piątek, 9 grudnia 2016 r.

Lublin

Teatralny przebój sezonu

Dodano: 4 lutego 2003, 21:16

Na zdjęciu: Bogdan Tosza (w środku) udziela ostatnich wskazówek Annie Kurczynie (z prawej). Z lewej
Na zdjęciu: Bogdan Tosza (w środku) udziela ostatnich wskazówek Annie Kurczynie (z prawej). Z lewej

W sobotę w Teatrze Osterwy premiera "Romea i Julii” Szekspira. Wyprzedano już bilety na wszystkie lutowe spektakle. Przed kasą wciąż ustawiają się kolejki tych, co mają nadzieję wyprosić bilet.

Po raz ostatni lubelska publiczność oglądała historię tragicznej miłości kochanków z Werony w 1961 roku. - Sztuka Szekspira mówi o cudzie miłości, który może zdarzyć się każdemu - mówi Bogdan Tosza, reżyser.
W roli Julii zobaczymy na scenie Annę Kurczynę. W roli Romea Bartosza Mazura. - Chciałbym, aby widzowie oglądając tragedię kochanków z Werony zapragnęli także przeżyć piękną, wielką miłość
- mówi B. Mazur.
(sz)

Spektakl jak talizman

Czterdzieści dwa lata po pamiętnej premierze Szekspira w Lublinie, kiedy rolę Romea zagrał Jan Machulski, bożyszcze lublininianek, doczekaliśmy się kolejnej wersji losów najsłynniejszych kochanków świata - mówi Bogdan Tosza, reżyser "Romea i Julii”.
1 lipca 1961 r. Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie wystawił "Romea i Julię”. Autorem poetyckiego przekładu był Jarosław Iwaszkiewicz, reżyserował Jerzy Zegalski, Julię zagrała Zofia Bajuk, Romea, bożyszcze lublinianek - Jan Machulski. Trzeba było czekać 42 lata, by lubelska publiczność znów mogła oglądać na scenie tragiczną historię miłości Romea i Julii. Ale za nim o niej opowiemy, cofnijmy się w czasie do roku 1862.
Milczący kochankowie
ze Starego Teatru
Lubelska publiczność po raz pierwszy ujrzała "Romea i Julię” w sezonie 1861/62 w Starym Teatrze przy ul. Jezuickiej. Słynni kochankowie nie powiedzili wówczas do siebie ani słowa, bo reżyser i dyrektor teatru Paweł Ratajewicz wystawił dramat szekspirowski w konwencji pantomimy. W Starym Teatrze jeszcze trzykrotnie oglądano tragedię kochanków z Werony. W Teatrze Wielkim (tak nazywał się przed wojną obecny Teatr Osterwy) zagrano sztukę Szekspira trzy razy. I w tym teatrze lubelski Romeo zobaczył swoją Julię
Wyjęła rewolwer i strzeliła sobie w serce...
Ona to Janina Pińska - aktorka Teatru Wielkiego. On to Jan Arnsztajn, lekarz, syn poetki Franciszki Arnsztajnowej. Wcześnie owdowiały ujrzał na scenie Janinę. Małżeństwo było szczęśliwe, nazywano ich Romeo i Julia z ulicy Złotej. Ale Jan zachorował na gruźlicę i zmarł. Janina postanowila wyjechać z Lublina. Po roku przyjechała na grób męża, wyjęła z torebki rewolwer i strzeliła sobie prosto w serce. O tej historii oraz o wielkiej miłości Tadeusza Kościuszki i Ludwiki Sosnowskiej przeczytają Państwo w programie do spektaklu, który w sobotę będzie miał premierę.
Spektakl jak talizman
Autorem opracowania muzycznego i reżyserem "Romea i Julii” jest Bogdan Tosza, scenografie i kostiumy przygotowała Aleksandra Semenowicz, za światło odpowiada scenograf Paweł Dobrzycki. W głównych rolach: Anna Kurczyna i Bartosz Mazur. Ojca Laurentego zagra Paweł Sanakiewcz, panią Capuletti Grażyna Jakubecka, panią Mentecchi Anna Świetlicka, ojca Julii - Henryk Sobiechart, ojca Romea - Jan Wojciech Krzyszczak. I rzecz najważniejsza
- ze sceny usłyszymy żywy, niemal współczesny język przekładu Stanisława Barańczaka.
- Nie trzeba jechać do Werony, by stanąć pod balkonem kochanków. Wystarczy przyjść do Teatru Osterwy. Oto na scenie kochankowie złożą ofiarę ze swojego życia. To ofiara za Waszą miłość. Twoją, moją, każdego z nas. Ten spektakl jest jak talizman. Przywraca ją tym, u których przemija. Wzmacnia u tych, co się nią cieszą. Pozwala znaleźć tym, co jej jeszcze nie doznali.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO