czwartek, 19 października 2017 r.

Lublin

Szkoła świecka, a podręcznik katolicki. Fundacja chce żeby go wycofać


Do wypieczenia chleba niezbędne jest Boże błogosławieństwo, rycerz musi brać udział w codziennej mszy, a 24 czerwca świętujemy narodzenie św. Jana Chrzciciela – to m.in. można wyczytać w podręczniku dla klas III szkół podstawowych. Natychmiastowego wycofania książki domaga się lubelska Fundacja Wolność od Religii

O podręczniku „Od A do Z. Radosne odkrywanie świata” dowiedzieliśmy się od rodziców dzieci. Przekazali nam, że książka ma charakter konfesyjny, a treści w niej zawarte wykluczają uczniów należących domniejszości bezwyznaniowej lub innych wyznań – mówi Dorota Wójcik, prezes zarządu FWoR.

O stwierdzenie, czy rodzice mają rację, fundacja poprosiła dr Adama Kalbarczyka, adiunkta w Instytucie Filologii Polskiej UMCS i dyrektora zespołu szkół „Paderewski”.

– Przeanalizowałem podręcznik, i stwierdziłem, że jest bardzo dziwny. Niespójny – przyznaje Kalbarczyk. – Znalazłem w nim wiele ciekawych nowoczesnych treści, do których zostały jakby doklejone fragmenty, które naruszają konstytucyjne prawo rodziców niewierzących do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami.

W opinii filologa w tych fragmentach podręcznik narzuca dzieciom katolicki światopogląd. Przedstawia też polską kulturę, tak jakby była jednorodna (wyłącznie katolicka) upowszechniając zarazem stereotyp Polaka-katolika.

– Przybiera to postać jawnej indoktrynacji podobnie jak teksty, które sugerują, że wszyscy ludzie są katolikami. Podręcznik nie przypomina w tych fragmentach pomocy dydaktycznej, a zbiór tekstów katechetycznych – przyznaje Kalbarczyk. I dodaje, że książka nie powinna być dopuszczona do użytku szkolnego.

Decyzja, czy podręcznik przestanie być wykorzystywany, Ministerstwo Edukacji Narodowej podejmie dopiero po przeanalizowaniu zawartych w nim treści. Najprawdopodobniej nie stanie się to jednak w ciągu najbliższych tygodni.

– Chcemy doprowadzić do sytuacji, w której szkoła zacznie być przestrzenią świecką. Niestety, edukacja publiczna coraz mocniej się kleryfikuje. Inspiratorzy tych zmian liczą na to, że nikt nie zgłosi sprzeciwu – tłumaczy Wójcik.

Zarówno rodzice dzieci, jak i uczniowie coraz częściej jednak protestują przeciwko działaniom łamiących ich wolność poglądów. Boją się jednak występować otwarcie przeciwko dyrektorom, zwłaszcza miejskich szkół. Zwykle o pomoc proszą Fundację Wolność od Religii. Tak było m.in. w przypadku piątkowego apelu z okazji Dni Papieskich w Szkole Podstawowej w Nałęczowie.


– O wyjaśnienie tej bulwersującej sprawy poprosiliśmy lubelskie kuratorium oświaty – przyznaje Wójcik. – Z informacji, jakie otrzymaliśmy wynika, że w apelu udział wziąć musiały dzieci nie uczęszczające na lekcje religii oraz nauczyciele-ateiści. Po prostu kazano zejść im na salę gimnastyczną na dwugodzinny apel.
Sprawę wyjaśnia też dyrekcja szkoły.

– Rzeczywiście mogło się zdarzyć, że na sali były dzieci nie uczęszczające na religię – przyznaje Anna Szczęsna, dyrektor SP im. Stefana Żeromskiego w Nałęczowie. – Nie nazwałabym tej sytuacji jednak przymusem. Nie wszystkie dzieci musiały brać w apelu czynny udział. W tym samym czasie odbył się m.in. turniej wiedzy, w którym aktywny udział brały tylko chętni uczniowie. Pozostali tylko siedzieli.

Szczęsna dodaje, że nauczyciele powinni poinformować dzieci nie uczęszczające na religię, że czas apelu mogą spędzić w bibliotece.

• Czy to zrobili?

