wtorek, 24 października 2017 r.

Lublin

Ryczące quady i motocykle na torze. Tuż za oknem

  Edytuj ten wpis
Dodano: 5 czerwca 2012, 18:20
Autor: Paweł Puzio

Ten tor zamienił moje życie w koszmar – mówi Katarzyna Szmulska. (Jacek Świerczyński)
Ten tor zamienił moje życie w koszmar – mówi Katarzyna Szmulska. (Jacek Świerczyński)

Przy ulicy Mełgiewskiej w Lublinie powstał tor motocrossowy. W sąsiedztwie domu Katarzyny Szmulskiej. Wtedy zaczął się koszmar.

Mój wujek sprzedał teren za naszym domem pewnemu przedsiębiorcy ze Świdnika. Zaraz potem przyjechały spychacze i zrobiły tam tor motocrossowy. Gdy tylko pogoda jest znośna, ludzie zjeżdżają tu motocyklami i quadami. Huk jest taki, że nie można otworzyć okna – opowiada Katarzyna Szmulska.

Tak jest od kilku miesięcy. Pani Katarzyna wielokrotnie prosiła o pomoc policję i Straż Miejską. – Przyjeżdżali, upominali i odjeżdżali. A motocrossowcy i quadowcy w zemście jeździli mi na pełnym gazie pod oknami. Wielokrotnie prosiłam o interwencję urzędników lubelskiego Ratusza. I nic – dodaje Szmulska.

– Jeżeli właściciel terenu chce zorganizować zawody na prywatnej działce, to ma do tego prawo. A Straż Miejska może interweniować, gdy zakłócana jest cisza nocna, czyli po godzinie 22 – informuje Joanna Bobowska z biura prasowego w Kancelarii Prezydenta Lublina.

Według polskiego prawa, organizator zawodów musi starać się o zezwolenie na ich organizację tylko wtedy, gdy jest to impreza masowa (powyżej 300 osób w pomieszczeniu zamkniętym lub 1000 w plenerze). – W przypadku mniejszych imprez nie ma obowiązku uzyskiwania pozwoleń – tłumaczy Bobowska. I dodaje: Jeśli zachodzi obawa, że mieszkańcy zostaną narażeni na hałas o poziomie zagrażającym zdrowiu lub jakości życia, mogą wystąpić z wnioskiem o pomiar natężenia hałasu i wydanie opinii w tej sprawie przez Wydział Ochrony Środowiska. W przypadku zawodów, które odbyły się na ul. Mełgiewskiej, nie było takiego wniosku – dodaje.

Katarzyna Szmulska zwróciła się do Wydziału Ochrony Środowiska z prośbą o pomiar hałasu. – Usłyszałam, że takiego toru nie ma w ewidencji, więc nie mogą mierzyć hałasu. A kiedy odbywają się zawody, czyli w weekendy, oni nie pracują i też nie mogą dokonać pomiarów. Zostałam sama z tym problemem. Co mam dalej robić? – pyta lublinianka.

Prawnicy nie mają wątpliwości, że interesy Szmulskiej są naruszone. – Pani Katarzyna może wystąpić na drogę sądową z pozwem o zaniechanie tzw. immisji, czyli oddziaływań z nieruchomości sąsiednich. Może również spróbować zainteresować sprawą inspekcję nadzoru budowlanego – ta inspekcja jest właściwa, by sprawdzić, czy tor został zbudowany legalnie i czy nie narusza planu zagospodarowania przestrzennego – radzi Łukasz Panasiuk z Kancelarii Adwokackiej w Świdniku.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!