piątek, 15 grudnia 2017 r.

Lublin

Sąd: Białorusin zostaje w Polsce. Koniec sprawy o ekstradycję

  Edytuj ten wpis
Dodano: 11 maja 2011, 18:29

Według sędziów na Białorusi nie jest przestrzegana Europejska Konwencja o Ochronie Praw Człowieka, k
Według sędziów na Białorusi nie jest przestrzegana Europejska Konwencja o Ochronie Praw Człowieka, k

Przedsiębiorca z Białorusi nie zostanie wydany reżimowi Łukaszenki – zdecydował wczoraj Sąd Apelacyjny w Lublinie. Decyzja ostatecznie kończy jedną z najdłuższych spraw o ekstradycję, które toczyły się przed polskimi sądami.

– Dobrze się skończyło. W sądzie w Polsce pracują rozsądni ludzie, odróżnili prawdę od fałszu – cieszył się wczoraj Aleksander K., który robił interesy w Białej Podlaskiej. Nie było go w sądzie, rozmawialiśmy z nim po ogłoszeniu wyroku. – Cały świat wie, że na Białorusi łamane są prawa, nie ma żadnej demokracji.

Sprawa o wydanie cudzoziemca jego krajowi w polskim sądzie toczy się zwykle kilka miesięcy. Jednak Aleksander K. w niepewności musiał żyć przez cztery lata. W 2006 roku na stałe przyjechał do Polski. Białoruskie organy ścigania wysłały za nim list gończy i wystąpiły o jego ekstradycję. Zarzucały mu machlojki na granicy. Miał na podstawie sfałszowanych dokumentów przewozić przez granicę polsko białoruską towary, nie płacąc za to cła i podatków.

Aleksander K. został zatrzymany w Białej Podlaskiej. Blisko 40 dni spędził w areszcie. Wypuścił go Sąd Okręgowy w Lublinie, który od tamtej pory zastanawiał się nad wydaniem mężczyzny za wschodnią granicę. Sprawa przybierała różny obrót. Za pierwszym razem sąd nie zgodził się na ekstradycję, za drugim na nią przystał. W marcu tego roku ponownie uznał, że ekstradycja jest niedopuszczalna. Ale tę decyzję zaskarżyła prokuratura.

– Nie ma uzasadnionej obawy, że na Białorusi dojdzie do naruszania jego praw – przekonywał prokurator Wiesław Greszta.
Sąd Apelacyjny był jednak innego zdania. – I utrzymał w mocy wcześniejsze postanowienie – mówi Cezary Wójcik, rzecznik Sądu Apelacyjnego w Lublinie.

Według sędziów, na Białorusi nie jest przestrzegana Europejska Konwencja o Ochronie Praw Człowieka, która gwarantuje prawo do rzetelnego procesu. Dlatego Aleksander K. może tam paść ofiarą politycznych represji. Spotkały one już jego ojca, który w 2004 roku był przewodniczącym komisji wyborczej w Brześciu i odmówił podpisania protokołów wyborczych. A Aleksander K. wspierał finansowo białoruską opozycję.

– Na Białoruś będę mógł wrócić dopiero jak się tam zmieni sytuacja – mówi. – W końcu do tego dojdzie. Wtedy odpowiedzialność poniosą ci, co zmarnowali mi kilka lat życia.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!