sobota, 16 grudnia 2017 r.

Lublin

Radawiec: Poszkodowani w wypadku szybowca czują się coraz lepiej

  Edytuj ten wpis
Dodano: 2 sierpnia 2009, 09:14

To zaplątana w stery lina wyciągarki spowodowała upadek szkoleniowego szybowca na lotnisku w Radawcu pod Lublinem. Na szczęście, w niedzielę stan obu pilotów się poprawił.

"Bocian” wystartował z lotniska w Radawcu z dwiema osobami na pokładzie w sobotę ok. godz. 9 rano. W środku siedzieli 39-letni instruktor z Aeroklubu Lubelskiego i jego 17-letni uczeń z woj. warmińsko-mazurskiego. Mieli ćwiczyć manewr lądowania pod wiatr. Startowali ciągnięci przez wyciągarkę, czyli urządzenie znajdujące się po drugiej stronie lotniska nawijające linę na bęben. Jej drugi koniec jest zaczepiony do szybowca.

Tuż po starcie, na wysokości ok. 100 metrów, szybowiec zaczął spadać i roztrzaskał się o ziemię. Mężczyźni przeżyli, ale w ciężkim stanie trafili do szpitali w Lublinie. – Obaj przeszli już operacje – powiedział nam wczoraj Jacek Deptuś z lubelskiej policji.

Stan instruktora lekarze określali jako średnio ciężki. Mężczyzna był już w niedzielę przytomny i samodzielnie oddychał. Z kolei stan 17-latka był określany jako dobry. Uczestnik kursu szybowcowego również był przytomny.

Eksperci z Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych po rozmowach z innymi uczestnikami kursu i oględzinach szybowca stwierdzili, że bezpośrednią przyczyną wypadku było zaplątanie się liny wyciągającej na jego skrzydle. W ten sposób zablokowały się lotki i pilot stracił kontrolę nad szybowcem.



– W stanach awaryjnych pierwszą czynność, którą się wykonuje, jest odłączanie liny. I to zostało uczynione. Natomiast jak lina znalazła się na skrzydle, to jest w tej chwili gdybanie. Na więcej informacji trzeba poczekać jeszcze parę dni – powiedział Andrzej Pussak z komisji.

Jej wstępny raport ma być znany najpóźniej za 30 dni. Na ostateczny być może trzeba będzie poczekać jeszcze dłużej.

Dyrektor Aeroklubu Lubelskiego nie chciał rozmawiać na temat wypadku.

Grzegorz Sobczak, redaktor naczelny "Skrzydlatej Polski”

Szybowce – może paradoksalnie – są bezpieczniejsze od samolotów. W nich najwięcej kłopotów sprawiają awarie silnika, którego w szybowcu nie ma. Im zdarzają się, co prawda, lądowania w przygodnych terenach, ale w 90 proc. kończą się bezpiecznie. Ale jeśli już dochodzi do wypadku to często właśnie podczas startu z wyciągarką.

W tym konkretnym przypadku trudno się wypowiadać, nie znając szczegółów. Ale przypuszczam, że mogło dojść do utraty ciągu przez wyciągarkę. Wtedy lina mogła się obluzować i zawinąć
na skrzydle.

wspł. Łukasz Minkiewicz



  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Kolega-pilot
pc
pc
(3) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Kolega-pilot
Kolega-pilot (3 sierpnia 2009 o 22:45) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Przykre jest to co nastąpiło w trakcie lotów szkolnych w Radawcu..Mariusz F. o pogodnym charakterze i przy tym świetny pilot.Po własnej analizie wypadku sugeruję by zdejmować spadochronik z końca liny wyciągarkowej w tym zadaniu.Owszem będzie się plątać,ale lepiej rozplątać wielokrotnie linę niż ratować życie pilotów.Cwiczenie sytuacji niebezpiecznej,czasem staje się faktyczną sytuacją niebezpieczną.Stało się tak w wypadku wojskowej BRYZY i 2 pilotów z grupy akrobacyjnej Żelazny na Moravie. Taka jest polska szkoła latania.W innych krajach czasem poprzestaje się na pouczeniu jak postępować w sytuacji niebezpiecznej,ale lepsze jest nauczenie młodego pilota postępowania w silnym stresie i deficycie czasu.Mamy potem pewność że uczeń-pilot poradzi sobie w podobnej sytuacji.Tak jak nie da się trwale nauczyć wyprowadzania z korkociągu- nie wykonując go. Uczeń-pilot postępował prawidłowo:po ustaniu ciągu w konfiguracji uniesionej maski szybowca nad horyzont,wyczepił linę i jednocześnie zabezpieczył prędkość oddając drążęk sterowy "od siebie", nieco za wcześnie rozpoczął zakręt o 180 stopni.Skrzydło zataczające krąg w dużum opadaniu zaczepiło wolno opadającą linę wyciągarkową ze spadochronikiem.W tym momencie instruktor Mariusz F. przejął stery usiłując uwolnić linę zakleszczoną między lotką a skrzydłem szybowca Bocian.Wyciągarkowy postępuje zgodnie z procedurą awaryjną i tnie linę.Lina swym ciężarem i oporem aerodynamicznym obraca szybowiec względem osi podłużnej i pionowej odchylając go,jednocześnie uniemożliwa kontrę lotką blokując jej wychylenie.Jedynie co instruktor-pilot Mariusz F. może zrobić wykonuje:zabezpiecza prędkość i stara się wyprowadzić z nurkowania.Niestety okoliczność zakleszczenia liny i skutki tym wywałane powodują nieuchronne rozbicie szybowca.Przyczyna wypadku z grupy : Inny. Zalecił bym demontaż spadochronika liny wyciągarkowej w lotach na to zadanie.Wówczas szybko opadająca lina wyciągarkowa nigdy nie zaczepi się za skrzydło szybowca.Podobna sytuacja wystąpiła kilka lat wstecz na lotnisku Radawiec w locie instruktora Marka Z.Wtedy nie doszło do zakleszczenia liny,która ześlizgnęła się po krawędzi spływu lotki.
Rozwiń
pc
pc (3 sierpnia 2009 o 08:50) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
i jeszcze jedno: lądowanie pod wiatr to normalne lądowanie i nie jest jakoś szczególnie wyodrębnione w programie szkolenia (po prostu ćwiczy się je przy każdym starcie). Odrębnie ćwiczy się natomiast lądowanie Z wiatrem
Rozwiń
pc
pc (3 sierpnia 2009 o 08:43) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Co za głąb z tego redaktora. Skoro ćwiczyli awaryjne przerwanie ciągu i lądowanie z wiatrem to raczej nie dziwne, że wyciągarka "nagle straciła moc" - na tym w końcu polega to ćwiczenie. Bardziej prawdopodobne jest to, że po wyczepieniu za bardzo oddał drążek i dogonił spadochronik z liną. (przy normalnym ciągu jest to raczej niemożliwe ale przy awaryjnym się zdarza)
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (3)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!