poniedziałek, 5 grudnia 2016 r.

Lublin

Starosta ostempluje twojego gada

Dodano: 11 czerwca 2003, 20:55

Trzeba wiedzieć, czy zwierzęta nie chorują i czy nie pochodzą z nielegalnego odłowu - mówi Piotr Aug
Trzeba wiedzieć, czy zwierzęta nie chorują i czy nie pochodzą z nielegalnego odłowu - mówi Piotr Aug

Nie ma różnicy, czy w domowym zaciszu hodujemy węża dusiciela czy egzotycznego kaktusa. Jeden i drugi podlega rejestracji, za którą trzeba zapłacić pięć złotych. Jeśli kaktus uschnie, a wąż ucieknie, ich wyrejestrowanie będzie kosztować tyle samo.

Przepisy nakazujące rejestrację gatunków zagrożonych wyginięciem obowiązują od ponad roku. Mają służyć kontroli i ochronie zagrożonych gatunków. Miłośnicy egzotycznych zwierząt i roślin na dopełnienie formalności mają coraz mniej czasu. Zostało niecałe 5 miesięcy.
- Powinien być nad tym nadzór - mówi Piotr Augustyniak, właściciel sklepu zoologicznego w Lublinie i doświadczony hodowca zwierząt egzotycznych. - Jednak należy zachować rozsądek. Trudno wymagać od ludzi, by szli do urzędnika zgłaszać, że w ich ogródku rośnie hoja, czyli egzotyczny krzew.
Wiele osób do przepisów podchodzi bardziej sceptycznie. Trudno sobie wyobrazić, żeby z każdym kaktusem czy fiołkiem alpejskim biec do urzędu. Ministerstwo Środowiska uspokaja, że rejestracja dotyczy tylko tych gatunków, które umieszczone są w załączniku Konwencji Waszyngtońskiej (CITES). Choć znajduje się na niej np. popularny fiołek alpejski, to nie podlega rejestracji, jeśli pochodzi z hodowli. Podobnie z popularnymi rybkami akwariowymi, np. mieczykami.
Jak zarejestrować swoją agawę albo sprowadzonego z zagranicy węża? W starostwie powiatowym wypełniamy wniosek. Trzeba dołączyć dokumenty poświadczające pochodzenie okazu. Koszt rejestracji - 5 zł. Niezgłoszenie gatunku zagrożonego wyginięciem to wykroczenie. Tyle teoria. W większości ze starostw urzędnicy nawet nie słyszeli o pomyśle. - Nie ma się co dziwić, skoro za wciągnięcie do ewidencji trzeba zapłacić - mówi jeden z pracowników starostwa w Krasnymstawie.
Jarosław Wojewoda, koordynator ds. CITES przy dyrektorze Izby Celnej w Białej Podlaskiej przyznaje, że wiele chronionych gatunków trafiających do naszego kraju pochodzi z przemytu. - Najczęściej przez granicę przemycane są żółwie i węże jakiś czas temu trafił się nam nawet krokodyl.

Egzotyczny przemyt

W 1998 r. celnicy udaremnili przywóz do Polski ponad 250 okazów chronionych konwencją. W 1999 r. było to już ponad 500, w 2000 r. - 1750. Gatunki podlegające ochronie najczęściej przemycane są do Polski drogą lotniczą. Niestety, celnicy zwykle znajdują zwierzęta martwe.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO