wtorek, 17 października 2017 r.

Lublin

Spokojna wyjęta spod prawa

  Edytuj ten wpis
Dodano: 30 sierpnia 2006, 20:19
Autor: Dominik Smaga

Każdego dnia ul. Spokojna i przyległe uliczki zamieniają się w wielki parking. Chociaż nie wolno tam parkować. Miejscy strażnicy omijają jednak to miejsce. Wolą inne ulice, na których prawo łamią zwykli ludzie a nie ważne osobistości. A szefowie straży nie chcą nawet rozmawiać.

- Tu się zawsze chodzi po jezdni. Bo którędy mamy iść, jak chodniki są pozastawiane samochodami? - krzywi się Henryk Smolarz, który codziennie przechodzi przez ul. Trammecourta (d. Czugały). To niewielka uliczka biegnąca wzdłuż Urzędu Wojewódzkiego pomiędzy ul. Spokojną i Lubomelską. Po jednej stronie jezdni jest parking, po drugiej wąski chodnik. Całkowicie zablokowany przez samochody stojące na zakazie.

Nie inaczej jest na samej Spokojnej. Zjeżdżają tu auta z całego regionu. Obok mieści się kilka urzędów: marszałkowski, wojewódzki, starostwo i Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. To do nich przyjeżdżają starostowie i ważni urzędnicy z Lubelszczyzny. Na zakaz parkowania nawet nie patrzą. - A gdzie mam stanąć? Na rogatkach? Iść pieszo? - oburza się odziany w garnitur mężczyzna w średnim wieku. Po czym wsiada do poloneza na hrubieszowskich rejestracjach.

- Strażników widziałam tu tylko kilka razy. Pewnego dnia założyli blokady wszystkim, którzy stanęli na chodniku wzdłuż ul. Czugały. Przez kilka dni było czyściutko. Ani jednego samochodu. Tyle że więcej straż tu nie zajrzała - mówi pani Lucyna, pacjentka przychodni przy ul. Spokojnej.
Dlaczego strażnicy nie zaglądają na tę ulicę? Chcieliśmy o to spytać rzecznika Straży Miejskiej Roberta Gogolę. Ale konsekwentnie nie odbierał telefonu komórkowego. A to właśnie on odpowiada za nadzór nad strażnikami zakładającymi blokady na koła źle zaparkowanych samochodów na ulicach w ścisłym centrum Lublina. Komórki nie odbierał także komendant Waldemar Wieprzowski. Dzwoniliśmy także do jego biura. Bez efektu. - Jest zastępca. Ale wyjechał w miasto. Proszę powiedzieć, w jakiej sprawie pan dzwoni i zostawić swój numer telefonu, to komendant do pana oddzwoni - obiecywała sekretarka. Nie oddzwonił. Z komendantem Wieprzowskim udało nam się połączyć dopiero późnym popołudniem. Rozmowa trwała bardzo krótko.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!