sobota, 21 października 2017 r.

Lublin

Przed szpitalem SPSK 1 leżał bezpiecznie

  Edytuj ten wpis
Dodano: 2 sierpnia 2011, 20:00
Autor: (aj)

Mężczyzn upadł na chodnik tuż pod szpitalem (Maciej Kaczanowski)
Mężczyzn upadł na chodnik tuż pod szpitalem (Maciej Kaczanowski)

SPSK 1 w Lublinie w przesłanym nam dzisiaj piśmie informuje m.in., że obowiązkiem autorki artykułu było udzielenie pomocy mężczyźnie, który stracił przytomność przed wejściem na oddział ratunkowy szpitala i leżał tam aż do przyjazdu pogotowia.

– (…) końcowym etapem udzielania pierwszej pomocy przez świadka zdarzenia powinno być okrycie kocem – pisze m.in. Agnieszka Mikuła-Mazurkiewicz, ordynator Szpitalnego Oddziału Ratunkowego SPSK 1.

Podkreśla też, że dwie pielęgniarki SPSK 1 oceniły stan pacjenta, ułożyły w odpowiedniej pozycji i umożliwiły oddychanie, a na miejsce przyszedł lekarz dyżurny. Ordynator pisze również m.in., że lekarz oddziału ratunkowego może go opuścić tylko jeśli nie zagrozi to pacjentom i tylko, gdy ktoś go zastąpi.

Zobacz pełną treść listu: Ordynator SPSK 1: To dziennikarz powinien udzielić pomocy

Mężczyzna stracił przytomność obok wejścia do szpitala przy ul. Staszica w Lublinie w poniedziałek. Świadkowie wezwali karetkę. Twierdzą, że czekali na nią prawie 15 minut. Według nich pomocy nie chciał udzielić nikt z proszonych o to pracowników szpitala.

– Tego typu zachowanie to skandal – uważa Adam Sandauer, przewodniczący Stowarzyszenia Pacjentów "Primum Non Nocere”. – Nikt tak naprawdę nie miał pewności, czy człowiek leżący na ulicy ma zawał, udar, czy jest w głębokim stanie upojenia alkoholowego. Czy na pewno wszyscy lekarze i pielęgniarki ze szpitala, obserwujący zdarzenie z okien i drzwi, byli aż tak zajęci, by nie móc pomóc?

Głos w sprawie zabrał też Zdzisław Kulesza, dyr. Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Lublinie. – Dyspozytor otrzymał zgłoszenie o 13.24, dwie minuty później karetka wyjechała. O 13.30 zespół ratunkowy był już na miejscu. Pojazd jechał łącznie 4 minuty. Z perspektywy oczekujących czas zawsze się dłuży.

Prawa i obowiązki - komentarz Anny Jasińskiej

Przechodząc obok szpitala w miniony poniedziałek po godzinie 13-tej, zauważyłam nieprzytomnego mężczyznę, który leżał na chodniku, naprzeciw SPSK nr 1 w Lublinie. Wokół niego stało kilka osób, które powiedziały mi, że od kilkunastu minut czekają na przyjazd karetki pogotowia, a nikt z personelu medycznego pobliskiego szpitala nie chce przyjść do chorego, by profesjonalnie udzielić pomocy.

Mężczyzna miał wyczuwalne tętno, nie dawał jednak żadnych innych oznak życia. Stałam blisko, nie wyczułam od niego woni alkoholu. Był blady. Nikt nie wiedział, czy człowiek ten ma zawał, udar, czy też jest w stanie silnego upojenia alkoholowego.

Karetki wciąż nie było. Dlatego zwróciłam się do szpitala, by poprosić o pomoc tamtejszych pracowników. Myślę, że jest to naturalny i ludzki odruch w sytuacji, gdy napotykamy na nieprzytomnego człowieka tuż przed szpitalem, a pomoc nie nadchodzi. Myślę też, że również czymś innym jest bierne obserwowanie sytuacji i robienie zdjęć, co tak ochoczo wykorzystała w swoim piśmie dr Agnieszka Mikuła – Mazurkiewicz, odpisując w imieniu dyrekcji.

Jeden z pracowników szpitala odpowiedział mi, że to pogotowie ma obowiązek wysłać na miejsce pomoc medyczną, w tym wypadku karetkę pogotowia, a lekarze Szpitalnego Oddziału Ratunkowego SPSK nr 1 nie mają prawa zareagować.

W tym samym czasie część tzw. białego personelu obserwowała zajście z okien szpitala. Widziałam, jak lekarze i pielęgniarki stali na schodach przed wejściem do SPSK 1. Na moich oczach nikt z nich nie zbliżył się do chorego. I trudno podejrzewać, że lekarze i pielęgniarki stali wtedy przy łóżkach pacjentów szpitala, żeby ratować ich życie lub zdrowie.

Tego samego dnia skierowałam do dyrekcji szpitala pytanie o to, jak w takiej sytuacji powinien zachować się lekarz szpitala, w pobliżu którego leży człowiek w stanie zagrażającym życiu lub zdrowiu.

Następnego dnia dr Agnieszka Mikuła – Mazurkiewicz w imieniu dyrekcji odpisała, że lekarz powinien wówczas pozostać na swoim stanowisku pracy. Stwierdziła też, że to ja powinnam udzielić pomocy nieprzytomnemu mężczyźnie, licząc się z poniesieniem konsekwencji karnych w przypadku, jeśli tej pomocy nie udzielę. "Końcowym etapem udzielania pierwszej pomocy przez świadka zdarzenia powinno być okrycie kocem” – dodała pani ordynator. " (…) W związku z powyższym czy dziennikarz Dziennika Wschodniego za zaniechanie udzielania pierwszej pomocy z artykułu 164 i 162 kodeksu karnego, poprzez wykonywanie zdjęć i bierne oczekiwanie na karetkę, a nie wykonywanie powyższych czynności, nie powinien być pociągnięty do odpowiedzialności karnej?” – pyta dr Mikuła – Mazurkiewicz.

Myślę, że widok lekarzy i pielęgniarek, obserwujących biernie całe zajście ze szpitalnych okien w roli gapiów jest dużo bardziej niebezpieczny i zastanawiający, niż widok kilku przypadkowych przechodniów próbujących udzielić, być może niezgodnie ze sztuką, ale jednak pierwszej pomocy człowiekowi, który traci przytomność na ulicy.

Okazało się, że mężczyzna, który zasłabł, był w stanie upojenia alkoholowego. To potwierdził jednak dopiero zespół ratunkowy karetki pogotowia. Gdyby miał zawał lub udar, być może nie przeżyłby do czasu, kiedy nadeszła pomoc. Przerażające jest to, że nie otrzymał jej od osób ze szpitala przy ul. Staszica, które przez kilka bądź kilkanaście lat było szkolonych w kierunku niesienia pierwszej pomocy. Pani ordynator powołuje się na przepisy karne i procedury, ale w jej reakcji zabrakło najważniejszego - zwykłego ludzkiego odruchu.

Stracić przytomność przy szpitalu tym lub innym, z takiego bądź innego powodu, mógł każdy z nas. Sugerując się odpowiedzią dr Agnieszki Mikuły – Mazurkiewicz pozostaje trzymać kciuki, by nigdy nie upaść w pobliżu szpitala. Szczególnie tego przy ul. Staszica.

Anna Jasińska
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
ania kępa
elwira
ania kępa
(38) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

ania kępa
ania kępa (4 sierpnia 2011 o 12:05) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='elwira' timestamp='1312441731' post='510694']
Ale wtedy, mam nadzieję, kto inny będzie już ordynatorem tego szpitala, a personel będzie cechowała - poza fachowością - zwykła empatia. Rozumiem, że ty przeniesiesz się do tych szpitali klinicznych...
[/quote]


