wtorek, 17 października 2017 r.

Lublin

Spór o pasaż Victoria. Inwestor: Nie jesteśmy barbarzyńcami

  Edytuj ten wpis
Dodano: 7 kwietnia 2011, 15:56
Autor: (jsz)

Wybór jest taki: Możemy dojść do kompromisu i realizować projekt, albo pożegnać się na 10–15 lat. (C
Wybór jest taki: Możemy dojść do kompromisu i realizować projekt, albo pożegnać się na 10–15 lat. (C

Rozmowa z Tomaszem Chenczke, prezes Zarządu Centrum Development & Investments Polska

• Konserwator zabytków nie zgadza się na budowę Pasażu Victoria w proponowanej formie. Zdecydował się pan złożyć zażalenie na tę decyzję. Tymczasem ratusz zaprasza do negocjacji, pod warunkiem wycofania skargi. Co pan teraz zrobi?

– Nasze zażalenie dotyczy uzasadnienia decyzji konserwatora. Pomysł prezydenta miasta, by poprosić o opinię zewnętrznych ekspertów jest słuszny. W całej sprawie brakuje nam merytorycznej dyskusji z panią konserwator. Brakuje nam dialogu.

• Może to firma powinna wyjść z propozycją?

– Wiele razy próbowaliśmy na każdym etapie projektu. Takie spotkania nie są przecież egzotyczne. Tu jednak nie było możliwości dialogu. Na nasze propozycje spotkań pani konserwator odpowiadała "nie”, oczekując na złożenie oficjalnego projektu. Chodziło nam o to, by uzyskać wcześniej wytyczne konserwatorskie. Przedyskutować koncepcję na wstępnym etapie. To się praktykuje, ale widać w Lublinie są inwestorzy równi i równiejsi.

• Teraz magistrat podejmuje się roli mediatora. Czy w tej sytuacji firma wycofa zażalenie?

– Raczej nie, chociaż chcemy rozmów. Niestety z uzasadnienia pani konserwator wynika, że na naszym terenie nie powinno być żadnej nowej inwestycji. My się z tym nie zgadzamy. Zatrudniliśmy renomowanych architektów. Dużo zainwestowaliśmy. Prace nad projektem trwały trzy lata. Teraz mamy kłopoty i kompletny brak dialogu.

• Konserwator zadeklarowała, że jest gotowa do rozmów z miastem i inwestorem…

– Z drugiej strony wpisuje naszą kamienicę do rejestru zabytków. Zdaje sobie sprawę, że uniemożliwia to realizację inwestycji w proponowanej formie. Wyprzedza fakty i blokuje możliwość rozmów. Tymczasem można chronić zabytki tak, by wszyscy byli zadowoleni.

• Bez wyburzania kamienic?

– Oczywiście. Była taka możliwość, ale nie dopuszczono nas do głosu. Nie zakładaliśmy niszczenia fasad, a jedynie przebudowę obiektu. Ujecie całości kamienicy przy ul. Peowiaków w rejestrze zabytków uniemożliwia włączenie jej do inwestycji. A to czyni inwestycję niemożliwą do wykonania.

• Nie będzie więc żadnych negocjacji?

– Rozmowy z miastem się toczą. Będziemy jednak reagować na działania konserwatora. WKZ pominął wiele korzystnych dla nas opracowań. W rezultacie zabrania nam się m.in. zabudowania placu przed "Sezamem”. W tej sytuacji możemy go tylko odkurzyć.

• I zrezygnować z budowy?

– Wybór jest taki. Możemy dojść do kompromisu i realizować projekt, albo pożegnać się na 10 – 15 lat. Może w tym czasie coś się zmieni.

• Czyli CDI stawia konserwatora "pod ścianą”?

– Nie, ale konserwator zrobiła wszystko by uniknąć konsultacji. Na każdym etapie prac nad projektem. Zamawialiśmy zewnętrzne ekspertyzy. Prosiliśmy. Za każdym razem nam odmawiano.

• Może zabrakło woli kompromisu ze strony inwestora?

– Gotowi jesteśmy przedyskutować wszystkie kwestie. Oczywiście w granicach naszych możliwości. Wyremontowanie "pedetu” nic nie da. Chyba Lublin ma inne aspiracje..

• Wiele elementów projektu mogło budzić wątpliwości, np. gabaryty, w tym wysokość Pasażu Victoria…

– Projekt był dokładnie analizowany, z uwzględnieniem wysokości pobliskiej zabudowy. Niestety, nikt nie pozwolił na merytoryczną dyskusję z architektami. Toczyła się tylko debata medialna.

• Według urbanistów kamienice wokół "pedetu” mają ok. 12 metrów wysokości. Victoria nie będzie wyższa?

– 12 metrów to kompletny absurd. Każda linia zabudowy była przez nas analizowana. Nasza propozycja jest oparta również na zewnętrznych ekspertyzach. Po drugiej stronie nie widzę żadnej pracy analitycznej. Widzę tylko szybko rzucane słowa i oceny. Nie można dyskutować tylko w kategoriach "podoba się lub nie podoba”.

Do dziś nie rozumiem, dlaczego plac przed "pedetem”, który jest naszą własnością nie może być zabudowany. Dlaczego ma taką wartość? Oczekiwałbym dialogu opartego na fachowych argumentach.

• Na razie padło wiele głosów krytycznych. Dotyczyły konkretnych rozwiązań, np. parkingu na dachu i układu komunikacyjnego…

– Nie rozumiem, dlaczego parking na ostatniej kondygnacji jest gorszy od tego pod ziemią. To nie jest tak, że samochody będą parkowały na dachu. To śródmieście, a nie park handlowy na peryferiach. Poza tym u nas miejsc parkingowych będzie bardzo mało. Blisko 250. Teren znajduje się w ścisłym centrum, w strefie dla pieszych. Podkreślaliśmy, że stawiamy właśnie na takich klientów. Realizowaliśmy już inwestycje w podobnych miejscach i w obiektach zabytkowych jak Renoma we Wrocawiu i nasze propozycje doskonale się sprawdziły.

• Spróbuje pan przekonać urbanistów do pomysłu na nowy "pedet”?

– Chcemy być profesjonalnie traktowani. Zamierzamy tu zainwestować 50 mln euro. Tymczasem cała debata toczy się poza nami. Nie jesteśmy barbarzyńcami. Pracowaliśmy już i dalej pracujemy nad obiektami zabytkowymi i te rzeczy są nagradzane.

• Może warto przygotować plan "B”?

– Bez możliwości dialogu? Teksty o nieznajomości proporcji wśród naszych architektów są obraźliwe. Jeśli "dialog” dalej ma tak wyglądać, to nie będziemy dalej w to brnąć.

• Przyjmiecie jednak zaproszenie prezydenta do wspólnych negocjacji?

– Jesteśmy otwarci. Jeśli trzeba możemy się też próbować "wprosić” do konserwatora. Dziwne, że wcześniej nie byliśmy dopuszczani do rozmowy. Sprawa z kamienicą rozegrała się bez nas, choć to nasza własność. To nietaktowne. Jest problem z zabudową skweru. To nic, że po przeciwnej stronie mamy wielki plac Litewski. Nagle mały placyk ma wielką wartość społeczną. Nie rozumiem tego. Przecież my już poszliśmy na ustępstwa. Cofnęliśmy się z linią zabudowy. Okazało się jednak, że to nie wystarczy.

• Postanowienie konserwatora nie jest ostateczne. Firma odwoła się do sądu?

– Rozważymy wszystkie opcje, krok po kroku. Jeśli się nie uda, to są inne inwestycje. Przerzucimy tam nasze działania. W innych miastach konsultacje ze służbami ochrony zabytków odbywały się już na wczesnym etapie. Czasami były bardzo trudne, ale z tego wykuwa się wspólny interes. Uważałem, że i teraz można skutecznie połączyć potrzeby wszystkich stron. Konserwator miałaby dwie pięknie odnowione kamienice. Teraz mogą skończyć jako rudery, na które nie będzie żadnego pomysłu.

Inwestor w sporze z konserwatorem

W miejscu popularnego "pedetu” ma stanąć nowa galeria handlowa: Pasaż Victoria. Takie plany ma właściciel terenu, firma Centrum Development & Investments. Projekt inwestycji przygotował krakowski architekt Krzysztof Ingarden. Jego wizja od początku budzi kontrowersje wśród lubelskich specjalistów z branży.

Krytykowane są zarówno gabaryty planowanego budynku, jego forma i proponowany układ komunikacyjny. Ze sprzeciwem spotkał się również pomysł wyburzenia dwóch kamienic, sąsiadujących z "pedetem”. CDI wystąpiła do miasta o określenie warunków zabudowy dla nowej galerii. Projekt decyzji nie uzyskała jednak zgody konserwatora zabytków.

Inwestor odwołał się do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Czeka na rozstrzygnięcie. W międzyczasie konserwator doprowadził do wpisania do rejestru zabytków kamienicy przy ul. Peowiaków 5. To oznacza, że inwestor nie może jej zburzyć. Tym samym wizja Krzysztofa Ingardena ma nikłe szanse na realizację.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
folkatka
100 g.
H
(29) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

folkatka
folkatka (11 kwietnia 2011 o 09:16) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Dlaczego sa tacy ludzie jka Ty, do których nie dociera żadna argumentacja?? Jak można byc tak...ech...nie chce Cię obrazić. Pozdrawiam. Miłego dnia.
Rozwiń
100 g.
100 g. (11 kwietnia 2011 o 08:33) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
do inwestora - może jakiś mały murek dla p. konserwator dorzućcie i będzie OK.
Rozwiń
H
H (8 kwietnia 2011 o 23:29) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='J-k' timestamp='1302283933' post='461489']
Bardzo sensownie jest to co mówi inwestor. To jakiś absurd, że Konserwator unika współpracy z inwestorem. Mam wrażenie, że inwestor od samego rozpoczęcia prac nad projektem powinien mieć wytyczne konserwatorskie czarno na białym i merytoryczne wsparcie w czasie całego procesu projektowania i późniejszej realizacji. Miało Miasto szansę(i jak sądzę ciągle ma) na rekonstrukcję (w bryle i elewacji) przedwojennego hotelu Victoria a inwestor stworzenia fajnej galerii (takiej jak np. Galeria Giedymina w Wilnie) co chyba w najlepszy sposób pogodziłoby wymogi ochrony konserwatorskiej z funkcją komercyjną. Ale nasi lubelscy urzędnicy wolą jak zwykle stanąć okoniem i zademonstrować swoje "znaczenie". Ale w gruncie rzeczy nie wiedzą co chronią i czego chcą.
[/quote]

Nie jestem pewien, czy inwestor nie mija się tu z prawdą.
Z tego co słyszałem (dobrze byłoby gdyby na temat stwierdzeń w tym wywiadzie zawartych wypowie4działa się Pani Konserwator - wtedy wiedzielibyśmy na pewno) - to inwestor nie występował o zalecenia konserwatorskie.
Zresztą plac to tylko jeden z wielu elementów problemu. Dużo większym jest sprawa skali tego czegoś. 25 (czy jak teraz opublikowano w GW 22 metry) - to jest przecież kosmiczna wręcz wielkość dla tego miejsca!
Rozwiń
H
H (8 kwietnia 2011 o 23:23) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='lublin kiedys' timestamp='1302280867' post='461461']
jakiego unesco ,lublin nie ma szansy na to zreszta byla niedawno debata na ten temat w lublinie
[/quote]

A byłeś na tej "debacie"?
Chyba jednak nie...
Rozwiń
H
H (8 kwietnia 2011 o 23:21) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Pan Chenczke trochę manipuluje.
Mówi w wywiadzie, że przecież nie chcieli zburzyć kamienicy, bo chcieli zostawić fasadę - to jakieś żarty? TA KAMIENICA MA WARTOŚĆ JAKO CAŁOŚĆ. Na tle lubelskiej architektury tego okresu jej układ przestrzenny jest dość unikalny, np. nie ma w Lublinie takiego drugiego podwórka-studni, naprawdę wartościowe są też obie główne klatki schodowe, a wewnątrz jest też całkiem sporo elementów wystroju wnętrz.

Fragment z rozmowy z Dziennika:

• Według urbanistów kamienice wokół "pedetu” mają ok. 12 metrów wysokości. Victoria nie będzie wyższa?

– 12 metrów to kompletny absurd. Każda linia zabudowy była przez nas analizowana.

Obalające... Skala Lublina jest jaka jest - i to, że inwestor nie zamierza jej szanować, potwierdza, że wbrew tytułowi wywiadu - jest barbarzyńcą.


Sprawa z kamienicą rozegrała się bez nas, choć to nasza własność. To nietaktowne.

A co to znaczy? Jak to bez nich? Przecież byli i są stroną postępowania, brali w nim udział na wszystkich jego etapach, dostarczali swój materiał dowodowy wojewódzkiemu konserwatorowi zabytków, brali udział w wizji lokalnej w ich budynku, po której sporządzono protokół - jak można powiedzieć, że "sprawa rozegrała się bez nich"? To, delikatnie mówiąc, "rozminięcie się z prawdą" i manipulacja.

Konserwator miałaby dwie pięknie odnowione kamienice. Teraz mogą skończyć jako rudery, na które nie będzie żadnego pomysłu.
A to już wyjątkowo oburzające stwierdzenie. Bo:
1. To nie konserwator miałby mieć kamienice - tylko my wszyscy,mieszkańcy Lublina i odwiedzający miasto - konserwator nie działa dla siebie. Takie wypowiedzi, jak sądzę celowo - tworzą właśnie taki klimat odbioru decyzji konserwatorskich, jako oderwanych od potrzeb społecznych i ważnych tylko dla konserwatora jako takiego. Prawna ochrona zabytków nie temu służy.
2. Nie byłoby "pięknie odnowionych kamienic" - bo nie było kamienic, a tylko ich niektóre ściany zewnętrzne, a jak się wspomni to, iż była mowa o chęci nadwieszenia nad chodnikiem na Kościuszki wysięgnika o szerokości kilku metrów - to chyba jasno widać, że inwestor nie chciał tam nawet zachować fasady.
3. W tym stwierdzeniu widać zawoalowaną zapowiedź, ze jeśli inwestor nie zrobi, co zechce, to zostawi kamienice aż ta popadnie w ruinę - "nie jesteśmy barbarzyńcami"?
Panie Chenczke! Czy Pan ma mieszkańców Lublina za idiotów? To nie pierwszy raz, gdy wychodzi na to, że tak.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (29)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!