wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Lublin

Rencista z Lublina chce zbankrutować

Dodano: 14 kwietnia 2009, 21:02

Pan Zdzisław ma prawie 20 tys. złotych długu. Zamierza zostać pierwszym na Lubelszczyźnie prywatnym bankrutem. Złożył do sądu wniosek o ogłoszenie tzw. upadłości konsumenckiej.

- A co mam robić? Czekać aż się znajdę pod mostem? - załamuje ręce 70-letni rencista z kamienicy w centrum Lublina. O upadłości usłyszał w telewizorze. Kupionym na raty. Jak większość sprzętów w jego mieszkaniu.

Dzięki ratom kupił maszynę do szycia, wersalkę, węgiel. - Mieliśmy z żoną renty z tzw. starego portfela - opowiada. - Inaczej niż na raty nie dało się kupować.

Banki chętnie dawały pożyczki. Wystarczyło pokazać decyzję o przyznaniu renty. Potem przysyłały karty kredytowe. Także na żonę pana Zdzisława. I to nawet wówczas, kiedy już nie żyła. Jeden kredyt trzeba było spłacać następnym. To co zostawało, szło na opłaty.

- Jak brałem w banku pieniądze, od razu pytałem, ile trzeba będzie oddać. Ale nikt mi nie mówił - ciągnie dalej pan Zdzisław. - To było gdzieś napisane drobnym drukiem, że przez lupę nie dało się przeczytać.

I tak okazało się, że z 7 tysięcy kredytu zrobiło się 20 tysięcy, spłaconych nową pożyczką.

Dzisiaj pan Zdzisław ma prawie 650 zł renty. Ostatnio dostał 30 zł podwyżki. Kamienica z jego mieszkaniem przeszła w prywatne ręce. I od razu czynsz skoczył o 200 zł. Do prawie 400. Na prąd, gaz i leki zostaje tylko 250. - I jak tu spłacać kredyt? - pyta rencista.

A banki nie popuszczą ani złotówki. Upominają się o swoje. Na stole, półkach leżą wezwania do zapłaty. Bank potrafił się upomnieć nawet o jeden grosz, który brakował do spłaty pożyczki.

Jak pan Zdzisław wyobraża sobie bankructwo? - Chcę, żeby mi w sądzie umorzyli długi - mówi. - Nie mam z czego spłacać. U mnie nie ma co spieniężyć.

Sąd wezwał pana Zdzisława do przysłania spisu wierzycieli. Rencista oblicza, że z paru kart kredytowych i pożyczek zostało mu do spłacenia jakieś 20 tysięcy złotych. Ma też dosłać do sądu wykaz swojego majątku i jego szacunkową wartość.

Potem sąd zdecyduje, czy spełnia warunki, by zostać bankrutem. Musi udowodnić, że niewypłacalny stał się na skutek wyjątkowych i niezależnych od siebie okoliczności, np. z powodu długotrwałej choroby.

- Taki człowiek może rozpocząć życie od nowa, ale dopiero po poniesieniu pewnych konsekwencji określonych przez sąd, który ustala warunki upadłości - mówi Małgorzata Cieloch, rzecznik Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Bo upadłość oznacza spieniężenie majątku dłużnika, żeby spłacić jego długi. Jeśli tych pieniędzy zabraknie, sąd wyznaczy pięcioletni okres spłaty z bieżących dochodów dłużnika. Nie będzie on miał na karku wierzycieli i komorników, ale w tym czasie nie zaciągnie nowych pożyczek i nic nie kupi na raty.

W efekcie - mimo ogłoszenia upadłości - i tak będzie musiał dług oddać.
Czytaj więcej o:
Nibita
KRETYTOBIORCY
Irek
(3) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Nibita
Nibita (15 kwietnia 2009 o 10:22) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Nabili Cię? Nie daj się! ---> www.nabiciwPKO.pl <---
Rozwiń
KRETYTOBIORCY
KRETYTOBIORCY (15 kwietnia 2009 o 08:00) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
PAN W WIEKU 70 LAT POWINIEN BYC MĄDRY I ROZSĄDNY I WIEDZIEĆ ŻE KAŻDY KREDYT TRZEBA SPŁACIĆ Z ODSETKAMI.A TERAZ NARZEKA ŻE MUSI SPŁACAĆ ?
Rozwiń
Irek
Irek (15 kwietnia 2009 o 00:29) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Na Lubelszczyźnie mamy już jednego tego rodzaju bankruta
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (3)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!