niedziela, 22 października 2017 r.

Lublin

Stare Miasto: Kilkadziesiąt osób mogło stracić życie (wideo, zdjęcia)

  Edytuj ten wpis
Dodano: 21 kwietnia 2010, 13:26

Spłonęła kamienica na lubelskim Starym Mieście przy ul. Dominikańskiej. Dzięki brawurowej akcji policji, udało się uniknąć ofiar. Z powodu pożaru dach nad głową straciło kilkadziesiąt osób.

– Obudziło nas walenie do drzwi – mówi Krzysztof Rejch, mieszkaniec kamienicy przy ul. Dominikańskiej 7. – Policjanci krzyczeli, że się pali i trzeba uciekać. Zdążyłem tylko ubrać spodnie i zabrać dzieci. Nasz 10-letni syn jest niepełnosprawny i porusza się na wózku. Policjant pomógł nam go wynieść.

– Miał strasznie dużo siły – dodaje Justyna Reich, żona pana Krzysztofa. – Złapał wózek z naszym synem, a potem krzyczał, że mógłby jeszcze dwóch ludzi przenieść. Mnie też sprowadził na dół.
Ogień wybuchł we wtorek, po godz. 4 rano. Ponad 50 mieszkańców spało, nie zdając sobie sprawy z zagrożenia.

– Kiedy obudziła nas policja, złapałam troje swoich dzieci – mówi Anna Jeżowska, lokatorka kamienicy. – Chwyciliśmy się za ręce i zbiegaliśmy, trzymając się ścian. Z góry leciała masa płonących odłamków.
O godz. 4.35 strażacy otrzymali zgłoszenie o pożarze. Na miejsce natychmiast wysłano jedenaście zastępów. Strażacy rozpoczęli od ewakuacji pozostałych mieszkańców.

– Płonął już całych dach – mówi Michał Badach z Komendy Miejskiej PSP w Lublinie. – Ogień mogliśmy gasić tylko od zewnątrz. Na szczęście płomienie nie przedostały się do mieszkań.

Nie ucierpiała sąsiednia kamienica, ani pobliski klasztor Dominikanów. Z płonącego budynku ewakuowano 53 osoby. Wiele osób wyszło w tym, co mieli na sobie. Miasto podstawiło autobus, by mogli się ogrzać i przeczekać zimny poranek. Zapewniono im gorące napoje i opiekę psychologów.

Po kilku godzinach okazało się, że budynek nie nadaje się do zamieszkania. – Spłonął cały dach i część klatki schodowej – mówi Robert Lenarcik, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego. – W akcji gaśniczej zalano mieszkania i stropy, które w niektórych miejscach się odkształciły. Wyłączyliśmy z użytkowania zarówno budynek, jak i okalające go ulice.

Przed południem lokatorzy mogli wrócić do mieszkań po najpotrzebniejsze rzeczy.

– Łóżka, meble, dywany…wszystko zalane – mówi Anna Jeżowska. – Zabraliśmy trochę jedzenia i ubrania dla dzieci. Nie wiemy, co dalej.



Ratusz zapewnił pogorzelcom 30 miejsc w hotelu, mieszkanie zastępcze i noclegi w Domu Samotnej Matki. Niektórzy znaleźli schronienie u krewnych. Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie przekazał bony na posiłki. Każdy otrzyma również 300 zł jednorazowej zapomogi.

– Będzie dodatkowa pomoc finansowa – zapewnia Stanisław Fic, zastępca prezydenta Lublina. – Pomoc ofiarom bierzemy na siebie. Nie mamy wyjścia, bo prywatny współwłaściciel kamienicy kpi sobie z naszych próśb. Teraz musimy jak najszybciej zapewnić mieszkania dla pogorzelców.

Przy Dominikańskiej zameldowanych jest 77 osób. Miasto kończy remont kilkunastu lokali, które może przekazać lokatorom spalonej kamienicy. Nie wiadomo, kiedy pozostali znajdą nowy dach nad głową.

Skąd wziął się ogień?

Z informacji, jakie uzyskaliśmy wynika, że ogień pojawił się w budynku na długo przed katastrofą. – Musiał tlić się od jakiegoś czasu, bo jeszcze we wtorek około godz. 18 gasiliśmy na strychu podpaloną gąbkę – mówi mieszkanka kamienicy pani Katarzyna. – Nie wyglądało to groźnie. Mimo to w nocy wybuchł pożar.

Podpalenie lub zaprószenie ognia, to jedne z bardziej prawdopodobnych wersji, branych pod uwagę przez badających przyczyny katastrofy.

Ratowali mieszkańców

Policjanci z I Komisariatu w Lublinie, sierż Krzysztof Laskowski i sierż. Marcin Kepowicz. To oni byli pierwsi na miejscu tragedii. W pięć minut po tym, jak wraz ze strażakami wyprowadzili mieszkańców, zawalił się dach kamienicy.