– Nie wiem – przyznaje dyrektor.

ken
aa
zamiast religii...?
(16) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

ken
ken (27 października 2015 o 20:55) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

To zapisz swoje dziecko do szkoły tam gdzie uczy jakis rabin!!!

ty naprawdę taki ułomny /a umysłowo ?

oni w tego samego Boga wierzą

Rozwiń
aa
aa (27 października 2015 o 19:09) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Osobiście nie życzę sobie aby takie katolickie brednie wpajać w szkole mojemu dziecku. Nie po to dziecko chodzi do szkoły w XXI wieku by czytać takie bzdury, że do wypieczenia chleba niezbędne jest Boże błogosławieństwo.... XXI wiek. Weźcie, nie rozwalajcie mnie. Szkoła to nauka, a nie zabobony. Religia z powrotem do kościoła powinna trafić, a nie na siłę wciska się te teksty do podręczników. Jak PiS wygra to będziemy mieli naukę..... a raczej "naukę"....

To zapisz swoje dziecko do szkoły tam gdzie uczy jakis rabin!!!

Rozwiń
zamiast religii...?
zamiast religii...? (25 października 2015 o 12:01) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Rozwijajmy się, zamiast rywalizować
 
  „Szybko, łatwo i skutecznie” nie zawsze znaczy dobrze - o zagrożeniach duchowych i potrzebie umiaru w szkole mówi Ewa Fus-Kubacka, nauczyciel, socjoterapeutka, związana ze wspólnotą neokatechumenalną

MAŁGORZATA CICHOŃ: - Dlaczego zaczęłaś zajmować się zagrożeniami duchowymi dzieci i młodzieży?

EWA FUS-KUBACKA: - Ponieważ sama nieświadomie zaangażowałam się w metodę okultystyczną! Zrobiłam pierwszy stopień kursu kinezjologii edukacyjnej. Pewne rzeczy mnie dziwiły, czułam zmieszanie, kiedy pokazywany był np. tzw. test mięśniowy. Zostałam zaproszona na kurs drugiego stopnia. Ukrywano treść dalszego programu, ale ja nie byłam czujna i poszłam na te zajęcia. Mało tego - zorganizowałam warsztaty z pierwszego stopnia w mojej szkole! Potem zauważyłam, że niektóre ćwiczenia mają elementy hinduizmu np. mudry. Gdy już dostałam skrypt do ręki, okazało się, że wiele treści tej metody związanych jest też z medycyną chińską, z ideologią meridianów. Wszystko to podawane było po kawałku, w zakłamany sposób.

- Co zrobiłaś, gdy się zorientowałaś, że coś tu nie gra?

- Skontaktowałam się z o. Aleksandrem Posackim SJ (europejski konsultant egzorcystów - przyp. red.), który badał tę metodę pod kątem zagrożeń duchowych. Bardzo mi pomógł, zwracając uwagę na zagrożenia duchowe w edukacji i terapii. Potem w Warszawie odbyła się konferencja, podczas której naukowcy udowodnili, że kinezjologia edukacyjna nie opiera się na nauce - materiały z tej konferencji opublikował Instytut Badań Edukacyjnych. Martwi mnie, że ta metoda nadal wykorzystywana jest w pracy z dziećmi, także z niepełnosprawnymi. Osoba dorosła ma szansę się obronić, ponieważ posiada zmysł krytyczny, dzieci go nie mają.

- W edukacji sięga się po metody, które są szkodliwe? Dlaczego?

- Pęd do sukcesu, rywalizacja, rankingi szkół - wszyscy chcą uczyć się szybko i skutecznie. Żyjemy w kulturze nadczłowieczeństwa! Świat nie znosi cierpienia, braku, a nawet umiaru! W rywalizacji nie ma miejsca na budowanie relacji, a w życiu trzeba też nauczyć się przegrywać. Tymczasem naczelna zasada antropocentryzmu i New Age to: „Mogę stać się bogiem i być samowystarczalny”. Gdy na to nałoży się duża rywalizacja w szkole, młodzież idzie na skróty. Dlatego korzysta z NLP (neurolingwistyczne programowanie - przyp. red.), metod szybkiego czytania czy uczenia języków obcych sposobem SITA. Często używa się tam technik rzekomo uruchamiających niewykorzystane obszary naszego mózgu, a w rzeczywistości są to niebezpieczne techniki transowe. Metody „szybko działające” bywają, niestety, podpowiadane przez nas, nauczycieli, i wymuszane na dzieciach przez rodziców.

- To przykre… Czemu nauczyciele nabierają się na tak wątpliwe oferty?

