środa, 23 sierpnia 2017 r.

Lublin

Staruszka zamarzła. Pielęgniarka i opiekunki przed sądem

Dodano: 29 listopada 2013, 15:19
Autor: (jsz)

 (Archiwum)
(Archiwum)

Rozpoczął się proces pielęgniarki i trzech opiekunek, byłych pracownic domu pomocy społecznej "Betania”. Kobiety odpowiadają za zaniedbania i narażenie życia 70-letniej podopiecznej. W mroźną noc staruszka wyszła z budynku i zmarła z wychłodzenia.

– Myślałam, że opiekunka zajrzy do pokoju pani Barbary. Wszyscy wiedzieli, że cierpi na Alzheimera i zdarza jej się wychodzić – tłumaczyła pierwszego dnia procesu pielęgniarka, która feralnej nocy miała nadzorować pracę opiekunek. – Wcześniej próbowała dojść do windy. Ucieczki mieszkańców zdarzały się bardzo często.

Żadna z oskarżonych kobiet nie przyznała się do winy. Pielęgniarka i jedna z opiekunek złożyły wyjaśnienia, pozostałe dwie opiekunki odpowiadały tylko na pytania obrońców.

Do tragedii doszło w nocy z 6 na 7 kwietnia. 70-letnia Barbara S. była pensjonariuszką Domu Pomocy Społecznej Betania w Lublinie. Z ustaleń prokuratury wynika, że chora na Alzheimera kobieta była w swoim pokoju ok. godziny 19.00. Wtedy zaczynał się wieczorny obchód. Drzwi do budynku były jeszcze otwarte.

Kamera monitoringu zarejestrowała, jak kilkanaście minut później staruszka wychodzi z budynku ubrana w piżamę. Następnego dnia opiekunki i pielęgniarka znalazły ciało kobiety za budynkiem DPS. Staruszka leżała w śniegu.

– Chyba jeszcze żyła. Czułam tętno na jej szyi – dodała pielęgniarka.

Feralnej nocy pełniła dyżur z trzema opiekunkami. Prokuratura oskarżyła wszystkie kobiety o to, że choć miały obowiązek kontrolowania obecności mieszkańców w pokojach co 2-3 godziny, nie sprawdzały, czy staruszka jest w swoim pokoju.

– Od lat nie było takich obchodów – przyznała jedna z oskarżonych opiekunek. – Nie wiedziałam, że jest taka procedura. Nikt mnie o tym nie informował.

Podobnie zeznały inne oskarżone. Wyjaśniły, że sprawdzanie stanu pacjentów, co parę godzin dotyczyło tylko obłożnie chorych. Z ustaleń śledczych wynika, że kiedy staruszka opuszczała budynek, wszystkie opiekunki i pielęgniarka były na wieczornym obchodzie. Nikt nie obserwował obrazu z kamer monitoringu.

– Nie było takiej możliwości podczas nocnego dyżuru – dodała pielęgniarka. – Odbiłoby się to negatywnie na opiece nad mieszkańcami.

Nocami cztery kobiety pracowały na dwóch piętrach. Miały pod opieką ok. 140 mieszkańców. Z zeznań opiekunek wynika, że nie wiedziały o schorzeniu 70-latki. Generalnie, nie miały dokładnych informacji na temat dolegliwości poszczególnych mieszkańców.

Sytuację miał pogarszać fakt, że dwie opiekunki były przydzielone do opieki nad mieszkańcami drugiego piętra budynku. Nie znały więc podopiecznych z pierwszego, gdzie mieszkała również 70-latka. Opiekunki przekonywały przed sądem, że pracowały zgodnie z wytycznymi przełożonych. Nie czują się odpowiedzialne za tragedie.

Po śmierci staruszki, dyrekcja DPS dyscyplinarnie zwolniła z pracy wszystkie cztery kobiety, które feralnej nocy pełniły nocny dyżur. Opiekunki odwołały się do sądu pracy. Kobietom grozi do pięciu lat więzienia.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!