– Patrolowaliśmy Al. Tysiąclecia, gdy zauważyliśmy dym nad Starym Miastem. Szybko dojechaliśmy na miejsce, włączyliśmy syrenę i wbiegliśmy do środka. Palił się już cały dach – mówi sierż. Laskowski. – Budziliśmy lokatorów, ale nie ze wszystkich mieszkań ktoś wychodził. W jednym z nich była wielodzietna rodzina. Nie odpowiadali na nasze wezwania. Szybko wyważyliśmy drzwi i wyprowadziliśmy ich z budynku. Dach zamieniał się w wielką pochodnię.

– Topił się plastikowy świetlik w dachu – dodaje sierż. Kępowicz. – Płonące kawałki spadały na schody. Kazaliśmy ludziom biec blisko ścian. Pamiętam tylko olbrzymie płomienie, dziecko na wózku i starszego człowieka o kulach. Wszystko działo się bardzo szybko, do tego wielka adrenalina. Pierwszy raz brałem udział w takiej akcji.

Materiał wideo lubelskiej policji


Amatorski film od czytelnika "Dziennika Wschodniego"


Amatorski film na Youtube:

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
archer
mieszkaniec
t-rex
(16) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

archer
archer (8 czerwca 2010 o 21:26) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Brawo dla policjantów!!! Takich was chcemy widzieć!
Rozwiń
mieszkaniec
mieszkaniec (22 kwietnia 2010 o 10:30) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[b] Gratulacje dla Policjantów Brawo[/b]


Gość napisał:
Przypadkiem nic na głowę ci nie spadło?. Coś słyszałeś tylko nie wiesz gdzie. Może oświecisz mnie z jakich to wiosek i dlaczego sprowadzono chłopów?. Wioski były spalone?ziemię do kołchozów im zabrano?. To nie lubelskie wioski były ziszczone to nie na wsi ludzie nie mieli gdzie mieszkać i co jeść. Dzieciaku daruj sobie takie patetyczne pisanie bo to nie prywatna lekcja historii tworzona przez twoją chorą wyobraźnię.



Myślę, że nie wiesz sam dokładnie o czym piszesz ! Mój dziadek był w podobnej sytuacji, tylko tyle że w mniejszym mieście w woj. lubelskim. Wybudował kamienicę z mieszkaniami dla swoich synów. Ale co z tego. Dziadka z rodziną 8 osobową "wysiedlono" na stryszek 40 metrowy bez ocieplenia i łazienki, a do mieszkań o powierzchni 70 m każde zakwaterowano lokatorów. Ostatnie mieszkanie odzyskał po 30 latach na początku lat 90 mój tata. Mieszkanie było zdewastowane, powyrywane futryny, deski z podłóg, w jednym pokoju szanowni lokatorzy (którzy nie płacili ani grosza) zrobili sobie parnik do parowania kartofli dla świń, które akurat sobie hodowali w błocie pod oknem !!!!!! Na każdą uwagę ze strony właścicieli wzywana była jeszcze wtedy Milicja, a dziadkowie i rodzice tłumaczyli się na komendzie i w urzędzie !!! Chociaż mieli załatwione mieszkanie zastępcze w nowym bloku o wyższym standardzie nie chcieli się wyprowadzić BO NIE !!! I co ma zrobić taki właściciel a właściwie niewłaściciel ? Wybudował, zabrano mu w idealnym stanie, nie dostawał za wynajem pieniędzy lub grosze, w końcu odzyskał RUINĘ i jeszcze ma im doprowadzić do stanu idealnego ??? A gdzie byli lokatorzy przez tyle lat ? Niszczyli !!! Ktoś tu jest chory !!!
Rozwiń
t-rex
t-rex (22 kwietnia 2010 o 08:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
... nawet z narażeniem życia ...
i na tym, drodzy państwo, również polega "praca" policjanta

szacunek
Rozwiń
Gość
Gość (22 kwietnia 2010 o 08:37) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Przecież współwłaścicielem tej kamienicy jest Grzegorz W. - ten od PZU Życie. Ponoć w ubiegłym roku dostał od konserwatora nakaz przeprowadzenia remontu. Zamiast go przeprowadzić wolał... odwołać się do ministra kultury. Ciekawe co zrobi teraz?
Rozwiń
zdrowy_rozsadek
zdrowy_rozsadek (22 kwietnia 2010 o 07:34) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Brawo Policja!!!
Gratuluję Panowie sierżanci. Takiej Policji nam trzeba a nie biurokratów wymyślających jak utrudnić życie mieszkańcom. Prawdziwy szacunek i gorące podziękowania za uratowanie życia ludzkiego. To co zrobiliście było naprawdę WIELKIE. Możecie być z siebie dumni!!!
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (16)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!