środa, 18 października 2017 r.

Lublin

Przyjęli go na studia, których nie ma. Student z Ukrainy skarży się na UMCS

  Edytuj ten wpis
Dodano: 23 listopada 2011, 18:30
Autor: MB

– Ostatnio, w odpowiedzi na mój list-skargę, zaproponowano mi "skreślenie z listy studentów” – mówi
– Ostatnio, w odpowiedzi na mój list-skargę, zaproponowano mi \"skreślenie z listy studentów” – mówi

Zostałem omyłkowo przyjęty na studia, które – jak się okazało – nie istnieją. Wtedy zaczęły się moje kłopoty – napisał do nas Igor, który chciał w Lublinie robić doktorat. – Został przyjęty na własną odpowiedzialność i wiedział, co go czeka – odpowiada uczelnia.

– Jestem obywatelem Ukrainy przyjętym w zeszłym roku przez Europejskie Kolegium Polskich i Ukraińskich Uniwersytetów na studia doktoranckie na UMCS – czytamy w liście, który przyszedł do naszej redakcji w środę. Igor miał robić doktorat z psychologii, choć uniwersytet takich studiów nie prowadzi.

– Musiałem przyjeżdżać kilka razy na rozmowy z profesorami innych fakultetów z prośbą o przyjęcie. Żadnej pomocy w tej sprawie kolegium mi nie okazało. Znalazłem się w sytuacji całkowitego braku informacji – żali się Igor.

– To nieprawda – odpowiada dr Aleksy Kucy, dyrektor Centrum Europy Wschodniej UMCS, które przejęło doktorantów od zlikwidowanego w maju tego roku EKPiUU. – Ten student był o wszystkim poinformowany. Uprzedziliśmy go, że nie ma takich studiów, ale on koniecznie chciał robić doktorat z psychologii – podkreśla Kucy. – Został więc przyjęty na studia pedagogiczne. A robienie doktoratu było uzależnione od promotora i władz wydziału. Student zgodził się na własną odpowiedzialność.

To jednak nie koniec kłopotów Igora. – Zostałem przyjęty na studia w drugiej połowie pierwszego semestru. W ten sposób byłem zmuszony przenieść część zajęć z pierwszego semestru na drugi – opowiada. – W drugim semestrze prawdopodobnie zgubiono w dziekanacie moje podanie o zamianie godzin wykładów na godziny hospitacji, w związku z czym te zajęcia nie zostały zaliczone. Mimo, że przyjeżdżałem na nie regularnie przez cały semestr.

– Zajęty rozwiązywaniem tych problemów nie zdążyłem zdać jednego egzaminu. Profesor już od 22 czerwca był na urlopie. Choć wcześniej dostałem informacje, że sesja trwa do końca czerwca – dodaje Igor. – Do dziś jestem zdezorientowany. Mam wrażenie, że jestem tylko przeszkodą w jakiejś bardzo ważnej pracy, którą wykonują panowie biurokraci.

– Nie ma żadnej możliwości rozwiązania takich sytuacji przez korespondencję internetową, ponieważ na wielką część swoich pytań i próśb nie dostaję żadnej odpowiedzi – podkreśla student. – A w rozmowach z pracownikami na niektóre pytania dotyczące toku studiów dostawałem odpowiedzi: "nie wiem, niech pan się dowie”.

– Centrum Europy Wschodniej formalnie przejęło doktorantów od EKPiUU, ale praktycznie nasza rola ogranicza się teraz do pośrednictwa w wypłacaniu stypendiów – tłumaczy Aleksy Kucy. – Organizację studiów doktoranckich przejęły wydziały i dziekanaty.

