sobota, 3 grudnia 2016 r.

Lublin

Strach zawitał do wsi

Dodano: 14 kwietnia 2002, 21:01

To mała i spokojna wieś. Teraz jej mieszkańcy boją się (Jacek Mirosław)
To mała i spokojna wieś. Teraz jej mieszkańcy boją się (Jacek Mirosław)

Wojtek wrócił do swojego domu kilkanaście dni temu. W marcu 1996 r. zabił swoją matkę, siostrę i ojca. Mieszkańcy wsi boją się takiego sąsiedztwa, nie bardzo wiedzą, dlaczego Wojtek wrócił. Wokół niego narastają plotki. Wojtek i jego żona nie znają tych opinii. Chcą spokojnie żyć na uboczu.

Sąd Wojewódzki w Lublinie uznał, że Wojtek swój czyn popełnił w stanie niepoczytalności i sprawę umorzył. Wojtek trafił do szpitala psychiatrycznego w Abramowicach. - To nie on zabił, tylko jego choroba - wyjaśnia Andrzej Kaciuba, lekarz psychiatra. - Człowiek jest wtedy narzędziem w ręku własnych halucynacji i nie można go winić.
Wojtka co pół roku badał zespół biegłych i wydawał opinie o jego stanie zdrowia. - W sierpniu 2001 r. biegli stwierdzili, że przestało istnieć wysokie prawdopodobieństwo popełnienia szkodliwego czynu - tłumaczy Jarosław Matras, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie.
Biegli opinię potwierdzili na posiedzeniu sądu. Aby wykluczyć pomyłkę, powołano kolejny zespół biegłych. Wydali identyczną opinię i również potwierdzili ją na posiedzeniu sądu. - Na tej podstawie zwolniono Wojciecha K. - dodaje Jarosław Matras.
Mieszkańcy wsi nie znają tych wyjaśnień. Pamiętają tylko wydarzenia sprzed lat i boją się. - Strach jest we wsi - mówi mieszkanka. - Mam działkę niedaleko ich domu i sama nigdy tam nie pójdę.
W miejscowej szkole znają Wojtka. - Uczyłem go - mówi nauczyciel. - Normalny chłopak był. Czy teraz się boję? Tak, zwłaszcza o dzieci.
Wojtek nie pojawia się we wsi. - Wolę pracować, bo jest dużo pracy. Szopę rozebrałem, ogródkiem się zajmuję - mówi. - Bardzo dobrze się tu czujemy, nie mam obciążeń, ale wolę zostać na uboczu.
Razem z żoną chcieli sprzedać gospodarstwo i przenieść się. - Dawali takie pieniądze, że ledwo by na kawalerkę starczyło - dodaje jego żona, Zofia. Poznali się w szpitalu i jak mówią, była to miłość od pierwszego wejrzenia. - Utrzymujemy się z renty i zostaniemy tu na stałe. Mam nadzieję, że ludzie się oswoją z naszą obecnością.
Do wsi chodzi Zofia. Po zakupy, do kościoła. - Raz tylko słyszałam jak ludzie mówili, że Wojtkiem diabeł wtedy kierował - mówi Zofia. - Spokojnie tu żyjemy. Przyjeżdża do nas moja rodzina. We wsi mamy znajomą. Pomaga nam trochę.
Mieszkańcy mówią o swoim strachu. Zastanawiają się, dlaczego Wojtka wypuszczono. - To bardzo dobry chłopak, nikogo nie skrzywdzi. A tamto... To jego wizje, halucynacje kazały mu to zrobić - wyjaśnia lekarz psychiatra z Abramowic. - Jego małżeństwo jest bardzo pozytywne. Wojtek bierze leki, a żona dodatkowo go mobilizuje.
Ani we wsi, ani w Wilkowie nikt nie chciał z nami oficjalnie rozmawiać. Ani władze gminne, ani duchowni, ani zwykli mieszkańcy. Tylko anonimowo. - Normalny człowiek jest - mówi mężczyzna pod sklepem we wsi. - Kiedyś mu się nawywijało, to wszyscy inaczej na niego patrzą. Ja się nie boję.
Czy Wojtek powinien mieszkać w tym samym domu? - Raczej nie - odpowiada lekarz z Abramowic.
Personalia Wojtka i Zofii zostały zmienione.

Andrzej Klimkowski - sędzia Sądu Okręgowego w Lublinie

W przypadku niepoczytalności nie można człowiekowi przypisywać żadnej winy. Taki człowiek nie popełnił żadnego przestępstwa, a tylko czyn, za który nie może odpowiadać.

Elżbieta Kosmala - przewodnicząca wydziału penitencjarnego w lubelskim Sądzie Okręgowym
Sąd musi zwolnić takiego człowieka na podstawie opinii biegłych czyli dwóch psychiatrów i jednego psychologa. W takich sprawach jest ona decydująca.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO