wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Lublin

Prawnik awanturował się przy policjantach: "Z psami już nie rozmawiam!"

Dodano: 23 listopada 2016, 15:57

– Z psami już nie rozmawiam. U mnie w plutonie nosiliby amunicję – tak radca prawny z Lublina wypowiadał się o interweniujących policjantach. Mundurowi odwiedzili go po tym, jak miał prowadzić auto po pijanemu. Dzisiaj odpowiada za to przed sądem

Kiedy policjanci chcieli zaprowadzić 56-latka do radiowozu na kolejne badanie, ten wpadł w furię
Kiedy policjanci chcieli zaprowadzić 56-latka do radiowozu na kolejne badanie, ten wpadł w furię

– Zapytałem, czy chcą dokonywać jakichś czynności. Powiedzieli, że nie. To kazałem im wyp…ać! O tym, kto jest w moim domu, decyduję ja – tak Ryszard K. relacjonował wczoraj w sądzie swoje spotkanie z mundurowymi z drogówki.

Chodzi o wydarzenia z sierpnia ubiegłego roku. Wieczorem radca jechał w kierunku ul. Czeremchowej. Z akt sprawy wynika, że na skrzyżowaniu z ul. Baśniową uderzył w taksówkę.

– Taksówka zatrzymała się nieprawidłowo, wystawała lewym bokiem na jezdnię – tłumaczył w sądzie Ryszard K. – Zaczepiłem o nią i urwałem lusterko. W moim aucie poza rysą nic się nie stało.

Prawnik odjechał z miejsca zdarzenia i zaparkował przy swoim garażu. Podjechał tu też taksówkarz. – Jeszcze nie wysiadłem, a on już krzyczał na całą ulicę: pijany, pijany, pijany! – opowiadał Ryszard K. – Zlekceważyłem go i poszedłem do domu.

Z aktu oskarżenia wynika, że między kierowcami doszło do krótkiej przepychanki. Taksówkarz wezwał policję. Utrzymywał, że czuł od uciekiniera wyraźną woń alkoholu. Według świadka, który słyszał sprzeczkę obu panów, Ryszard K. nie był całkiem trzeźwy.

Policjantów przywitała żona prawnika. Oświadczyła, że mąż śpi. Mundurowi obudzili Ryszarda K. Pierwszy test na trzeźwość wykazał, że mężczyzna jest pijany. Kiedy policjanci chcieli zaprowadzić 56-latka do radiowozu na kolejne badanie, ten wpadł w furię. Miał wypychać policjantów z mieszkania i uderzać ich drzwiami wejściowymi. Szarpaninie miały towarzyszyć groźby i wyzwiska pod adresem mundurowych. Awanturę zakończyło dopiero wezwanie posiłków. Ryszard K. trafił do celi. Tam, parę godzin po starciu z policjantami „wydmuchał” 1,3 promila.

W sądzie prawnik przekonywał, że na początku interwencja mundurowych przebiegała spokojnie i kulturalnie. – Było już po 22. Powiedzieli mi, że przyszli w sprawie kolizji. Dałem im dokumenty, spisali moje dane. Potem zacząłem zadawać profesjonalne pytania – opowiadał Ryszard K. Według prawnika, z uwagi na późną porę, mundurowi nie mieli prawa wykonywać dalszych czynności. Ci jednak chcieli obejrzeć jego auto, czym go „trochę rozeźlili”.

– Byli w szoku, że ktoś ich egzaminuje. Zacząłem im dokuczać – mówił przed sądem 56-latek. – Moja córka płakała. Powiedziałem do jednego policjanta, że jak ma córkę to ona też będzie płakała. Oświadczyłem, że swoje czynności z nimi skończyłem i z psami już nie rozmawiam.

Według Ryszarda K. policjanci mieli wyjść z mieszkania i wrócić około północy wraz z kolegami.
– Otwieram, a tam pół plutonu ludzi. Policjanci i strażacy. Rzucili się na mnie. Nie powiedzieli za co. Tam nie było żadnego wyższego stopniem. Sama czerń – relacjonował prawnik.

Ryszard K. nie przyznaje się do zarzutów znieważenia i stosowania przemocy wobec policjantów. Twierdzi również, że nie prowadził po alkoholu. Dopiero po starciu z taksówkarzem miał wypić szklankę whiskey z limonką. W styczniu sprawa wróci na wokandę Sądu Rejonowego Lublin-Zachód. Wtedy swoje zeznania złożą policjanci. W razie prawomocnego wyroku skazującego, Ryszardowi K. grozi pożegnanie z zawodem.

Czytaj więcej o: Lublin policja prawnik
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
(34) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (25 listopada 2016 o 15:48) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A jeśli taksówkarz to były policjant i na zasadzie wszystko mi wolno, nie wykluczam prowokacji może prawnik kiedyś komuś zaszkodził bo wygrał z nim ALBO Z JEGO RODZINĄ WAŻNĄ SPRAWĘ więc się ustawił i czekał, SPOKOJNIE , TAKSÓWKARZE TO NIE ANIOŁY. prostytucja W LUBLINIE PROCHY ITP TO ŚWIETNIE KONTROLUJĄ I Z TEGO ŻYJĄ Z TAKSÓWKI DZIŚ NIE DA SIĘ WYŻYĆ
Rozwiń
Gość
Gość (24 listopada 2016 o 21:07) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jezeli sfora psow go napadla to musialy odezwac sie W nim zwierzece odruchy bo inaczej to by zawalem skoñczyl
Rozwiń
Gość
Gość (24 listopada 2016 o 18:58) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
elita ...
Rozwiń
Gość
Gość (24 listopada 2016 o 14:18) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Miałem do czynienia z tym sądem gdzie wygrali oszuści i złodzieje tacy tam są sędziowie nie wszyscy ale większość więc KOLESIA uniewinnią a policja będzie miała problemy pijaczyna wyjdzie obronną ręką .Do policji panowie nie odpuszczajcie ŁACHUDRZE....
Rozwiń
ss
ss (24 listopada 2016 o 12:09) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
policja miala prawo wykonac czynnosci w niezbednym zakresie a to oznacza poddanie kierowcy badaniu na zawartosc alkoholu i ogledziny samochodu ktory bral udzial w kolizji do tego nakaz nie jest potrzebny a prawnik powinien to wiedziec.mozliwe ze policjanci go o tym informowali ale przeciez z psami gadac nie chcial.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (34)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!