sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Lublin

Schroniska pękają w szwach

Dodano: 12 sierpnia 2002, 20:19
Autor: Lidia Dzierba

W ciągu 12 lat nigdy nie mieliśmy tak wielu bezdomnych kobiet
z dziećmi, nasze placówki pękają w szwach. Z obawą myślimy o tym co będzie się działo, gdy przyjdą chłody – mówi Jan Sidor, przewodniczący rady Fundacji SOS Ziemi Lubelskiej.

Podobna sytuacja jest w innych lubelskich placówkach dla bezdomnych. – Zwykle latem bezdomni wyprowadzali się ze schronisk – twierdzi Waldemar Jankowski, pracownik Schroniska dla Bezdomnych Mężczyzn Bractwa Miłosierdzia im. św. Alberta w Lublinie. – Próbowali dać sobie radę na własną rękę. Teraz nie opuścili schronisk, mamy cały czas pełną obsadę.
Według MOPR w Lublinie jest ok. 300 bezdomnych. Dachu nad głową mogą szukać w czterech placówkach dla bezdomnych kobiet i mężczyzn. Zimą działają też noclegownie, trzy dla mężczyzn, jedna dla kobiet.
– W Lublinie jest 270 miejsc dla takich ludzi – mówi Jacek Figarski, inspektor MOPR w Lublinie.
W tej chwili w schroniskach dla kobiet mieszka 58 osób – 20 matek i 38 dzieci. W kolejce na przyjęcie już czekają trzy matki i 10 dzieci.
– Nigdy nie mieliśmy tylu bezdomnych kobiet i dzieci – przyznaje Jan Sidor. – Przyczyn jest kilka, najważniejsza to brak pracy. Takiej, która pozwoli kobiecie wynająć stancję i utrzymać siebie oraz dziecko.
– Pomagamy podopiecznym załatwić świadczenia z opieki społecznej. To 418 zł – wylicza Jankowski. – Ale za stancję musi zapłacić 250–300 zł. Do tego dochodzi jedzenie i bardzo często lekarstwa. Samotnie żyjący człowiek nie może się z tego utrzymać.
Tłok w placówkach dla bezdomnych powodują także osoby kwalifikujące się do domów opieki.
– Ci starzy schorowani ludzie czekają nawet kilka lat w kolejce – opowiada Jankowski. – Mamy także i takich, którzy powinni być pod opieką psychiatryczną, ale szpital ich nie chce.
Coraz trudniej bezrobotnym powrócić do normalnego życia. Ale często oni sami tego nie chcą.
– Mamy propozycje pracy, np. dla dozorcy – mówi Jankowski. – Taki człowiek pójdzie popracuje kilka dni, rzuca robotę i wraca do nas. Nie chce ponosić odpowiedzialności, spełniać wymagań pracodawcy. Woli wygodne życie tutaj, za darmo wikt i opierunek. A pieniądze z opieki społecznej wydać na własne przyjemności.

Lubelscy bezdomni

To eksmitowani, ludzie wyrzuceni przez rodzinę, „błękitne ptaki”
i osoby, które wyszły z więzienia. Odrębnym problemem są kobiety
z dziećmi, które musiały opuścić dom ze względu na przemoc.
– Nie pozostaną bez opieki – zapewnia Jacek Figarski. – Jeśli będzie trzeba, zimą powiększymy ilość miejsc w naszych placówkach. Przewieziemy bezdomnych do Poniatowej lub Świdnika. Każdy znajdzie swój kąt.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!