środa, 23 sierpnia 2017 r.

Lublin

Siądźmy do stołu, prezydent płaci

Dodano: 29 maja 2003, 20:06

Hiszpanie mogą zaskoczyć przy kolacji „pieprznym” dowcipem, Portugalczycy wolą rozmawiać o kobietach, Francuzi szczególną uwagę zwracają na etykietę. – Najbardziej kolację celebrowali Japończycy, nie było sztywno ale... dostojnie – wspominają oficjalne posiłki przedstawiciele lubelskiego Ratusza.

Wczoraj późnym wieczorem lubelski Ratusz podejmował obiadem w hotelu Europa wicepremiera Kanady – Herba Graya. Nie było specjalnego menu. Potrawy były wybierane z karty dań. – Charakter spotkania zależy od rangi podejmowanej osoby – mówi Piotr Semeniuk, z-ca dyr. Kancelarii Prezydenta Lublina. – Z ministrem jest bardziej oficjalnie, z zaprzyjaźnionym burmistrzem atmosfera jest lżejsza.
Zdaniem uczestników oficjalnych spotkań najszybciej swobodną atmosferę wprowadzają na obiadach narody z południa Europy. – Są mało protokólarni. Hiszpanie niemal natychmiast rezygnują z formy „pan” i „pani” i zwracają się po imieniu – mówi Joanna Szeląg z Biura Promocji Miasta UM.
– Burmistrz Alcala de Henares podczas swojej pierwszej wizyty zaraz po toaście zaczął opowiadać bardzo pikantne dowcipy. Byliśmy zaskoczeni, ale nie przekraczały one poczucia dobrego smaku – wspomina jeden z uczestników spotkania.
Hiszpanie są zawsze zaskoczeni, gdy kolacje kończą się ok. 11 wieczorem. – Chcą się dalej bawić i nie potrafią zrozumieć, że następnego dnia rano o 7.30 zaczynamy pracę. Oni pracują od godziny 9 – dodaje Szeląg.
Przy wyborze dań trzeba uważać, aby trafić w gusty gości. – Dobre chęci nie wystarczą – wspomina Szeląg. – Kiedyś na obiad z Portugalczykami zamówiliśmy czerwony barszcz. A goście go nie tknęli. Każda z dziewięciu osób delegacji umoczyła łyżkę w barszczu, podniosła do ust i... odłożyła. Wolałam nie pytać dlaczego.
Zwykle obiad czy kolacja to posiłek dwudaniowy. – Delegacja z Niemiec np. dostała zupę pomidorową a na drugie cielęcinę w sosie grzybowym – firmowe danie naszego szefa kuchni – mówi Irmina Florek z działu konferencji GrandHotel Lublinianka.
Nie ma uprzywilejowanych lokali. – Często goście sami decydują gdzie chcą zjeść, np. komisarz Unii Europejskiej, z pochodzenia Irlandczyk, wybrał Old Pub – dodaje Rakowski.
Nie wszyscy mogą liczyć na „prezydencki obiadek”. – Chodzi o przyjeżdżających bez zapowiedzi i nieoficjalnie – wyjaśnia Rakowski. – Wtedy kończy się na herbacie lub sami goście zapraszają prezydenta do restauracji.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!