Do szpitali się nie przenosi , zmieniasz sobie lekarza rodzinnego , leczyć możesz się w każdym kraju UE jeżeli cie na to stać .Nikt cię nie zmusza do leczenia się w tym szpitalu masz do wyboru kilka innych i dlaczego oceniasz pracę ludzi tego szpitala na podstawie jednego przypadku , szpitale przyjmują dziennie po kilkadziesiąt pacjentów jakoś gazety nie pękają od artykułów o źle udzielonej pomocy .Piszesz o empatii , nigdy nie byłaś na żadnej Izbie Przyjęć nawet 5 min a oceniasz .
Rozwiń
elwira
elwira (4 sierpnia 2011 o 09:08) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ale wtedy, mam nadzieję, kto inny będzie już ordynatorem tego szpitala, a personel będzie cechowała - poza fachowością - zwykła empatia. Rozumiem, że ty przeniesiesz się do tych szpitali klinicznych...
Rozwiń
ania kępa
ania kępa (3 sierpnia 2011 o 21:59) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='elwira' timestamp='1312355163' post='510351']
To bardzo smutne, gdy pod szpitalem można umrzeć pod "czujnym okiem" obojętnego, chorego na znieczulicę białego personelu, a pani ordynator okazuje się być zatwardziałym urzędnikiem, dla którego najważniejsze są przepisy. Jakoś nie widzę tu miejsca dla pacjenta. Idąc tokiem rozumowania urzędniczego, lekarzowi nie wolno odstąpić od łóżka pacjenta, więc przy szpitalnych schodach człowiek może leżeć. Rozumiem, że szpital nie ma żadnego lekarza dyżurnego, ani pielęgniarek, którzy zajęliby się potrzebującym pomocy spoza oddziału. Ktoś napisał, że byłoby głośno, gdyby "marnowano czas" przy jakimś pijaczku, a szpitalny pacjent zostałby pozostawiony samemu sobie. Ciekawi mnie jak rozwiązana jest sprawa, gdy lekarza potrzebuje kilku pacjentów naraz? Czekają cierpliwie, aż lekarz "kolejno" do nich trafi, a pozostały personel przygląda się biernie, bo akurat dyżuruje gdzie indziej? Urzędnicy stworzyli coś, co jest zupełnie niezgodne z etyką zawodu medyka, chyba że z góry założyli, że dziś pacjentami zajmują się same cyborgi, pozbawione zupełnie empatii. Po przeczytaniu tego artykułu nasunęły mi się wnioski, że jeśli nie mam przy sobie koca, to skupisko ludzkie mijam z daleka, by nie złamać przepisu o braku udzielenia pomocy, a jeśli zdarzyłoby mi się zasłabnąć lub zachorować, to ostatkiem sił będę broniła się przed przewiezieniem do PSK1. A kiedyś słyszałam takie zdanie, że pieniądz miał płynąć za pacjentem... Szkoda, że był to też tylko taki urzędniczy pomysł, bo dziś pacjent mógłby sam sobie wybierać lekarza i nie byłby złem koniecznym...Tylko czy wtedy istniałby jeszcze PSK1?
[/quote]

będzie istniał i będziesz za to dziękować , przyjdzie czas że za leczenie będziesz bulić ogromne pieniądze a szpitale kliniczne zostaną bidulami przyjmującymi za fri i wtedy nie będzie ci to przeszkadzać
Rozwiń
jan
jan (3 sierpnia 2011 o 21:24) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Gdyby tak np. przed szpitalem szanowną panią ordynator potrącił samochód, czy cały personel szpitala łącznie z zastępcą ordynatora nie reagowałby, czekając na karetkę i powołując się na prawo? Oczywiście nie jestem zwolennikem
udzielania pomocy menelom, ale mogło się to przytrafić każdemu innemu człowiekowi chociażby cukrzykowi.
Rozwiń
gość
gość (3 sierpnia 2011 o 21:23) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
ZAPRASZAM CHĘTNYCH ZWŁASZCZA UCZESTNIKÓW TEGO FORUM DO SPOTKANIA SIĘ NA STASZICA . POŁOŻYMY SIĘ POD SZPITALEM W PROTEŚCIE AAAAAAAAA OSOBY TRZEŹWE ZOSTAJĄ W DOMU BY KTOŚ TO RELACJONOWAŁ. ZAPRASZAM PANIĄ REDAKTOR KUPIE WINKO PO DRODZE .
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (38)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!