poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Lublin

Szkoła w domu, mama w roli nauczyciela

Dodano: 31 sierpnia 2009, 07:51

Korneliusz właśnie zaczyna II klasę podstawówki. Jego siostra Lidka – zerówkę. Ale ich szkoła jest inna niż wszystkie. Nie ma w niej dzwonków, dzienników i wywiadówek. A jedyną nauczycielką jest... mama.

Kopciowie z Lublina są pierwszą i jedyną rodziną w naszym regionie, w której dzieci uczą się w ramach tzw. edukacji domowej. To odmiana kształcenia, w której rodzice sami uczą swoje dzieci. Nie muszą mieć nawet wykształcenia pedagogicznego. Wystarczy, żeby skutecznie potrafili przekazać wiedzę.

– Do 12 roku życia kładzie się fundamenty, na których powstaje osobowość człowieka – tłumaczy Radosław Kopeć. – Jesteśmy pewni, że w domu można to zrobić lepiej niż w szkole.

– Znam swoje dzieci i wiem, co jest dla nich najlepsze – podkreśla Anna Kopeć. – Jeżeli mamy problem z opanowaniem jakiegoś materiału, możemy do niego wrócić za dwa miesiące. Wtedy wszystko idzie w lot. W szkole nie ma na to szans.

– U nas nie ma podziału na wakacje i rok szkolny. Tak naprawdę nie uczymy się w domu jedynie wtedy, kiedy wyjeżdżamy na urlop – dodaje mama-nauczycielka. – Dlatego 1 września nam niestraszny.

Jak wygląda nauka w domowej szkole? – Tematami, które są do zapamiętania albo nauczenia na pamięć, zajmujemy się rano – tłumaczy pani Anna. – W południe jest język angielski. A po południu – "czas rodzinny”, też z nauką. Wtedy zwykle siadamy do gier edukacyjnych, ucząc się w ten sposób np. matematyki.

– Taka nauka bardzo mi się podoba – przekonuje Korneliusz.

– A nam podobają się efekty. Bo oficjalne egzaminy klasyfikacyjne poszły Kornelowi świetnie – dodaje tata.

Edukacja domowa jest bardzo popularna w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. W Polsce jej prowadzenie jest dozwolone od 1991 r. – Mamy znajomych z Lublina i nie tylko, którzy poszli lub chcą pójść naszym śladem – mówią państwo Kopciowie.

– Jeśli rodzice czują się na siłach i spełnią odpowiednie warunki, mogą sami uczyć swoje dzieci – mówi Krzysztof Babisz, lubelski kurator oświaty. Jednak kurator swoje dzieci posłał do tradycyjnej szkoły. – Moim zdaniem, lekcje z zawodowymi nauczycielami to lepsza forma edukacji – podkreśla Babisz. – Szkoła umożliwia lepszy rozwój dziecka, chociażby dając mu kontakt z rówieśnikami.

– Korneliusz widzi się z kolegami na podwórku. Poza tym, dwa razy w tygodniu chodzi na wf. do normalnej szkoły – odpowiada Radosław Kopeć. – Doskonale zna dźwięk dzwonka, hałas na przerwach. I wcale go do tego nie ciągnie.

Dr Anna Siudem, psycholog z UMCS

Edukacja domowa może się sprawdzić tylko wtedy, gdy rodzice uczący swoje dzieci będą do tego dobrze przygotowani i sami będą chcieli się uczyć. Bo nie jest tak, że nauczać może każdy. Nauczyciele przez kilka lat studiów poznają metodykę nauczania, różne techniki, jak skutecznie trafić do młodego człowieka czy jak atrakcyjnie przekazywać wiadomości. Rodzice, którzy biorą odpowiedzialność za samodzielne wyedukowanie swoich dzieci, muszą mieć tego świadomość.
Czytaj więcej o:
DanielPiesto
MMarek
erka
(20) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

DanielPiesto
DanielPiesto (7 września 2009 o 17:39) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
"Nauczyciele przez kilka lat studiów poznają metodykę nauczania, różne techniki, jak skutecznie trafić do młodego człowieka"
Taaaaaaaa bo rodzice to nie potrafia trafiac do wlasnych dzieci.
Rozwiń
MMarek
MMarek (4 września 2009 o 17:25) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Szkoda, że jak zazwyczaj ludzie bredzą coś zamiast wygooglować podstawy...


