piątek, 18 sierpnia 2017 r.

Lublin

Studentka prawa skarży się na egzamin. "Po co nam taki przedmiot?"

Dodano: 20 lutego 2014, 09:50
Autor: łm

Beacie, studentce UMCS nie podoba się egzamin z filozofii na Wydziale Prawa i Administracji. Uważa, że ten przedmiot jest nieprzydatny. Tym bardziej, że wykładowca surowo ocenia na egzaminie. - Nauka o św. Tomaszu z Akwinu, szkole platońskiej czy innych koncepcji już nieaktualnych jest po prostu bezsensowna - żali się w mailu do nas. Czekamy na Wasze opinie w tej sprawie.

List od Czytelniczki (pisownia oryginalna, materiał częściowo zredagowany przez redakcję): Piszę do Państwa w iż jestem studentką Wydziału Prawa i Administracji UNIWERSYTETU MARII CURIE-SKŁODOWSKIEJ. Może zainteresuje Państwa a nawet napiszą Państwo artykuł na temat jednego z przeprowadzanych na tym wydziale egzaminów. Nie piszę tego iż jestem sfrustrowaną osobą która nie zdała bo akurat mi się dziwnym cudem udało. Chodzi konkretnie o egzamin z Teorii i filozofii prawa który jest przeprowadzany przez dr Wojciecha Dziedziaka. Na domiar wszystkiego jest to egzamin który odbywa się już na 5 roku w semestrze zimowym (tylko dotknąć i mamy upragnionego MGR). Rozumiem jeśli to byłby przedmiot który pomógłby nam w późniejszej karierze zawodowej aczkolwiek nauka o św Tomaszu z Akwinu, szkole Platońskiej czy innych koncepcji już nieaktualnych jest po prostu bezsensowna. 'Hardkorowy' egzamin Niekiedy słychać nawet słowa krytyki innych nauczycieli akademickich iż przedmiot nie należy do najpotrzebniejszych i robienie tak hardkorowego egzaminu jest wręcz niepotrzebne. Na około 300 osób zdawalność to jedyne 50 osób, egzamin z Prawa Handlowego u Prof. Andrzeja Kidyby ( gdzie tutaj naprawdę uczymy się rzeczy przydatnych) to pestka w porówniu to przedmiotu wyżej wymienionego. Zdanie egzaminu to czysta loteria. Zależy z kim się wchodzi (wchodzimy po 3 osoby). Jeśli wejdą trzy osoby dobrze "wykute" dr wybiera maksymalnie 2 i to przy dobrych wiatrach. Ja miałam szczęście gdyż osoby z którymi wchodziłam do pokoju doktora nie były wykute na "blache" a ja w porównaniu do innych osób zdających nie wyglądałam kolorowo byłam wręcz pewna że nie zdam aczkolwiek osoby będące ze mną "zjadł stres" co dr skrzętnie wykorzystał i na samym początku je skreślił. Mimo iż danej osobie wstawia 2 to i tak dalej daną osobę męczy swoimi pytaniami, miałam wrażenie iż on się tym napawa pokazując nam iż jesteśmy dosłownie zerem. Każda osoba dostaje teoretycznie trzy pytania co nie jest prawdą gdyż jeśli student odpowie to dostaje kilka pytań bonusowych za których niewiedza grozi 2. Trzeba znać nazwisko autora książki Wiadomo iż w dobie komputerów, punktów xero, drukarek dużo osób uczy się z już opracowanych zagadnień tudzież skryptów. A pytania znacząco odbiegają od wiedzy która jest tam zawarta. Padają pytania typu "Proszę podać autorów i nazwy książek z których kazałem się uczyć". My zestresowani samym faktem iż do upragnionego mgr stoi na drodze ciężki egzamin który nie przypa nam się w dalszej karierze zawodowej, na który poświęciliśmy dużo czasu to przed wejściem uczymy się imienia nazwiska oraz tytułu książki z której doktor kazał się uczyć(gdyż i tutaj za nieznajomość grozi 2) zapominając przez to niekiedy bardzo ważne zagadnienia. Wszystko zależy od humoru Egzamin poprawkowy to także katorga. Wszystko zależy od humoru i "widzi mi się" doktora. Masa osób przez ten egzamin powtarza rok przenosząc się na inne uczelnie. Najgorzej mają studenci studiów niestacjonarnych iż muszą płacić drugi raz za 5 rok przez przedmiot który wcale im się nie przydaje w życiu codziennym. Jednostki tylko zostają na naszym wydziale mając nadzieję iż teraz będzie lepiej. Życie jednak jest brutalne doktor nie ma dla nikogo litości i jeśli zechce to taką osobę drugi raz zostawi iż na piątym roku w gre wchodzi tylko powtarzanie roku tutaj już nie ma czegoś takiego jak warunek. Bardzo dziękuje za przeczytanie mojego e-maila. Chce po prostu pomóc innym iż władze naszego wydziału mają nas serdecznie gdzieś i żadne prośby ani skargi nie są wcale brane pod uwagę, wręcz mam wrażenie że trafiają bezpośrednio do kosza bez czytania. CZY NA LUBELSKICH UCZELNIACH UCZĄ PRZEDMIOTÓW NIEPOTRZEBNYCH? CZEKAMY NA WASZE KOMENTARZE I PRZYKŁADY
Użytkownik niezarejestrowany
Gość
Gość
(154) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (16 lutego 2017 o 17:15) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Zgadzam się w pełni z artykułem ! Uważam że koniecznie trzeba coś z tym zrobić.??????
Rozwiń
Gość
Gość (5 marca 2016 o 11:25) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Czyżby koleżanka z niezaliczonym wstępem? Było się uczyć do egzaminu, to teraz nie było by boleści na forum.
Rozwiń
Gość
Gość (22 lutego 2016 o 20:48) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
zgadzam się ze studentką, studiuję na UMCS i także miałam do czynienia z p. Dziedziakiem. Wykłady u niego to po prostu śmiech na sali. Rozumiem prowadzenie wykładów w OPARCIU o notatki, ale on ma wypisany słowo w słowo każdy wykład i siedzi z nosem w kartkach na wykładzie czytając te wypociny. To co on tam czyta nawet nie jest logiczne, to kompletne lanie wody. Poza tym on mówi co innego a na ćwiczeniach z tego przedmiotu uczą nas jeszcze czegoś innego... A egzamin? Szkoda gadać, skoro on musi czytać najprostsze rzeczy na wykładzie już n-ty rok z rzędu a od studentów wymaga opanowania do perfekcji. Wchodzą 3 osoby w tym 1/2 już są spalone na wejściu. Zadając pytanie nie daje chwili na zastanowienie. Tylko siedzi rozwalony w swoim foteliku i jak się tylko student zająknie to przewraca oczami i sapie coś pod nosem. Jest wymagający i to jest zrozumiałe, ale trochę wyrozumiałości by mu się przydało. Szczególnie dla 1-wszych roczników taki egzamin to potworny stres.
Rozwiń
Gość
Gość (24 stycznia 2016 o 21:42) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
ANDRZEJ, degeneracie! Nie używaj słów, które znasz tylko ze słownika wyrazów obcych. Autorka ma rację. Tylko troll lub opisany "wykładowca" (i jemu podobni) mogą zanegować ten fakt. W RP na uczelniach istnieją kółka wzajemnej adoracji. Na "prawie" uczą wszędzie byle jak. Chodzi o przerzedzenie przyszłej konkurencji. Filozofia, socjologia, ekonomia czy nauka o polityce. Chamstwo i arogancja niektórych wykładowców są legendarne. Nie można się dziwić, że w urzędach, sądach czy prokuraturach pracują gnoje. Tak ich wychowano, wyuczono.
Rozwiń
Gość
Gość (12 stycznia 2016 o 06:11) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Zgodzę się z faktem, iż światopogląd prawnika musi być o wiele bardziej szerszy niż osoby która ukończyła chociażby studia kosmetologiczne. Jednakże z własnego doświadczenia wiem, że nakładanie nacisku na naukę rozważań filozoficznych na 5 roku studiów prawniczych jest co najmniej przesadzone i zbędne. Na takie przedmioty jest czas na 1 i 2 roku studiów. Na 5 roku od prawników wymaga się analitycznego myślenia, umiejętności poruszania się w gąszczu przepisów i prawidłowej interpretacji. Nie rozumiem osób które twierdzą że uczelnia produkuje półidiotów. Osoba która to mówi, niezdaje sobie sprawy że taka osoba mająca na 5 roku takie przedmioty przychodzi do Sądu, czy nawet Kanelarii i nie wie jak ma się poruszyć i co powiedzieć, bo na co poświęciła czas???na naukę o tomaszu z Akwinu a nie na przedmioty specjalistyczne np. prawo umów bankowych itp. Ludzie!!! czas się ogarnąć.....dobry prawnik to nie taki co zna filozofię czy na pamięć wykuł historię i pamięta o niej na sali sądowej. Trzeba zakończyć zatykanie dziur programowych przedmiotami które nie przygotowują do zawodu prawnika. Studia prawnicze jak sama nazwa wskazuje mają uczyć prawa, wypracowaniu własnego poglądu, a nie myśli prawniczej sprzed kilku wieków!!! Może faktycznie autorka nie użyła właściwych słów, ale rozumiem sens i w pełni się z tym zgadzam.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (154)

Pozostałe informacje

18-20 sierpnia
komentarze (0)0
polubienia (1)1
17-08-2017

18-20 sierpnia

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!