wtorek, 21 listopada 2017 r.

Lublin

Protest w cukrowni "Lublin"

  Edytuj ten wpis
Dodano: 11 grudnia 2007, 19:04

Organizacje związkowe z Cukrowni "Lublin” rozpoczęły wczoraj akcję protestacyjną.

To odzew na decyzję Krajowej Spółki Cukrowej o zamknięciu zakładu.

Na razie informacja o zamknięciu lubelskiej cukrowni jest nieoficjalna. - W środę przedstawimy oficjalny komunikat - zapewnia Łukasz Wróblewski, rzecznik Krajowej Spółki Cukrowej (KSC).

- Dla nas wszystko jest jasne. Zarząd KSC ma zamiar wyłączyć naszą cukrownię z produkcji i przeprowadzić demontaż wszystkich urządzeń. Chcą wziąć pieniądze z unijnego funduszu restrukturyzacyjnego - oburza się Artur Kopyra, przewodniczący Związku Zawodowego "Solidarność” w Cukrowni "Lublin”.

Wczoraj pracownicy zawiązali Komitet Obrony i podjęli uchwałę o przystąpieniu do akcji protestacyjnej. Tuż po godz. 10 oflagowali bramy prowadzące do cukrowni. Przeprowadzą również referendum dotyczące przystąpienia do strajku i jego formy.
- Przystąpią do nas organizacje plantatorskie i będziemy bronili zakładu. Nie dopuścimy do zwolnienia 399 pracowników i do zlikwidowania najnowocześniejszej cukrowni w kraju - podkreśla Kopyra. Jednocześnie związkowcy żądają zmiany decyzji KSC i odwołania zarządu.

Oburzeni są również plantatorzy. - To skandal, żeby wyłączać najlepszą w kraju cukrownię. Nie możemy tego pojąć. Jak tylko dostaniemy oficjalny projekt KSC, przystąpimy do strajku - zapewnia Janusz Mączka, dyrektor Wojewódzkiego Związku Plantatorów Buraka Cukrowego. Dodaje, że w przypadku zamknięcia zakładu, musieliby przekazywać uprawy Cukrowni "Krasnystaw”, co zwiększyłoby koszty produkcji i transportu.

Najpierw jednak KSC musi przedstawić projekt wygaszenia produkcji. Później Spółka jest zobowiązana do przeprowadzenia dwukrotnie konsultacji z plantatorami. Dopiero potem może podjąć decyzję w sprawie zamknięcia cukrowni.

Co z \"Pszczółką”

O pracę boją się również pracownicy Fabryki Cukierków "Pszczółka”. Spółka bowiem zainwestowała w nową linię produkcyjną w Opolu Lubelskim. Wytwórnia ma zostać otwarta 19 grudnia, ale są problemy ze znalezieniem ludzi do pracy. Postanowiono więc do Opola dowozić pracowników z Lublina. Ci jednak nie chcą się na to zgodzić, gdyż boją się że lubelska fabryka zostanie zamknięta. - "Pszczółka” w Lublinie nie jest w żaden sposób zagrożona - zapewnia Łukasz Wróblewski, rzecznik KSC.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
cukrownik
Luk
Anonim z Opola
(3) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

