wtorek, 17 października 2017 r.

Lublin

Samostój policyjny

  Edytuj ten wpis
Dodano: 23 sierpnia 2006, 20:18
Autor: Paweł Puzio

Wczoraj białostocka prokuratura przesłuchiwała trzech byłych pracowników logistyki Komendy Głównej Policji, oskarżanych o nadużycia przy zakupie samochodów terenowych Aro. Auta zaczęły się rozpadać, gdy tylko trafiły do komend. Także na Lubelszczyźnie.

Już od roku 8 takich pojazdów służy policji w woj. lubelskim. Po jednej sztuce dostały komendy w Janowie Lubelskim, Hrubieszowie, Tomaszowie Lubelskim, Łęcznej, Biłgoraju, Zamościu, Bełżycach i Krasnymstawie.
Komenda z Łęcznej przekazała rumuńskie auto na posterunek w Ludwinie. - Od razy cztery razy się zepsuło - mówi st. aspirant Marian Krupa, szef posterunku. - A to olej wyciekał z mostów, a to nie było świateł, a to drzwi się nie domykały. Jednym słowem, samochód jest niechlujnie zmontowany.
Policjanci z Ludwina mają miesięczny ryczałt na Aro w wysokości 600 kilometrów. - Przez rok użytkowania rzadko udało się wykorzystać ten limit kilometrów. Bo auto przeważnie stoi w serwisie - dodaje st. aspirant Krupa.

Aro, to nie tylko problemy techniczne. - Ten samochód nie jest przystosowany do służby policyjnej - zwraca uwagę podinspektor Mariusz Gap, zastępca szefa KP w Krasnymstawie. - Przedział dla aresztanta jest tak mały, że pies tam nie wejdzie.
Policjanci jednak dostrzegają plusy tego auta. Aro mają dobre, oszczędne silniki. Są to polskie diesle z Andrychowa. - Auto ma napęd na cztery koła. Tyle, że skorzystać z tego podczas pościgu jest bardzo trudno. Dlatego, że przedni most trzeb załączyć ręcznie, przekręcając koronki w przednich piastach. Za to w terenie radzi sobie lepiej od Uaza. Późną jesienią od razu włączamy napęd 4x4 i tak jeździmy całą zimę - dodaje aspirant Krupa.
-

Policja kupiła 105 Aro. Każdy kosztował 40 tysięcy złotych - mówi Paweł Biedziak z Komendy Głównej Policji w Warszawie. - 90 proc. tych samochodów już przeszło przez naprawy gwarancyjne, realizowane przez dostawcę tych pojazdów, czyli firmę Damis. Nikt nie ukrywa, że samochody są beznadziejne.
Policja nawet nie myśli o zwrocie tych aut do Damisu. - Jest już za późno i nie ma takiej możliwości prawnej - dodaje Biedziak. Teraz sprawą zakupu rumuńskich aut zajmuje się warszawska prokuratura, która bada, czy przetarg na aro był "ustawiony”.


  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!