środa, 7 grudnia 2016 r.

Lublin

Serca Weroniki i Wiktorii biją miarowo

Dodano: 9 czerwca 2003, 20:31

Krystyna Paleń z mężem Edwardem i swoimi skarbami: machającą ręką Wiktorią i nieco zaspaną Weroniką
Krystyna Paleń z mężem Edwardem i swoimi skarbami: machającą ręką Wiktorią i nieco zaspaną Weroniką

To triumf medycyny i ludzi dobrej woli - mówi z radością profesor Jan Oleszczuk z kliniki przy ul. Jaczewskiego. Wczoraj znów spotkał się z siostrami Weroniką i Wiktorią. Gdy cztery lata temu przyjmował je na świat, dziewczynki były zrośnięte klatkami piersiowymi.

Wczoraj Krystyna Paleń z mężem i dziewczynkami przyjechała ze Stalowej Woli do Lublina na konsultacje kardiologiczne. Po serii badań okazało się, że serduszka sióstr są w porządku. A było się o co martwić - przed operacją rozdzielenia sióstr, ich serca były zrośnięte osierdziem.
Krystyna Paleń urodziła dziewczynki w 1999 roku, tuż przed Dniem Matki, w lubelskiej Klinice Położnictwa i Perinatologii AM kierowanej przez prof. dr. hab. Jana Oleszczuka. Już wtedy była mamą trójki dzieci. Wiedziała, że urodzi bliźniaki. I że będą to dzieci syjamskie.
W 26 maja profesor Oleszczuk odebrał poród. Na świat przyszły Weronika i  Wiktoria. Dziewczynki były złączone od szyi po spojenie łonowe. Wielu specjalistów nie dawało im większych szans na normalne życie.
Operacji rozłączenia sióstr urodzonych w Lublinie podjął się profesor Scott Adzick z Childrens Hospital of Filadelfia w USA. Niezwykle skomplikowany zabieg rozłączenia dzieci trwał kilkanaście godzin i wraz z późniejszą rehabilitacją kosztował blisko 2 mln dolarów.
- Dziewczynki chodzą już do przedszkola, łobuzują, bawią się i uczą - mówiła nam wczoraj szczęśliwa mama. - Są zdrowe. Pięknie recytują wierszyki, uczą się na pamięć bajeczek.
- Rozwijają się intelektualnie bardzo dobrze - dodaje z zadowoleniem profesor Oleszczuk.
Wiktoria jak na zawołanie popisuje się wierszykami. W tym czasie zmęczona Weronika usypia w ramionach taty. - To Wiktoria jest prowodyrem i przywódcą - śmieje się pan Edward. - Ma charakterek.
- Dziś śpię spokojnie - mówi pani Krystyna. - Ale najgorsze są wspomnienia. To nie było tak, że się któregoś dnia ściągnęło bandaż i już. To były straszne chwile, dramatycznie ciężkie operacje, cierpienie dzieci, które nam wszystkim sprawiało ból. Na szczęście mamy to za sobą.

Skomplikowany zabieg

Operację rozdzielania Wiktorii i Weroniki rozpoczęto od wprowadzenia pod skórę specjalnych balonów, które rozciągały ją, aby nadmiar mógł pokryć operowane miejsca. Najtrudniejsze było rozdzielenie serc zrośniętych osierdziem. Wspólny był także mostek. Dlatego Weronice wstawiony został sztuczny. W jej klatce piersiowej nie było też miejsca na serce. Pierwotnie umieszczono je po prawej stronie. Jednak tam źle funkcjonowało i trzeba było je przenieść na właściwą, lewą stronę.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO