sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Lublin

Rekordowa kontrola w oświacie. Miasto chce zwrotu 3 mln zł

Dodano: 14 lipca 2013, 16:32
Autor: Dominik Smaga

Zwrotu 3 mln zł dotacji żąda Lublin od spółki prowadzącej w mieście 12 szkół. Będzie też walczyć o pieniądze wydane przez właściciela przedszkola m.in. w hotelu w Chorwacji i zakupy w perfumeriach

Zdecydowana większość dotacji na prowadzenie szkół łódzkiej spółki COSINUS poszło nie na same szkoły, ale na utrzymanie spółki.

To wniosek kontrolerów lubelskiego Ratusza, którzy sprawdzali, na co szły pieniądze z miejskiej dotacji na 2010 r. Była to kwota 3 mln zł, z czego Ratusz nie podważa wydatku tylko 671 tys. zł. Resztę chce odzyskać z odsetkami, co daje razem 3 mln zł.

– To rekordowa kwota – przyznaje Anna Morow, dyrektor Wydziału Audytu i Kontroli w Urzędzie Miasta w Lublinie.

Co było nie tak?

COSINUS pobierał dotacje na swoje konto, a powinien na rachunki szkół. Pieniądze były później transferowane między placówkami, ale to Ratuszowi nie wystarcza, by uznać, że wszystko odbyło się prawidłowo. Urząd kwestionuje też m.in. wydatki na reklamę, czy utrzymanie biura w Lublinie.

COSINUS pokazał kontrolerom dokumenty, z których wynika, że pokrył z dotacji wydatki na kwotę o 91 tys. zł wyższą od faktycznie otrzymanych pieniędzy.

Próbowaliśmy uzyskać komentarz w łódzkiej centrali spółki. – Proszę rozmawiać z departamentem prawnym – ucina pytania Agnieszka Pietrzak, odpowiedzialna za kontakty z mediami asystentka właściciela. – Nie będzie komentarza – usłyszeliśmy w dziale prawnym.

Hotel Mariott, perfumerie, hipermarkety

Sprawa jest rekordowa, ale jedna z wielu. Ratusz chce m.in. odzyskać prawie 230 tys. zł od właściciela przedszkola "Mali Odkrywcy”. Chodzi o dotacje na rok szkolny 2009/10 i 2010/11.

Ratusz znalazł m.in. wydatki w różnych restauracjach, hotelu Mariott, perfumeriach Uroda i Sephora, salonie fryzjerskim, pałacu i stajni w Chlewiskach, myjni samochodowej i hipermarketach. A nawet hotelu w Chorwacji.

Na długiej liście są również wypłaty z bankomatu i przelewy bankowe. – Wśród nich przelewy na rzecz osób fizycznych, gdzie nazwisko się powtarza, a różne są imiona.

Prokurator nie widzi problemu

Magistrat sam powiadomił o tej sprawie prokuraturę. Tymczasem śledczy… właśnie umorzyli śledztwo. – Nie stwierdziliśmy znamion czynu zabronionego – stwierdza Jadwiga Nowak, szefowa Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ. – Nie zgromadziliśmy dowodów na to, że pieniądze przeznaczono na inny cel, niż związany z przedszkolem.

Ratusz nie zgadza się z taką oceną sytuacji i zamierza walczyć dalej. – Potwierdzam, że przygotowujemy zażalenie na decyzję prokuratury – mówi Morow.

Czytaj więcej o:
Zyga
kolega
jo
(6) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Zyga
Zyga (26 lipca 2013 o 20:53) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Peowsko-peeselowska rzeczywistość jest antypolska - ma ktoś jeszcze wątpliwości?