- Często powodem jest nasza cecha, żeby się ciągle dokształcać, usprawniać, rozwijać, zamiast zatrzymać się na relacji i spokojnie prowadzić ucznia. Odkąd powstały gimnazja, nauczyciel dostaje uczniów na 3 lata i ma ich przygotować do egzaminu, nie znając ich! A wcześniej miał perspektywę całości! Czasami też przychodzą mody, które powodują, że szkoła przestaje żyć tym, czym żyć powinna. Np. w szkolnych gabinetach ma miejsce „wspomaganie” ucznia przez psychologa z zastosowaniem mandali, biofeedbacku czy relaksu w stanie alfa. Nauczyciele obligowani są do doskonalenia, realizując stopnie zawodowe. Wchodzą w alternatywne metody (np. Silvy, tai-chi, superlearning, relaksację), które nie były przedmiotem ich studiów, ale robią to ze względu na wymogi, żeby poszerzyć kompetencje i zaliczyć awans. Gdyby dyrektorzy reagowali, powiedzieli, co jest wartościowe, a co nie, byłoby lepiej. Ale sami też często tego nie wiedzą.

- Na co jeszcze nauczyciele powinni zwrócić uwagę?

- Na firmy przychodzące z ofertami zajęć dla dzieci. Ostatnio czujny dyrektor jednej ze szkół nie zgodził się na spotkanie z rodzicami, zaproponowane przez przedstawicieli ośrodka, który organizował dla dzieci zajęcia szybkiego zapamiętywania. Mimo rekomendacji Kuratorium Oświaty dyrektor stwierdził, że program tych zajęć był sformułowany zbyt ogólnie, bez podania technik i metod. Poza tym powinniśmy zwrócić większą uwagę na symbole okultystyczne, których używają młodzi ludzie. Szkoły nie pozwalają na używanie symboliki klubów sportowych, dobrze by było, by nie godziły się na symbolikę satanistyczną czy tatuaże. W szkole, w której pracuję, reguluje to odgórnie statut. Ogólnie nauczyciele niechętnie reagują na zagrożenie duchowe. Myślę, że wynika to z ich małej znajomości tych zagadnień i związanego z tym lęku. Równocześnie coraz więcej nauczycieli bierze udział w spotkaniach i konferencjach poświęconych tym tematom. Nie widzę powodu, dlaczego by nie rozmawiać o tych wartościach z uczniami. Uważam, że dobrą rolą szkoły byłoby dbanie również o bezpieczeństwo duchowe uczniów.

- Czy w sprawie zagrożeń duchowych interweniują rodzice?

- Tak, rodzice w jednej z krakowskich szkół domagali się usunięcia z listy lektur „Harrego Pottera”. O zagrożeniach książki można przeczytać w publikacji Gabriele Kuby: „Harry Potter - dobry czy zły”, na końcu której jest nota kard. Ratzingera (przyszły papież pisze w niej m.in.: „Dziękuję bardzo za pouczającą książkę. Dobrze, że wyjaśnia pani sprawę Harry’ego Pottera, ponieważ jest to subtelne uwiedzenie, które oddziałuje niepostrzeżenie, a przez to głęboko, i rozkłada chrześcijaństwo w duszy człowieka, zanim mogło ono w ogóle wyrosnąć” - przyp. red.). Skorzystali z zasady, że rodzic ma naturalne prawo ingerowania w program nauczania, gdy ten wzbudza w nim niepokój. A przynajmniej może skierować pytania na ten temat. Nie chodzi o to, by kontrolować nas, nauczycieli czy krytykować dyrektywy, tylko żeby współpracować.

 

cd

http://www.niedziela.pl/artykul/60592/nd/Rozwijajmy-sie-zamiast-rywalizowac

Rozwiń
Zamiast religii...?
Zamiast religii...? (25 października 2015 o 11:59) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Igraszki z diabłem

DODANE 2011-06-01 06:30

Aleksandra Pietryga; GN 20/2011 Katowice

Do księży egzorcystów i sióstr w Rybnie systematycznie zgłaszają się rodzice małych dzieci z prośbą o modlitwę. O zdrowie? Nie. O uwolnienie ze skutków zabawy ze złym duchem.

 ANDRZEJ GRYGIEL/ PAP/ GNMasaż dźwiękiem z wykorzystaniem mis tybetańskich – relaks czy zagrożenie duchowe?

