sobota, 21 października 2017 r.

Lublin

Poseł pod latarnią

  Edytuj ten wpis
Dodano: 4 września 2005, 20:55
Autor: Dominik Smaga

To staje się już niebezpieczne. Żeby wśród wyborczych reklam dostrzec znaki drogowe, kierowcy muszą nieźle wytężać wzrok. Kandydaci do parlamentu robią co mogą, by wyborcy zapamiętali ich nazwiska. Swe plakaty wieszają nawet tam, gdzie nie wolno tego robić.

- Dla mnie to prawdziwa udręka. Gdybym znała Lublin, jechałabym "na pamięć”. A tak wlokę się czterdziestką, żeby nie przeoczyć znaku. Tyle tych plakatów wisi. Inni kierowcy na mnie trąbią. Bo nietutejsza rejestracja, zawalidroga i do tego baba za kółkiem - skarży się Marta Kiecak, która przyjechała z Pomorza w odwiedziny do znajomych. - Ale u mnie jest tak samo - dodaje.
- Na słupie, na którym zamocowane są znaki drogowe, nie wolno umieszczać żadnych plakatów. Także wyborczych - wyjaśnia Mirosław Kalinowski z biura prasowego Ratusza. Ale nie trzeba długo krążyć po mieście, by pod znakami znaleźć nazwiska kandydatów.
Plakaty senatora Krzysztofa Szydłowskiego (SdPl), który teraz chce dostać się do Sejmu upodobały sobie znaki "przejście dla pieszych”. Zwłaszcza w okolicach pl. Wolności. - Mamy z Lubzelu zezwolenie na słupy energetyczne. I tylko tam wieszamy plakaty. Jeśli są gdzie indziej, to znaczy, że je ktoś przewiesił - tłumaczy Szydłowski. Jego reklamy nielegalnie zawisły w Łukowie. Pisaliśmy o tym w sobotę. Pytanie o lubelskie plakaty zirytowało kandydata. - Serial robicie?
Skrzyżowanie ul. Bohaterów Monte Cassino i ul. Armii Krajowej. Znakowi "ustąp pierwszeństwa przejazdu” towarzyszy plakat kandydata PiS, Jarosława Żaczka. - Wie pan, jak to jest w kampanii. Wielu ludzi deklaruje wsparcie, a potem różnie bywa - mówi Żaczek, gdy pytamy go o nielegalnie wiszące plakaty na LSM. - Jeśli tak się stało, będę musiał kogoś tam wysłać. Albo sam zdejmę reklamy - zapewnia. Ale nie pyta o dokładne miejsce.
Są też inne sposoby. Na śródmiejskich ulicach pojawiają się drewniane stojaki zachęcające do głosowania na Samoobronę. - Nie wydawaliśmy zgody na taką agitację. I nie wydamy. Takie rzeczy zagrażają pieszym - mówi Kalinowski. - Nakładamy kary, ale stojaki znikają najwyżej na kilka dni. I znów się pojawiają.
Na biurkach miejskich urzędników od ochrony środowiska leżą stosiki plakatów zerwanych z drzew. - Każdy przypadek będzie karany mandatem a następnie wnioskiem do Sądu Grodzkiego - ostrzega Marian Stani, szef Wydziału Ochrony Środowiska. •

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!