środa, 18 października 2017 r.

Lublin

Trzeba go wypier..., bo to komuch - tak przedstawiciel NSZZ Solidarność widzi wymianę kierownictwa w jednym z państwowych zakładów na Lubelszczyźnie. Mamy nagranie tej rozmowy

Pracownik Dziennika odebrał wczoraj rano zaskakujący telefon. W słuchawce usłyszał rozmowę kilku osób. Zgadywali, kto zostanie lubelskim wojewodą. Jednym z dyskutantów był Witold Stępniewski, członek zarządu NSZZ Solidarność Region Mazowsze i szef związku w Łukowie. Nasz dziennikarz włączył nagrywanie w swoim telefonie.
Nagraliśmy, jak Stępniewski dzwoni do Solidarności w Lublinie i zabiera się za obsadę stanowisk. Najpierw prosił o rozmowę z Marianem (Królem, szefem lubelskiego związku, był nieobecny - red.), później z Krzysiem (Choiną, sekretarzem Zarządu Regionu).
- No wiesz, tutaj mam problemy w Zrembie, tam jest zarząd komisaryczny. I tam, rozumiesz, siedzi komuch w tym zarządzie. I trzeba go wypier... z tego zarządu i tam kogoś innego trzeba dać - klarował związkowiec. Pytał też, kto jest kandydatem na wojewodę. Potem zakończył rozmowę z Lublinem.
Zarządcą komisarycznym w Przedsiębiorstwie Państwowym Zremb Łuków jest Artur Przybyś. Wojewoda Andrzej Kurowski (SLD) mianował go w 2003 roku. Firma jest szykowana do prywatyzacji. Przybyś jest do końca tygodnia nieuchwytny, wyjechał za granicę.
- Nie skomentuję takich wypowiedzi - stwierdził wczoraj Krzysztof Komorski, rzecznik wojewody.
- Staramy się nie wywierać wpływu na władze. Nie upoważnialiśmy kolegi Stępniewskiego do takich działań, to chyba jego prywatna inicjatywa. Odcinamy się od niej - Grzegorz Iwanicki, sekretarz zarządu NSZZ Solidarność Region Mazowsze zapewnia, że od czasu AWS Solidarność trzyma się od polityki z daleka.
Sam Witold Stępniewski twierdzi, że sprawa jest wyolbrzymiona. - Chodziło mi o to, że sytuacja Zrembu poprawiła się i nie wiadomo czy zarząd komisaryczny jest w ogóle potrzebny. Zadecyduje wojewoda, więc ja miałem tylko zapytać czy wiadomo, kto nim będzie - tłumaczy. Dodaje, że nie dał zgody na nagranie. A słowa "wypier...” nie użył, bo go nie zna.
Telefonicznej rozmowie przysłuchiwały się trzy osoby: jedna z Solidarności i dwie z PSL - tak twierdzi Stępniewski, ale nazwisk nie podaje. Twierdzi za to, że przez telefon rozmawiał najpierw z Marianem Królem, a potem z Krzysztofem Choiną.
- Nie rozmawiałem ze Stępniewskim, tym bardziej o tym, że trzeba kogoś wymienić - powiedział nam Marian Król. Krzysztof Choina był wczoraj nieuchwytny.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!