czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Lublin

Skazany na milczenie

Dodano: 3 listopada 2005, 18:28
Autor: Dominik Smaga

10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 3 lata i 400 złotych grzywny. Taką karę zaproponował dla siebie radiowiec-amator, który przez kilka miesięcy nielegalnie nadawał z Tatar.

Ma 24 lata, jest bezrobotnym ślusarzem. Sam zbudował nadajnik. Kosztował 400 złotych i kilka dni pracy. Antenę ustawił na dachu bloku. Znalazł wolną częstotliwość, której kiedyś używało Radio Puls. - I zacząłem grać. Dokładnie 24 stycznia. Nadawałem wieczorami, zwykle do północy - opowiada Daniel Gryta, znany też jako DJ Last Hope. - Puszczałem muzykę techno. W Lublinie prawie wcale nie słychać jej w radiu.
Jego radio RAVE FM było słychać w promieniu 2 kilometrów. Na Tatarach, części Bronowic i Kalinowszczyzny. W październiku sygnał popłynął prawie na cały Lublin. Odzywali się słuchacze z Czechowa i Czubów. Odezwała się też policja. Bo pasjonat złamał prawo. Pisaliśmy o tym kilka dni temu.
Aby nadawać trzeba mieć koncesję. I nadajnik z certyfikatem. Sprawdziliśmy czy to realne.
- Jak zdobyć koncesję? Wystartować w ogłoszonym przez nas konkursie - mówi Rafał Rastawicki, rzecznik Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. - Bez konkursu nie ma koncesji.
Potrzeba też pieniędzy. - Najtańsza koncesja, jaką wydaliśmy kosztowała kilka tysięcy złotych - informuje Rastawicki. Amator z Tatar musiałby wyłożyć kilkadziesiąt tysięcy. Mógłby się starać o tzw. status nadawcy społecznego. Z darmową koncesją. Tyle że wtedy jego audycje raczej nie byłyby zbyt atrakcyjne dla jego rówieśników.
Na tym nie koniec. Jest też opłata za używanie częstotliwości (2 tys. zł rocznie) i kolejne kilka tysięcy na nadajnik. To nic, że można go zbudować za grosze. - Musi mieć certyfikat. Można go uzyskać w wyznaczonych laboratoriach - informuje Jacek Strzałkowski, rzecznik Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty. Badanie kosztuje ok. 8 tysięcy złotych. - To czy nadajnik nie sieje zakłóceń elektronik sprawdzi za kilkaset złotych - mówi Gryta.
- Trudno dziwić się młodym ludziom, że decydują się na łamanie prawa. Bo którego nastolatka stać na takie wydatki plus kilka tysięcy tantiem? - pyta Michał (imię zmienione), który przez kilka lat prowadził na Lubelszczyźnie piracką rozgłośnię.
Piraci proponują inne rozwiązanie. Zezwolenia na emisję z nadajników małej mocy. Tak jest w Stanach Zjednoczonych. Teoretycznie w Lublinie mogłoby powstać kilkanaście małych rozgłośni. Nie kolidujących z innymi nadawcami, policją czy ruchem lotniczym. - Domorośli radiowcy przyciągaliby przecież głównie swych rówieśników. Ci zaś nie szukaliby w tym czasie szyby do wybicia - podkreśla Michał.
Radiowiec z Tatar zaproponował prokuraturze, że dobrowolnie podda się karze. Prosi o wyrok w zawieszeniu i niewielką grzywnę. I już zapowiada, że zacznie nadawać. W Internecie. A to już legalne. s
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!