poniedziałek, 5 grudnia 2016 r.

Lublin

Krzysztof M., zastępca szefa lubelskiego Centralnego Biura Śledczego, został wczoraj zatrzymany na polecenie Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach.
Oprócz niego śląscy policjanci zatrzymali Andrzeja G., byłego dyrektora wydziału w Urzędzie Miejskim w Lublinie.

– Krzysztof M. podejrzewany jest o przyjęcie korzyści majątkowej od Andrzeja G. – powiedział Leszek Goławski, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, potwierdzając jednocześnie, że zatrzymania wiążą się ze sprawą utrudniania śledztwa dotyczącego napadu w Trzcińcu pod Lubartowem.
Główne śledztwo w tej sprawie prowadziła prokuratura w Krakowie, która latem ub. roku oskarżyła o utrudnianie postępowania adwokata Adama K., prokuratora – Macieja S., byłego funkcjonariusza Biura Ochrony Rządu – Marka B., byłego dyrektora z UM w Lublinie – Andrzeja G. oraz dwóch innych mężczyzn. Ich proces ruszył przed Sądem Rejonowym w Lublinie. Jednocześnie prokuratura wyłączyła kilka wątków do odrębnego postępowania, m.in. dotyczących umożliwienia przez Krzysztofa M. z CBŚ Andrzejowi G. nieformalnego spotkania z aresztowanym synem.
O tym, że pod Krzysztofem M. pali się grunt mówiło się w Lublinie już od kilku tygodni. Jego nazwisko wypłynęło jesienią 2000 roku w zeznaniach Marcina L., policjanta z CBŚ zamieszanego z kolei we współpracę ze złodziejami samochodów. Na procesie dotyczącym napadu w Trzcińcu Marcin L. twierdził, że Andrzej G. zapłacił Krzysztofowi M. za pomoc synowi. Dyrektora z policjantem skontaktował znany lubelski dziennikarz.
Poza wzięciem łapówki policjant podejrzewany jest o utrudnianie śledztwa i nielegalne posiadanie broni. Miał fabrykować fikcyjne dowody oraz posiadał bez zezwolenia pistolet walter, karabinek sportowy oraz trotyl używany w górnictwie.
Komendant główny policji, któremu podlega CBŚ, polecił wczoraj zawiesić funkcjonariusza w czynnościach służbowych. – Jeżeli zarzuty się potwierdzą, Krzysztof M. poniesie wszelkie konsekwencje karne oraz dyscyplinarne – powiedział Zbigniew Matwiej z biura prasowego KGP.
– Nie wahałbym się użyć stwierdzenia, że cała ta sprawa jest szyta grubymi nićmi – zdradził nam z kolei jeden z lubelskich funkcjonariuszy. – M. był bezwzględny wobec przestępców. Z tego był znany. Niejednokrotnie grożono mu zabójstwem. Może komuś zalazł za skórę i jest to zemsta.
Andrzej G. siedział już kilka miesięcy za kratkami w ubiegłym roku w związku ze sprawą prowadzoną przez prokuraturę w Krakowie.

Źródło sprawy

Wiosna 1998 roku. Pięciu mężczyzn ograbiło i ciężko pobiło w Trzcińcu Krzysztofa A. Uważali, że oszukał ich znajomego, któremu sprzedał samochód. W napadzie brał udział m.in. Artur G., syn Andrzeja G., wówczas wysoko postawionego urzędnika oraz Sławomir S., klient mecenasa Adama K. Potem ofiarę napadu zaczęto z różnych stron naciskać, żeby pomniejszyła rolę poszczególnych napastników.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO