wtorek, 21 listopada 2017 r.

Lublin

Starosta ostempluje twojego gada

  Edytuj ten wpis
Dodano: 11 czerwca 2003, 20:55

Trzeba wiedzieć, czy zwierzęta nie chorują i czy nie pochodzą z nielegalnego odłowu - mówi Piotr Aug
Trzeba wiedzieć, czy zwierzęta nie chorują i czy nie pochodzą z nielegalnego odłowu - mówi Piotr Aug

Nie ma różnicy, czy w domowym zaciszu hodujemy węża dusiciela czy egzotycznego kaktusa. Jeden i drugi podlega rejestracji, za którą trzeba zapłacić pięć złotych. Jeśli kaktus uschnie, a wąż ucieknie, ich wyrejestrowanie będzie kosztować tyle samo.

Przepisy nakazujące rejestrację gatunków zagrożonych wyginięciem obowiązują od ponad roku. Mają służyć kontroli i ochronie zagrożonych gatunków. Miłośnicy egzotycznych zwierząt i roślin na dopełnienie formalności mają coraz mniej czasu. Zostało niecałe 5 miesięcy.
- Powinien być nad tym nadzór - mówi Piotr Augustyniak, właściciel sklepu zoologicznego w Lublinie i doświadczony hodowca zwierząt egzotycznych. - Jednak należy zachować rozsądek. Trudno wymagać od ludzi, by szli do urzędnika zgłaszać, że w ich ogródku rośnie hoja, czyli egzotyczny krzew.
Wiele osób do przepisów podchodzi bardziej sceptycznie. Trudno sobie wyobrazić, żeby z każdym kaktusem czy fiołkiem alpejskim biec do urzędu. Ministerstwo Środowiska uspokaja, że rejestracja dotyczy tylko tych gatunków, które umieszczone są w załączniku Konwencji Waszyngtońskiej (CITES). Choć znajduje się na niej np. popularny fiołek alpejski, to nie podlega rejestracji, jeśli pochodzi z hodowli. Podobnie z popularnymi rybkami akwariowymi, np. mieczykami.
Jak zarejestrować swoją agawę albo sprowadzonego z zagranicy węża? W starostwie powiatowym wypełniamy wniosek. Trzeba dołączyć dokumenty poświadczające pochodzenie okazu. Koszt rejestracji - 5 zł. Niezgłoszenie gatunku zagrożonego wyginięciem to wykroczenie. Tyle teoria. W większości ze starostw urzędnicy nawet nie słyszeli o pomyśle. - Nie ma się co dziwić, skoro za wciągnięcie do ewidencji trzeba zapłacić - mówi jeden z pracowników starostwa w Krasnymstawie.
Jarosław Wojewoda, koordynator ds. CITES przy dyrektorze Izby Celnej w Białej Podlaskiej przyznaje, że wiele chronionych gatunków trafiających do naszego kraju pochodzi z przemytu. - Najczęściej przez granicę przemycane są żółwie i węże jakiś czas temu trafił się nam nawet krokodyl.

Egzotyczny przemyt

W 1998 r. celnicy udaremnili przywóz do Polski ponad 250 okazów chronionych konwencją. W 1999 r. było to już ponad 500, w 2000 r. - 1750. Gatunki podlegające ochronie najczęściej przemycane są do Polski drogą lotniczą. Niestety, celnicy zwykle znajdują zwierzęta martwe.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!