sobota, 24 czerwca 2017 r.

Lublin

Strach zawitał do wsi

Dodano: 14 kwietnia 2002, 21:01

To mała i spokojna wieś. Teraz jej mieszkańcy boją się (Jacek Mirosław)
To mała i spokojna wieś. Teraz jej mieszkańcy boją się (Jacek Mirosław)

Wojtek wrócił do swojego domu kilkanaście dni temu. W marcu 1996 r. zabił swoją matkę, siostrę i ojca. Mieszkańcy wsi boją się takiego sąsiedztwa, nie bardzo wiedzą, dlaczego Wojtek wrócił. Wokół niego narastają plotki. Wojtek i jego żona nie znają tych opinii. Chcą spokojnie żyć na uboczu.

Sąd Wojewódzki w Lublinie uznał, że Wojtek swój czyn popełnił w stanie niepoczytalności i sprawę umorzył. Wojtek trafił do szpitala psychiatrycznego w Abramowicach. - To nie on zabił, tylko jego choroba - wyjaśnia Andrzej Kaciuba, lekarz psychiatra. - Człowiek jest wtedy narzędziem w ręku własnych halucynacji i nie można go winić.
Wojtka co pół roku badał zespół biegłych i wydawał opinie o jego stanie zdrowia. - W sierpniu 2001 r. biegli stwierdzili, że przestało istnieć wysokie prawdopodobieństwo popełnienia szkodliwego czynu - tłumaczy Jarosław Matras, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie.
Biegli opinię potwierdzili na posiedzeniu sądu. Aby wykluczyć pomyłkę, powołano kolejny zespół biegłych. Wydali identyczną opinię i również potwierdzili ją na posiedzeniu sądu. - Na tej podstawie zwolniono Wojciecha K. - dodaje Jarosław Matras.
Mieszkańcy wsi nie znają tych wyjaśnień. Pamiętają tylko wydarzenia sprzed lat i boją się. - Strach jest we wsi - mówi mieszkanka. - Mam działkę niedaleko ich domu i sama nigdy tam nie pójdę.
W miejscowej szkole znają Wojtka. - Uczyłem go - mówi nauczyciel. - Normalny chłopak był. Czy teraz się boję? Tak, zwłaszcza o dzieci.
Wojtek nie pojawia się we wsi. - Wolę pracować, bo jest dużo pracy. Szopę rozebrałem, ogródkiem się zajmuję - mówi. - Bardzo dobrze się tu czujemy, nie mam obciążeń, ale wolę zostać na uboczu.
Razem z żoną chcieli sprzedać gospodarstwo i przenieść się. - Dawali takie pieniądze, że ledwo by na kawalerkę starczyło - dodaje jego żona, Zofia. Poznali się w szpitalu i jak mówią, była to miłość od pierwszego wejrzenia. - Utrzymujemy się z renty i zostaniemy tu na stałe. Mam nadzieję, że ludzie się oswoją z naszą obecnością.
Do wsi chodzi Zofia. Po zakupy, do kościoła. - Raz tylko słyszałam jak ludzie mówili, że Wojtkiem diabeł wtedy kierował - mówi Zofia. - Spokojnie tu żyjemy. Przyjeżdża do nas moja rodzina. We wsi mamy znajomą. Pomaga nam trochę.
Mieszkańcy mówią o swoim strachu. Zastanawiają się, dlaczego Wojtka wypuszczono. - To bardzo dobry chłopak, nikogo nie skrzywdzi. A tamto... To jego wizje, halucynacje kazały mu to zrobić - wyjaśnia lekarz psychiatra z Abramowic. - Jego małżeństwo jest bardzo pozytywne. Wojtek bierze leki, a żona dodatkowo go mobilizuje.
Ani we wsi, ani w Wilkowie nikt nie chciał z nami oficjalnie rozmawiać. Ani władze gminne, ani duchowni, ani zwykli mieszkańcy. Tylko anonimowo. - Normalny człowiek jest - mówi mężczyzna pod sklepem we wsi. - Kiedyś mu się nawywijało, to wszyscy inaczej na niego patrzą. Ja się nie boję.
Czy Wojtek powinien mieszkać w tym samym domu? - Raczej nie - odpowiada lekarz z Abramowic.
Personalia Wojtka i Zofii zostały zmienione.

Andrzej Klimkowski - sędzia Sądu Okręgowego w Lublinie

W przypadku niepoczytalności nie można człowiekowi przypisywać żadnej winy. Taki człowiek nie popełnił żadnego przestępstwa, a tylko czyn, za który nie może odpowiadać.

Elżbieta Kosmala - przewodnicząca wydziału penitencjarnego w lubelskim Sądzie Okręgowym
Sąd musi zwolnić takiego człowieka na podstawie opinii biegłych czyli dwóch psychiatrów i jednego psychologa. W takich sprawach jest ona decydująca.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!