Igor odczuł to na własnej skórze. – Ostatnio, w odpowiedzi na mój list-skargę, zaproponowano mi "skreślenie z listy studentów” – mówi. – Po takiej "propozycji” czuję się faktycznie okłamany przez uniwersytet.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Anna Bella
A jak było naprawdę?
Karina
(8) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Anna Bella
Anna Bella (24 listopada 2011 o 08:29) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Doktorantów na uniwersytecie od lat traktuje się jak tanią siłę roboczą do obsadzania nieatrakcyjnych przedmiotów z pierwszymi latami studiów. Oferta wykładów, na które doktorant musi uczęszczać, jest na ogół żenująca. Stypendia praktycznie nie istnieją, natomiast wymaga się dyspozycyjności wobec uniwersytetu, co utrudnia pracę zarobkową - przecież doktorant nie żyje powietrzem. Przepływ informacji - kuleje; na ogół o odwołanych wykładach nikt nie informuje, przez co traci się czas, który mógłby zostać poświęcony na pracę naukową lub zarobkową. Polecam tylko ludziom o mocnych nerwach.
Rozwiń
A jak było naprawdę?
A jak było naprawdę? (24 listopada 2011 o 08:08) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A prawda jak zwykle, leży po środku. Jak się podejmuje drugie studia w Warszawie i nie ma się ani czasu ani ochoty chodzić na wszystkie zajęcia przewidziane planem studiów w Lublinie, to potem nic dziwnego, że pod koniec roku akademickiego uczelnia skreśla uczestnika studiów doktoranckich, który nie zrealizował programu studiów z przyczyn leżących po swojej stronie, tym bardziej że nie chodzi tutaj o 1 przedmiot a o 3 niezaliczone przedmioty. Zamiast bawić się w pisanie podań, wystarczyło regularnie realizować program studiów i zaliczyć rok. A tak jak ktoś zamiast się uczyć pisze podania to jest sam sobie winien sytuacji w jaką się wpakowuje a biurokracja nie ma tutaj nic do rzeczy. Litości, czy uczestnik studiów doktoranckich nie wie jakie ma prawa i obowiązki? Nie czyta regulaminu studiów? Ma zaliczyć przedmiot i nie jest w stanie umówić się na zaliczenie bo czeka z tym do ostatniej chwili? To nie jest piaskownica, to są studia doktorancie i pewien poziom jest wymagany. Tutaj nikt nikogo za rączkę nie będzie prowadził, wymagana jest własna inicjatywa doktoranta i podstawowa zaradność. To, że ktoś jest z Ukrainy nie znaczy, że będzie taktowny ulgowo w porównaniu z Polakami. Wszystkich obowiązują takie same reguły gry. To nie jest bimbanie sobie z roku na rok, i pisanie podań zamiast nauki! To są poważne studia doktoranckie!
Rozwiń
Karina
Karina (24 listopada 2011 o 07:54) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Pechowy wydział ten PiP.
Próbowałam się tam dostać na drugi kierunek. Mimo, że za pierwszym razem przyjęli mnie normalnie z rekrutacji, potem zasady się zmieniły i okazało się nagle, że w rekrutacji nie mam szans. Od pani w dziekanacie usłyszałam wyrzut, że dlaczego ja to robię? Przecież biorąc się za drugi kierunek zajmuję miejsce młodszym, a każdemu się w końcu należy miejsce na jakiś studiach!
Być może dziekan ds studentów byłby bardziej pomocny, ale nigdy nie udało się go zastać (nie tylko ja czekałam na niego w kolejce) w godzinach pracy, a w trakcie zajęć - zawsze argumentował, że teraz jest wykładowcą, a nie dziekanem.

Właściwie to dzięki oporowi tej materii dziekanatowej i administracyjnej udało mi się wyleczyć ze studiów humanistycznych i teraz przynajmniej mam satysfakcję z wykonywanej pracy

Pozdrawiam nieugięty dziekanat, w którym przez pół roku nic nie udało mi się załatwić ani uzyskać informacji jak to załatwić
Igorowi polecam zmianę kierunku
Są na tym uniwerku sprawniej działające dziekanaty z lepiej poinformowaną kadrą!
A i studia doktoranckie na tych wydziałach coś znaczą. PiP jest akurat w samym ogonie krajowych rankingów wydziałów psychologii.
Rozwiń
jubus
jubus (24 listopada 2011 o 07:44) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Użytkownik marcel ma chyba jakieś przejścia w Holandii, Anglii czy RFN, gdzie potraktowano go jak "polskie ścierwo" i słusznie.
A przypadek ten pokazuje po raz kolejny, że Lublin to Ukraina, a nie Europa. Dzicz urzednicza, dzicz mentalnościowa, chamstwo, brak obycia z ludźmi o innym wyglądzie, poglądach politycznych, światopoglądzie czy obywatelstwie. Na szczęście jest coraz więcej ludzi normalnych, ale na UMCS jak widać takich mało.
Rozwiń
D.
D. (24 listopada 2011 o 02:10) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ha ha, na PB jest tak samo
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (8)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!