Nowoczesne formy edukacji. Rozwijanie potencjału u dziecka i wspieranie jego wszechstronnego rozwoju. Szeroka gama ciekawych zajęć dla maluchów, od tańca po lektoraty językowe. A wszystko w atmosferze zabawy i przygody, pod okiem doświadczonego zespołu: pedagogów, psychologów, logopedów, pracowników naukowych. To oferta Akademii Indygo z Katowic. Brzmi świetnie? To szukamy dalej.

Zespół Akademii Indygo proponuje wiele bardziej i mniej standardowych metod pracy z dzieckiem oraz terapii. Mamy więc tu zajęcia artystyczno-plastyczne, teatralne, zajęcia muzyczne z gongami i misami dźwiękowymi, klub mamy i malucha, liczne warsztaty dla rodziców i pedagogów, np. jak prowadzić zajęcia kulinarne dla dzieci; bajkoterapia, czyli jak pisać bajki i opowiadania; mandale w edukacji i terapii. Potrzeba wiedzy i dużej świadomości zagrożeń duchowych, by dostrzec w tym gąszczu ofert, że coś jest nie tak.

Brzuszki wibrują

– W zerówce, do której uczęszcza nasz syn, przy szkole podstawowej nr 27 w Katowicach, padła propozycja, skierowana do rodziców, by umożliwić dzieciom udział w jednorazowych zajęciach z rytmiki – opowiada Krzysztof Kurzeja, tata 6-letniego Władysława. – Koszt 10 zł od osoby. Chyba wszyscy rodzice wyrazili zgodę. Nic niepokojącego, do tego za niewielkie pieniądze. Dzieci na zajęciach się zjawiły, przyszedł pan i pani z kotkiem.

- Po powrocie syna ze szkoły spytałam go, jak się bawił. Czy tańczył, czy ćwiczył – mówi Natasza Kurzeja, mama Władzia. – Okazało się, że zajęcia z rytmiką miały niewiele wspólnego. Instruktorzy z Indygo przynieśli ze sobą rekwizyty – misy tybetańskie, dzwonki oraz żywego kota. To była jedna z ich ofert, którą na stronie internetowej określają jako autorski program rozwojowy lub, bardziej dosadnie, warsztaty edukacyjno-rozwojowe „Tybet – Kraina Dalekiego Wschodu”. Nazwa mówi sama za siebie. – Syn opowiadał nam o zabawie z misami – relacjonuje mama Natasza. – O tym, jak pan kładł dzieciom misy na brzuchach i czuło się takie fajne wibracje. Zaniepokoiliśmy się poważnie.

Państwo Kurzejowie skontaktowali się z wychowawczynią i sekretariatem szkoły. Okazało się, że ofertę z Akademii Indygo przedstawiła wychowawczyni jedna z matek. Jako wspomniane zajęcia z rytmiki. Dyrekcja szkoły w takich przypadkach ufa wychowawcy klasy i – jak podkreślają zapytani dyrektorzy – nie ma obowiązku monitorowania wszystkich propozycji. A szkoda, bo można niechcący wejść w bagno i wciągnąć w nie dzieci. – Wychowawczyni naszego Władzia sama poczuła się zaniepokojona przebiegiem zajęć – opowiada Krzysztof Kurzeja. – Zwróciła szczególną uwagę na panią, która towarzyszyła prowadzącemu ćwiczenia, ale trzymała się z boku i była „dziwnie nieobecna”.

Kurzejowie zabrali syna do franciszkanina, ojca Gerarda Buli, który w Panewnikach m.in. sprawuje posługę egzorcysty. Przesada? – Chcieliśmy, żeby ojciec pomodlił się nad naszym synem, by Pan Jezus pozamykał wszystkie furtki na działanie szatana, które mogły się pootwierać podczas zajęć z metodami ewidentnie odwołującymi się do ideologii kultury i religii Wschodu.

cd

http://rodzina.wiara.pl/doc/872178.Igraszki-z-diablem

Rozwiń
Gość
Gość (23 października 2015 o 20:02) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
"Światłym" i "oświeconym" /celowo w cudzysłowie/ polecam powrót do książek i uważne przestudiowanie tematu: Średniowiecze. Proponuję działy: nauka, architektura, sztuka, polityka. Bo jak na razie, to widać, że piszą tu niedouczone gimbusy na zlecenie lewactwa
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (16)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!