Nikt nie ma żadnej wątpliwośći, ale co z chó jami  z komunistycznymi zrobić

Rozwiń
kolega
kolega (26 lipca 2013 o 17:54) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Niepubliczne przedszkola i szkoły to dziś najszybszy sposób zarobienia sporych pieniędzy ze względu na fatalną ustawę o systemie oświaty. Sposób wykorzystania dotacji jest w zasadzie nieweryfikowalny. Kibicuję Urzędowi Miasta w ich działaniach. Ale obawiam się, że ze względu na wspaniałą ustawę o systemie oświaty niestety zarzut nie utrzyma się w postępowaniu administracyjnym. Podobna sytuacja jest w innych miastach. Dziś wystarczy nie wpuścić kontroli, a kontrola nic nie może uczynić ze względu na przepisy. Adresatem uwag dotyczących pomysłu na dotowanie niepublicznej oświaty powinno być MEN. Organy ściągania są zawiadamiane ale chyba nie wiedzą co z tym zrobić, bo jednak brakuje im szerszego spojrzenia na problem, a może trochę i wiedzy o skutkach takiego działania organów prowadzących te placówki... (chociaż to tylko przypuszczenia).

Przykład hipotetyczny (niedotyczący podmiotu wskazanego w artykule):

Jeden organ prowadzący ma wiele placówek w kraju i transferuje środki z dotacji pomiędzy placówkami, wówczas nie ma możliwości - bez kontroli kompleksowej - ocenić gdzie się podziały środki i co z nich zostało wytransferowane do organu prowadzącego. Może być też tak, że np. dotującemu przedłożona będzie faktura na zakup usługi X świadczonej dla kilku placówek, przy czym faktura ta będzie "rozliczona" w całości w każdym organie dotującym. 

A żaden organ dotujący nie skontroluje tego całościowo (kompleksowo) - może tylko swoją dotację zweryfikować i nie może ustalać czy dana faktura została "rozliczona" w innym mieście.  

Dlatego brawo dla UM, bo chyba jest jednym z nielicznych w kraju dotujących którzy przynajmniej próbują odzyskać pieniądze.

kolega/koleżanka z kontroli? pozdrawiam z karłowicza

Rozwiń
jo
jo (15 lipca 2013 o 11:43) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Oj głuptaski, przecież to przedszkolaki były w Mariottcie, na Chorwacji i robbły zakupy w drogich perfumeriach!

Rozwiń
neo
neo (15 lipca 2013 o 11:30) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Niepubliczne przedszkola i szkoły to dziś najszybszy sposób zarobienia sporych pieniędzy ze względu na fatalną ustawę o systemie oświaty. Sposób wykorzystania dotacji jest w zasadzie nieweryfikowalny. Kibicuję Urzędowi Miasta w ich działaniach. Ale obawiam się, że ze względu na wspaniałą ustawę o systemie oświaty niestety zarzut nie utrzyma się w postępowaniu administracyjnym. Podobna sytuacja jest w innych miastach. Dziś wystarczy nie wpuścić kontroli, a kontrola nic nie może uczynić ze względu na przepisy. Adresatem uwag dotyczących pomysłu na dotowanie niepublicznej oświaty powinno być MEN. Organy ściągania są zawiadamiane ale chyba nie wiedzą co z tym zrobić, bo jednak brakuje im szerszego spojrzenia na problem, a może trochę i wiedzy o skutkach takiego działania organów prowadzących te placówki... (chociaż to tylko przypuszczenia).

Przykład hipotetyczny (niedotyczący podmiotu wskazanego w artykule):

Jeden organ prowadzący ma wiele placówek w kraju i transferuje środki z dotacji pomiędzy placówkami, wówczas nie ma możliwości - bez kontroli kompleksowej - ocenić gdzie się podziały środki i co z nich zostało wytransferowane do organu prowadzącego. Może być też tak, że np. dotującemu przedłożona będzie faktura na zakup usługi X świadczonej dla kilku placówek, przy czym faktura ta będzie "rozliczona" w całości w każdym organie dotującym. 

A żaden organ dotujący nie skontroluje tego całościowo (kompleksowo) - może tylko swoją dotację zweryfikować i nie może ustalać czy dana faktura została "rozliczona" w innym mieście.  

Dlatego brawo dla UM, bo chyba jest jednym z nielicznych w kraju dotujących którzy przynajmniej próbują odzyskać pieniądze.

Rozwiń
Iwona...
Iwona... (15 lipca 2013 o 08:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Peowsko-peeselowska rzeczywistość jest antypolska - ma ktoś jeszcze wątpliwości?

Jedyną wątpliwość może budzić stan przygotowania zawodowego Twojego psychiatry….

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (6)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!