sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Lublin

Poznaj wspomnienia polskiego pilota z sowieckiej agresji na Polskę

Dodano: 16 września 2009, 19:12

Samolot obserwacyjny kaprala Zdzisława Góreckiego zaatakowały trzy sowieckie myśliwce. Ich potężne pociski roztrzaskały tablicę przyrządów nawigacyjnych. Maszyna zaczęła płonąć…

Gdy Niemcy zaatakowały Polskę, Górecki był pilotem instruktażu w Wyższej Szkole Pilotażu w Ułężu pod Dęblinem.

– Byliśmy pewni, że wygramy tę wojnę, że z naszym wodzem Rydzem Śmigłym poradzimy sobie z wrogiem. Mieliśmy otrzymać nowe samoloty z Anglii. Stało się jednak inaczej – wspomina Zdzisław Górecki, dziś w stopniu majora.

Już 4 września 1939 roku rozpoczęła się ewakuacja samolotów do Rumunii. Z Dęblina wystartowało 15 maszyn. Jedną z nich – samolot obserwacyjny Lublin R-XIII – pilotował kapral Zdzisław Górecki. Wraz z nim leciało dwóch mechaników. Koło Tarnopola zabrakło im paliwa, musieli lądować. Po kilku dniach wystartowali kierując się na Budapeszt.

Był 17 września 1939 roku, godzina 18.

– Po kilkunastu minutach lotu mechanik krzyknął do mnie, że zbliżają się do nas obce samoloty – opowiada Górecki. – Zobaczyłem, że to trzy myśliwce z czerwonymi gwiazdami. Uciekaliśmy schodząc zygzakiem do ziemi. Ale ich było trzech, a ja jeden, szanse na ucieczkę marne. Zaczęli nas ostrzeliwać, w końcu oberwaliśmy. Pociski rozbiły tablicę przyrządów nawigacyjnych. Samolot zaczął płonąć.
Góreckiemu udało się wylądować. Wyskoczył z samolotu wraz z mechanikiem Franciszkiem Wawersichem. Drugi mechanik Jan Moneta został w płonącej maszynie.

– Sowieci wciąż nad nami krążyli, nie odpuszczali. Strzelali do nas, a my uciekaliśmy zygzakami, żeby uniknąć kul. Kiedy radzieckie samoloty robiły nawrót, skorzystaliśmy z chwili wytchnienia, by wrócić do naszej płonącej maszyny i wyciągnąć z niej Monetę. Był ranny i poparzony. Zatkałem mu koszulą rany po kulach. Rosjanie nie przestawali strzelać. I to nie byle czym: amunicją o kalibrze 12,4 mm.

Sowieci trafili też drugiego mechanika. Odlecieli dopiero, gdy zobaczyli, że żaden z trzech mężczyzn się nie rusza. Górecki zatrzymał furmankę, żeby przetransportować rannych do lekarza.

– W najbliższej wsi ostrzeżono nas, żebyśmy dalej nie jechali, bo wszędzie są Rosjanie. Panowała panika; ludzie, którzy uciekali na Wschód nie wiedzieli, co robić, zawracali. Nikt nie chciał pomoc żołnierzom w polskich mundurach.

Tak dowiedziałem się, że napadł na nas Związek Radziecki.
Czytaj więcej o:
edward
karambol
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

edward
edward (27 września 2009 o 20:02) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Rosjanie to tchorze, najgorsi zolnierze na swiecie. Przegrali w 1920 to sie zemscili.
Rozwiń
karambol
karambol (16 września 2009 o 19:45) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
To była pokojowa obrona rodzimej ludności "radzieckiej" przed polskimi faszystami Z Lublin RXIII - tak skomentowałby to Putin...
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!