sobota, 3 grudnia 2016 r.

Lublin

Student idzie na wojnę

Dodano: 20 stycznia 2003, 21:58

Wojna już się zaczęła. Po jednej stronie barykady stanęła ponadstutysięczna armia młodych ludzi. Nadciągająca bitwa całkowicie zmieniła sposób ich życia. Musieli ze wszystkiego zrezygnować i zająć się tylko przygotowaniami do walki.

Siły przeciwnika także nie marnowały czasu. Wróg jest mniej liczny, ale z o wiele większym doświadczeniem. Niektórzy z przeciwników mają za sobą po kilkaset zwycięskich potyczek. I najważniejsze: mają broń Ostatecznej Zagłady. To w końcu ich ocena w indeksie decyduje o dalszych losach studenta.

Ciemna strona indeksu

Tomek Marczewski studiuje na trzecim roku prawa UMCS. Przygotowania do sesji rozpoczął tuż po Nowym Roku. – Sesja zaczyna się dopiero 20 stycznia, ale już wcześniej są różne zaliczenia, kolokwia czy wcześniejsze egzaminy – opowiada.
Tomek jest już sesyjnym wygą. Wie jak napisać podanie o zmianę terminu egzaminu, gdzie kupić notatki z wykładów. I najważniejsze: zna większość opowieści o wykładowcach, którzy będą go pytać.
– Najgorsza była sesja zimowa na pierwszym roku. Człowiek zielony, najczęściej przyjezdny. Pierwsze, co go zainteresowało, to knajpy i nowi znajomi. A na dodatek na noc wracałeś nie do rodziców, tylko na stancję albo do akademika, na kolejną imprezę. Aż któregoś dnia poznajesz ciemną stronę indeksu.
Poznała ją też Jola Adamczak, studentka AM. – Koszmarny stres. Przejmujesz się tym, czego nie umiesz, złośliwością egzaminatorów, tym, jakie dostaniesz pytania, co zrobisz, jak oblejesz, czy uda ci się poprawka, co powiedzą starzy, jak cię skreślą z listy studentów. Aż wreszcie zaczynasz myśleć o tym, że w pośredniaku stoją bardzo długie kolejki... Facetom dochodzi jeszcze widmo powołania do wojska.
– Polscy studenci mają dużo więcej powodów do stresu niż ich koledzy z Niemiec czy Anglii – twierdzi Ewa Woydyłło, psycholog. W zeszłym roku była członkiem jury w konkursie „Stres pod kontrolą”. – Przeciążenie obowiązkami domowymi, trudne warunki bytowe i nie najlepsza sytuacja materialna to główne powody stresu. Z drugiej strony po nadesłanych pracach widzę, że polscy studenci mają duże poczucie humoru i zachowują pogodę ducha w obliczu wyzwań.
Nawet ci, którzy egzaminy zdawali wiele lat temu, pamiętają głównie o stresie. – Żeby go zwalczyć, zawsze dzień przed egzaminem kończyłem naukę – wspomina rektor AR prof. Zdzisław Targoński.

Kto nie lubi miastowych?

Studenci nie tylko uczą się przed egzaminami. – Wiedza to średnio tylko połowa sukcesu – podkreśla Marcin, student V roku historii UMCS. – Liczy się też szczęście, ubiór, sposób zachowania i takie rzeczy jak fryzura, kolor marynarki czy znajomość egzaminatora.
Studenci bardzo chętnie opowiadają o swoich przygodach na egzaminach. – Wchodzę do pokoju i słyszę: „Po cholerę pani tu przylazła?” Po chwili już wiedziałam: po dwóję. Praktycznie bez pytania – opowiada Ala, studentka KUL.
– Przed egzaminem chodzi asystent i mówi, żeby pochować wszystkie obrączki. Dlaczego? Bo kobieta jest starą panną i ma na tym punkcie straszne kompleksy. Oblewa wszystkich z widocznymi oznakami małżeństwa. – Czy to normalne? – pyta Artur, absolwent UMCS.
Marta i Kaśka, studentki ekonomii na UMCS, przed egzaminem większość uwagi poświęciły nie tylko nauce, ale i kwestii stroju. – Biała koszula, ciemna spódnica za kolana. Potem fryzura: włosy zaczesane i spięte z tyłu. Żadnych wymyślnych kształtów, makijażu i ozdób. Ale największą pasją tego egzaminatora są fryzury chłopaków: za długie włosy po prostu stawia pałę.
Inny egzaminator nie lubi „miastowych”. U niego pochodzenie z małej wsi to atut. Kolejny nie lubi dziewczyn. – Zdaje się, że żona od niego uciekła, więc się rozpił – opowiada nam Marta. – U niego dziewczyny siadają na stołkach, a studenci w fotelu.
Podczas egzaminu z anatomii zwierząt na II roku Wydziału Medycyny Weterynaryjnej AR w Lublinie kwestia ubioru nie ma większego znaczenia: wszyscy i tak są w kitlach.
– Najważniejsza jest wiedza, bo to bardzo konkretny przedmiot. Trudno też tutaj „lać wodę” czy tworzyć jakieś historie. Od razu rozpoznam studenta, który nie chodził na wykłady, bo często zadaję pozapodręcznikowe pytania – tłumaczy prof. Stanisław Flieger. – Ale zwracam też uwagę na ogólną kulturę bycia. Na ogół najlepsi studenci pochodzą ze wsi i małych miasteczek. Oni wiedzą, że studia to dla nich jedyna szansa.

Bez wspomagania nie da rady

Jak student sobie pomaga? Tu metod jest mniej więcej tyle, co samych studentów. – Przede wszystkim kawa, papierosy i siedzenie po nocach. Wolę nie spać niż uczyć się systematycznie. Po prostu: zakuć, zdać, zapomnieć – twierdzi Tomek Marczewski.
To metoda klasyczna. Do tego dochodzą kursy szybkiego czytania czy technik pamięciowych. – Część myśli, że po tygodniu będą już wszystko umieć. Na lekcjach pokazowych tłumaczymy, że jest inaczej. Cały kurs trwa 8 tygodni, ale już po dwóch mamy pewne techniki, które na pewno pomogą w nauce – przyznaje Andrzej Morek, właściciel lubelskiego oddziału Akademii Nauki.
Część studentów wybiera inną formę pomocy: żeń-szeń, magnez, witaminy. – W połowie stycznia zaczynamy sprzedawać bardzo dużo takich preparatów – mówi pani Elżbieta. Jej apteka znajduje się niedaleko miasteczka akademickiego. – Wszystkie są bezpieczne i nieszkodliwe. Czasami jednak studenci szukają czegoś „mocniejszego”, np. leków poprawiających pamięć u osób chorych na amnezję. Tu jednak potrzebna jest recepta.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO