeba, stawiamy dostawki na korytarzu. Bo jak się komuś odmówi przyjęcia, to jest awantura.
Zdaniem prof. Oleszczuka, który jest jednocześnie konsultantem wojewódzkim ds. położnictwa i ginekologii, potrzebne jest centrum perinatologii (dziedzina zajmująca się matką i noworodkiem). - Tak, aby kobieta i dziecko miały kompleksową opiekę tak długo, jak tego potrzebują - mówi. - Bardzo ważny dla dobrego rozwoju dziecka jest kontakt psychiczny i fizyczny z matką.

Wyż lat 70. i 80.

Choć nadal nie wychodzimy z dołka urodzeń, który zagwarantowałby zastępowalność pokoleń, to od dwóch lat liczba urodzin systematycznie rośnie. Według GUS skoczyła o 15 proc. Demografowie tłumaczą to zjawiskiem demograficznego wyżu. Kobiety, które właśnie zaczęły zakładać rodziny, urodziły się na przełomie lat 70. i 80.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
krak
zainteresowany
zaciekawiony
(3) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

krak
krak (15 października 2007 o 15:50) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
a mama rodziła 4 x w domu ( w Lublinie) pod opieką akuszerki;dzisiaj bezpieczniej być pod opieka szpitala, ale po niepowikłanym porodzie nie rozumiem ,czemu nie wola panie być w domowych pieleszch
Rozwiń
zainteresowany
zainteresowany (15 października 2007 o 15:42) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Za chwilę na moją głowę posypią się gromy. Ale np. w Anglii (moja znajoma mieszkajaca tam na stałe, legalnie pracujaca) urodziła w tym roku drugie dziecko, i tam jest tak, że kobieta po porodzie przebywa w szpitalu tylko 12 godzin. Jeśli jest wszystko OK wychodzi po 12 godzinach z dziewckiem do domu. Ale, Ale - opieka medyczna jest na takim poziomie, że codziennie przez 1 miesiąc, do domu (do matki i dziecka) ze szpitala - TAK, ZE SZPITALA przychodzi położna (dyplomowana pielęgniarka) o konkretnej umówionej godzinie. W razie jakiejkolwiek potrzeby (czy niedaj Boże zagrożenia) natychmiast są zabierane do szpitala. Ponadto są pod stałą opieką telefoniczną. W domu matka i dziecko są razem, bezpieczne, i nie są traktowane jak maszyny do rodzenia. I pytanie: czy doczekamy takich czasów.
Rozwiń
zaciekawiony
zaciekawiony (15 października 2007 o 09:54) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Czyli dzieci "solidarnościowego zrywu" zaczynają się rozmnażać. Ciekawe, czy będzie z tego jakaś nowa rewolucja?
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (3)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!