cukrownik
cukrownik (14 grudnia 2007 o 13:03) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jak Wożuczyn zamykali to nikt z "Braci cukrowej" nie reagował. Wszyscy myśleli, że BĘDZI DOBRZE. Teraz przchodzi czas na inne zakłady. KSC mówiła, że jak zamknie Wożuczyn to uratuje Spółkę Cukrową. A teraz brakuje pieniędzy i trzeba dalej zamykać Łapy, Lublin. Gdzie jeszcze dwa lata temu wpompowało się miliony na modernizację. Czy to nie jest marnotrastwo Gdzie jest CBA? Nie ma gospodarności!
Rozwiń
Luk
Luk (12 grudnia 2007 o 12:00) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
To prawda, że do fabryki zgłaszają się pracownicy z Opola i okolicznych wiosek. Często po jednym głębszym na odwagę - widziałem to. Oczywiście nie którzy znich mają szansę na nauczenie się fachu karmelarza po roku do dwóch lat szkolenia. Myślę jednak, że dopuszczenie 99% znich do obsługi tej nowoczesnej linii diś po krótkim szkoleniu i bez nadzoru doswiadczonych pracowników spowodowało by jej szybką dewastację. Przykro mi, że nikt nie zauważa iż produkcja cukierków to nie obsługa pilota do TV, której można szybko nauczyć nawet małe dziecko. Podczas rozruchu producenci z Itali postawili warunek, że muszą być obecni najlepsi fachowcy z Lublina bo inaczej to nawet pod ich nadzorem nie będą w stanie niczego pokazać. W tej branży trudno jest znaleźć fachowca - gdyż zawód jest unikatowy, a wyszkolenie średniej klasy karmelarza trwa minimum rok. To że urządzenia są nowoczesne oznacza tylko jedno, że muszą je obsługiwać wyłącznie doświadczeni pracownicy. Osoby z poza pracowników byłej cukrowni w Opolu (większość z nich przeszła krótkie szkolona w Lublinie) mogą jedynie wykonywać prace pomocnicze- a zapotrzebowanie na te prace nie jest duże i pewnie mniejsze niż chętnych o których tak głośno mówi się. Myślę że stąd prawdziwa jest opinia, że brakuje osób do pracy w Opolu. Fabryka powstała zresztą dla byłych pracowników Cukrowni i wydawało się, że jako podległa Lubelskiej Pszczółce nie stanowi zagrożenia pomimo, że popełniono kardynalny błąd decydując się na karmelki a nie inny typ wyrobu, nie licząc się z relacją ilości produkcji do ilości możliwego zbytu tego typu wyrobu (myślę że (1,7 do 2) krotnie większe są łączne możliwości produkcyjne od możliwości zbytu). Jest jeszcze jedna wątpliwość w pierwszej fazie pracy obsługa linii ma być powieżona pracownikom z fabryki cukierków w Lublinie- co wiąże się zograniczeniem produkcji wysoko ocenianego przez konsumentów wyrobu o połowę. Ale i oni choć są doskonałymi fachowcami nie są w stanie wyprodukować na tej linii przez długi czas (zanim opanują technologię włoskich maszyn) cukierków o takich parametrach handlowych jak w Lubelskiej Pszczółce- co może powalić sprzedaż tego wyrobu i załamać lub przy obecnaj konkurencji zniszczyć aktualny rynek odbiorców karmelków z Lublina a wiadomo, że uruchomienie linii musi się wiązać z radykalnym wzrostem sprzedaży - bo jak nie to plajta. Przy tak silnej konkurencji odbudowa utraconego rynku jest mało prawdopodobna.
Reasumując: jeżeli chodzi o pracowników z Opola to pożądane było aby to byli pracownicy zamkniętej cukrowni przyuczeni (choć jeszcze nie wyszkoleni) do pracy przy karmelkach - Ci jednak nie chcieli pracy za takie pieniądze jakie zarabia się w Pszczółce i pobrali wysokie odprawy i odeszli czemu nie można się dziwić. W ich miejsce pojawiają się ludzie, którzy na niespełniają potrzeb fabryki i mogą - bez urazy - za niskie pieniądze jakie płaci ta firma przez określony czas wykonywać prace pomocnicze.
Rozwiń
Anonim z Opola
Anonim z Opola (12 grudnia 2007 o 09:34) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Szkoda tylko, że dziennikarze nie sprawdzili jak wygląda sytuacja w Opolu. To nie prawda, że nie ma chętnych do pracy. Liczba podań kilkakrotnie przekracza liczbę stanowisk. Czy ktoś pofatygował się do Opola i sprawdził jaka jest prawda. Nie. I to ma być rzetelne dziennikarstwo?
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (3)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!