Dzieci nie muszą się "integrować" z innymi dziećmi. To jest komunistyczny mit.
U dzieci szkolonych w domu nie występuje coś takiego jak "bunt".

Dziecko ma się wzorować na dorosłych aby dorosnąć, to chyba logiczne ?!
Niestety zamiast wychować dziecko na dobrego człowieka, wiele osób woli patrzeć wiecznie na małe dziecinne stworzenia...
To są egoistyczne popędy, a nie miłość rodzica !!


W USA właśnie ok. milion dzieci uczonych w domu dorosło.
To jest wystarczająco duża grupa, aby wyrobić sobie zdanie na ten sposób nauczania.
Przeprowadzono niejedno badanie statystyczne na ten temat.
Wyniki są zaskakujące:
Dorośli wyedukowani w domu mają lepsze życiowe wyniki w KAŻDEJ dziedzinie.
I to niezależnie od wykształcenia rodziców !!
Oprócz faktycznie posiadanej wiedzy, zaradności życiowej są przede wszystkim bardziej szczęśliwi w życiu.
I to chyba jest najważniejsze.

Rodzice, przeczytajcie badania i jeśli was na to stać, to uczcie swoje dzieci w domu !!
Oprócz lepszej edukacji będziecie mieli pewność, że waszym pociechom nie stanie się krzywda i nie nauczą się złych nawyków.

Można o tym poczytać np, tu: [url="http://www.hslda.org/research/ray2003/default.asp"]http://www.hslda.org/research/ray2003/default.asp[/url]
Rozwiń
erka
erka (4 września 2009 o 12:48) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Moim zdaniem dziecko kształcone w domu ma znacznie większy kontakt z tzw. "rzeczywistością", rodzice dbają o to odpowiednio, niż dzieci uczące się w szkole. Niekiedy szkoła przypomina "system zamknięty" .
Rozwiń
erka
erka (1 września 2009 o 15:25) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Przez kilka ostatnich lat byłam tzw. psychopedagogiem w dwóch szkołach lubelskich: pulicznej i prywatnej. Do żadnej z nich nie posłałabym własnego synka. Edukacją domową poznałam kilka lat temu czytując tzw. prasę społeczno-pokityczną i zachwyciłam się nią . Od kilku lat "dopuszcza się ją" w Polsce, czytaj: urzędnicy uznali, że jako mama własnego dziecka MAM PRAWO mieć aktywny wpływ na jego edukację (!) i to mnie bardzo cieszy. A jeszcze bardziej ciesze się, że Pani Ania "przeciera szlaki" i za 2-3 lata chętnie skorzystam z jej doświadczeń. Serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.
Rozwiń
obiektywny
obiektywny (1 września 2009 o 11:12) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
krecik_77 napisał:
Tak, z młodocianą bandyterką też ma się maluch okazję spotkać tylko w szkole. Tylko szkoła może mu zapewnić kontakt z grupkami naśmiewającymi się z inności, z tego, że ktoś nie chodzi na religię, nie idzie do komunii, nie dostaje nowej komórki co roku, że bierze kanapki do szkoły zamiast kupić sobie chipsy i chemiczą oranżadkę w sklepiku.
Szkoła oprócz dawania wiedzy kształtuje charakter, zwłaszcza u najmłodszych - i wcale niekoniecznie w dobrym kierunku.


Takie sytuacje się zdarzają, niestety, ale to nie znaczy, że wtedy dziecko należy schować pod "spódnicą" mamusi. Dziecko trzeba nauczyć tego, by radzilo sobie w takich sytuacjach, rodzic musi wspierać i chronić dziecko, ale nie metodą "siedź w domu to cię nic złego nie spotka". Przyjdzie czas, że klosz ochronny jakim jest ta właśnie"spódnica mamy" nie wystarczy, bo 16, 17, 20-latek " nie będzie się pod nim mieścił'. A pisząc wprost - kiedyś będzie musiał zacząć zyć na własny rachunek, i co wtedy,no chyba że uzna, że cały swiat to on i wszyscy z drogi, albo... cały świat to ja i mamusia... albo....
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (20)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!