niedziela, 4 grudnia 2016 r.

Lublin

Schroniska pękają w szwach

Dodano: 12 sierpnia 2002, 20:19

W ciągu 12 lat nigdy nie mieliśmy tak wielu bezdomnych kobiet
z dziećmi, nasze placówki pękają w szwach. Z obawą myślimy o tym co będzie się działo, gdy przyjdą chłody – mówi Jan Sidor, przewodniczący rady Fundacji SOS Ziemi Lubelskiej.

Podobna sytuacja jest w innych lubelskich placówkach dla bezdomnych. – Zwykle latem bezdomni wyprowadzali się ze schronisk – twierdzi Waldemar Jankowski, pracownik Schroniska dla Bezdomnych Mężczyzn Bractwa Miłosierdzia im. św. Alberta w Lublinie. – Próbowali dać sobie radę na własną rękę. Teraz nie opuścili schronisk, mamy cały czas pełną obsadę.
Według MOPR w Lublinie jest ok. 300 bezdomnych. Dachu nad głową mogą szukać w czterech placówkach dla bezdomnych kobiet i mężczyzn. Zimą działają też noclegownie, trzy dla mężczyzn, jedna dla kobiet.
– W Lublinie jest 270 miejsc dla takich ludzi – mówi Jacek Figarski, inspektor MOPR w Lublinie.
W tej chwili w schroniskach dla kobiet mieszka 58 osób – 20 matek i 38 dzieci. W kolejce na przyjęcie już czekają trzy matki i 10 dzieci.
– Nigdy nie mieliśmy tylu bezdomnych kobiet i dzieci – przyznaje Jan Sidor. – Przyczyn jest kilka, najważniejsza to brak pracy. Takiej, która pozwoli kobiecie wynająć stancję i utrzymać siebie oraz dziecko.
– Pomagamy podopiecznym załatwić świadczenia z opieki społecznej. To 418 zł – wylicza Jankowski. – Ale za stancję musi zapłacić 250–300 zł. Do tego dochodzi jedzenie i bardzo często lekarstwa. Samotnie żyjący człowiek nie może się z tego utrzymać.
Tłok w placówkach dla bezdomnych powodują także osoby kwalifikujące się do domów opieki.
– Ci starzy schorowani ludzie czekają nawet kilka lat w kolejce – opowiada Jankowski. – Mamy także i takich, którzy powinni być pod opieką psychiatryczną, ale szpital ich nie chce.
Coraz trudniej bezrobotnym powrócić do normalnego życia. Ale często oni sami tego nie chcą.
– Mamy propozycje pracy, np. dla dozorcy – mówi Jankowski. – Taki człowiek pójdzie popracuje kilka dni, rzuca robotę i wraca do nas. Nie chce ponosić odpowiedzialności, spełniać wymagań pracodawcy. Woli wygodne życie tutaj, za darmo wikt i opierunek. A pieniądze z opieki społecznej wydać na własne przyjemności.

Lubelscy bezdomni

To eksmitowani, ludzie wyrzuceni przez rodzinę, „błękitne ptaki”
i osoby, które wyszły z więzienia. Odrębnym problemem są kobiety
z dziećmi, które musiały opuścić dom ze względu na przemoc.
– Nie pozostaną bez opieki – zapewnia Jacek Figarski. – Jeśli będzie trzeba, zimą powiększymy ilość miejsc w naszych placówkach. Przewieziemy bezdomnych do Poniatowej lub Świdnika. Każdy znajdzie swój kąt.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO